niedziela, 14 października 2018

Mordercze walki o wąwóz dukielski - wspomnienia z roku 1915. Część I.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Mordercze walki o wąwóz dukielski.

 Z listów podoficera Polaka


I.


Długą kolumną ruszyliśmy doliną rzeki Ondawy ku północy, -w mroźny, ale jasny dzień styczniowy. Za nami pozostawała w tyle żyzna i równa płaszczyzna węgierska, a przed nami stał rozłożony górski wał, Beskidów, potworny w swych kształtach i majestatyczny zarazem. Ciekawie rozglądałem się dokoła, obserwując poblizkie śniegiem zasypane wzgórza, po obu brzegach rzeki i coraz to ciaśniejszej doliny górskiej, po której przewijały się liczne oddziały wojsk naszych i trenu.
Co za śliczna okolica? Czarująca piękna górska przyroda, roztaczała przed nami w całej pełni swój powab i krasę. Rychło jednak pierzchły jak sen z naszej głowy, romantyczne obrazy przyrody. Na wspomnienie, że ta śliczna kraina, to dziś teren walk morderczych, gdzie śmierć kosi swe żniwo.
Z dala dochodził huk armat, z każdą chwilą mocniejszy. Zbliżaliśmy się coraz więcej do linij bojowej naokoło przełęczy górskich, wiodących z Węgier ku Dukli. Ciągle mijamy grupy rannych, jeszcze z dzisiejszej walki, od których się dowiadujemy, że ataki nieprzyjaciela na tej przestrzeni, stają się coraz gwałtowniejsze, ściągnęli bowiem wielkie posiłki celem utrzymania w swem posiadaniu wąwozu dukielskiego. Doszliśmy wreszcie do miejsca swego przeznaczenia, gdzie nam dano kilkugodzinny odpoczynek. Nocą dopiero ruszyliśmy w drobnych grupach na linię obronną, w rowy strzeleckie. Poprzednio zajmował je jakiś oddział węgierski, zluzowany teraz na odpoczynek.
Pozycye nasze znajdowały się u szczytu dość wysokiej góry, ukryte wśród gęstych krzewów sośniny. Przed sobą mieliśmy strome zbocze góry, przecięte z jednej strony głębokim parowem, który oddzielał nas od innej naszej pozycyi.
Na przeciwległym wzgórzu, znajdowały się pozycye Rosyan, o które już przed naszym przybyciem rozegrała się niejedna zacięta walka. Ostatecznie obie strony pozostały przy swoich dawnych pozycyach.  Właśnie na tę noc przygotowany był nowy nasz atak na stanowiska rosyjskie. Z naprężeniem oczekiwaliśmy „chrztu bojowego”.
 W ciszę nocną ruszamy kilku liniami w dół a następnie ostrożnie wspinamy się w górę.  Patrole starły się ze sobą gwałtownie, przy czem, jak się później okazało, nasze oddziały zaskoczyły wroga z dwu stron tak niespodziewanie, że zanim mogli zaalarmować swoje posterunki, my równocześnie z nimi jadąc im na karkach, doszliśmy do samych prawie ufortyfikowanych stanowisk wroga. Światła naszych reflektorów zalały strugami jaskrawego światła cały szczyt góry a w blasku dojrzeliśmy gorączkowy ruch wroga. Mieliśmy wyborny cel zatem salwami całemi zasypaliśmy Moskali, dziesiątkując ich straszliwie. Saperzy tymczasem wzięli się gorąco do niszczenia przeszkód z drutu, co im się przy użyciu ręcznych pocisków w wielu punktach wybornie udało. Przez jeden tai wyłom wpadliśmy jak burza, szybko na flanki dwóch „sztelenków” Rosyan, przez co zaskoczyliśmy ich tak skutecznie, że w paru prawie minutach wpadły nam w ręce dwa okopy nieprzyjacielskie i sprawiliśmy straszny wśród nich zamęt.
Nie spoczęliśmy jednak ani chwili. Jedni wraz z saperami wzięli się raźnie do sypania okopów i rowów strzeleckich, któryby nas bronić mogły w razie ewentualnego ataku Rosyan. – Inni znowu pomagali służbie sanitarnej w uprzątaniu pobojowiska.
Dok. Nast.


Zdjęcie opublikowane w prasie 13.03.1915.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz