niedziela, 10 grudnia 2017

Z. Ordyńska, Letniska dzieci górnośląskich... - artykuł prasowy z roku 1929.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.



Z. Ordyńska, Letniska dzieci górnośląskich. Dzieci polskie z Górnego Śląska, Niemiec i Gdańska czują się na kolonjach świetnie.

Kraków, 18 sierpnia.

Z prawdziwym zapałem i szczerą radością przyjęłam propozycję wcięcia udziału z ramienia Redakcji „I.K.C.” w wycieczce lustracyjnej kolonij letnich dzieci górnośląskich, która się odbyła w dniach 9, 10 i 11 b.m. z udziałem władz województwa śląskiego, Rady naczelnej i członków Z. O. K. Z., oraz prasy krakowskiej i śląskiej na terenie woj. Krakowskiego i Śląska cieszyńskiego. Możność poznania u samego źródła akcji kolonji dla dzieci polskich z Niemiec, Gdańska i Górnego Śląska, prowadzonej od r. 1925 przez Z.O.K. Z., która rozwijając się z każdym rokiem coraz pomyślniej, staje się jedna z najpoważniejszych akcyj społecznych w Polsce, była już sama przez się wystarczającą atrakcją. Poza tem nęciła perspektywa 8–dniowej przejażdżki samochodowej, możność wyrwania się z murów miasta, poznania nowych zakątków Polski, odwiedzenia już znanych, drogich sercu i wspomnieniom miejsc. […]
Wszędzie, tak kierownictwo szkół miejscowych, jak i komitety Z.O.K.Z., oraz duchowieństwo i władze z całem oddaniem i przychylnością odnoszą się do letnich kolonij, ułatwiając kierownikom i wychowawcom kolonij ich ciężkie zadanie. Pod tym względem kolonja dla 52 dziewcząt w Niegłowicach pow. Jasło, zostająca pod kierownictwem p. Masteja, może świecić przykładem. Dużą zasługę w tym względzie przypisać należy staroście jasielskiemu, p. Antoniemu Zollowi, który kolonję otacza swą troskliwą opieką.

Na kolonji w Niegłowicach


Nazajutrz po noclegu w Jaśle, budzi nas chmurny, słotny dzionek. Zważyło nam to trochę humory, gdyż właśnie droga wypadała obecnie jednym z najpiękniejszych szlaków woj. krakowskiego – wyruszamy o 7–mej rano. Mijamy Biecz, jedno z najstarszych miast polskich, przystrojone w stare baszty i resztki murów obronnych, ze wspaniałą gotycką farą z XIV w. i drogą, która prawdopodobnie po raz pierwszy czuła na swej niewypielęgnowanej skórze kulturę kół samochodowych, wbród przez łożysko Ropy docieramy wśród zaciętego deszczyku do Wójtowa w pow. gorlickim. Zastajemy dziewczątka w liczbie 50–ciu przy śniadaniu, spożywające z apetytem kawę i kromy domowej słodkiej bułki z marmoladą. I tutaj stosunki w kolonji nadzwyczaj miłe. Kierownik p. Pierzyński zdaje dokładny raport. Ludność miejscowa bardzo przychylna. Komitet miejscowy Z.O.K.Z. z Gorlic ofiarował 2.000 zł. Dziewczynki popisują się deklamacją, piosenką solową i zbiorową. Na wszystkich twarzyczkach przebija się szczera radość i zadowolenie.
Wydostawszy się następnie już na główny trakt, drogą na Gorlice zdążamy do Grybowa. – Okolica zupełnie odmienna od dotychczasowych. Miast złotych łanów pszenicy i kopic żyta, strzelają w górę setki wież wiertniczych. Mijamy olbrzymie zakłady rafinerji w Libuszy, następnie Gorlice, miasto tak smutnie zapisane w historji wojny światowej, po której pamiątki w postaci ruin, porośniętych zielskiem i chwastami, szczerzą tu i ówdzie swe spróchniałe zębiska.
[…]


Zofia Ordyńska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz