niedziela, 16 września 2018

W. Sławiński (jun.), Rowerem dookoła Polski - artykuł prasowy z roku 1929.




W. Sławiński (jun.).
Dookoła Polski.
(Wrażenia z podróży na rowerze).


IX.

Nic szczególnego w Żmigrodzie nie znalazłszy, ruszyliśmy do Jasła, oddalonego o 20 kilometrów.
Szybko wieczór zapadający podniecał we mnie energję do jazdy po prostu szalonej. Dwadzieścia pięć kilometrów na godzinę w cieniach nocy, po górzystej i wyboistej szosie było coprawda ryzykownem. Z daleka migało już Jasło gazowemi lampami. Wtem, stop! Gdyby nie bystre oko kolegi, rozblilibyśmy swe maszyny o barjerę kolejową. Po usunięciu przeszkody własnoręcznie, skierowaliśmy kroki w stronę dworca, który, z braku orjentacji w ciemnościach, uważaliśmy za najodpowiedniejsze miejsce noclegowe, gdzie zresztą było można darmo przeczekać kilka godzin letniej nocy.
Twarde legowisko na ławach nie pozwoliło na dłuższy sen. O godzinie drugiej po północy gotowi byliśmy do dalszej drogi.
Opuszczaliśmy miasto niewielkie, posiadające rafinerję nafty i źródła gazu ziemnego, którym oświetlają siedlisko o 10. Tys. Mieszkańcach bardzo czyste i miłe.

Gorlice- Grybów – Nowy Sącz.

Ranek by ł chłodny. Biała powłoka mgieł otulała okoliczne wzgórza i niziny. Szosa przed nami pusta, bez kurzu. Przeto jazda nasza była lekka, zdrowa i szybka. Nie spostrzegliśmy, kiedy  przecięliśmy środkiem znane z wojny światowej, Gorlice. Po bitwie Austrjaków i Rosjan w r. 1915 pozostał tu cmentarz z tysiącem poległych. W okolicy znajdują się liczne kopalnie i rafinerje nafty.
Ponieważ tu, jak w Jaśle, policja jeszcze smacznie spała, nie meldowaliśmy swych person, jeno pomknęliśmy do Grybowa, odległego 18 kilometrów, którą to przestrzeń odbyliśmy w dobre półtorej godziny, biorąc z wysiłkiem góry wysokie do 340 metrów nad poziomem morza. Mijamy pogrążony we śnie Symberk i Ropeć, wreszcie zjeżdżamy, powstrzymując pęd „rumaków” naszych hamulcami do Grybowa nad bystro toczącą się rzeczką Białą.
Po kilkunastu minutach odpoczynku i obejrzeniu kościółka drewnianego św. Bernarda, istniejącego od r. 1455, jedziemy w kierunku Nowego Sącza. Słońce zaczyna prażyć, natura i ludzie budzić, ruch na szosie ożywiać. Tak szczęśliwie przebyliśmy 21 klm, krętej i górzystej drogi, kiedy, wyrósł przed nami N. Sącz z ruinami zamku królewskiego nad Dunajcem i węzłem kolejowym w stronę Słowaczyzny i Lwowa.
Mimo wczesnej godziny w mieście panował ruch. Dymily już kominy wielkich warsztatów kolejowych, składy i restauracje pootwierane. W pół godziny po spożyciu skromnego śniadanka, N. Sącz zaczął się za nami zacierać, aż zniknął zupełnie. Znowu łykaliśmy mieszankę świeżego powietrza z kurzem, mijały szybko chwile na kręceniu pedałów i oglądaniu cudów natury.
[…]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz