niedziela, 25 marca 2018

Z wielkanocnych zwyczajów i wierzeń - artykuł prasowy z roku 1934. Część II.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.









Z wielkanocnych zwyczajów i wierzeń - część II.


Niemniej popularnym od święconego i pisanek jest zwyczaj oblewania się wodą w poniedziałek wielkanocny, czyli śmigus, albo dyngus. Nie we wszystkich jednak okolicach Polski obie te nazwy są znane. Często mówi się tylko o „oblewaniu” i „oblewanym poniedziałku”. Sam zresztą wyraz śmigus, pochodzący z niem. Schmackostern, oznaczał pierwotnie bicie rózgą w Niedzielę Palmową. Termin drugi: dyngus – wywodzi się od niem. dingen = okupywać się, gdyż tak od rózgi, jak i oblewania wykupywano się. Oby tych określeń używa się  niektórych okolicach na oznaczenie chodzenia po domach po dary w poniedziałek wielkanocny. Prócz ludzi oblewane bywają czasami i krowy, a to w tym celu, by więcej  dawały mleka. Na Kujawach pławi się konie, by się dobrze chowały Oblewanie stosowanem też bywa poza obrębem świąt, jako środek sprowadzający deszcz. Podczas dłuższej posuchy oblewano dawniej baby wodą, lub wprost przemocą pławiono w rzece w mniemaniu, że zabieg ten przerwie suszę. Oblewanie i chłosta nie były dawniej związane z jednym dniem, ale trwały dłuższy czas.

Rycina prasowa z roku 1910.



Z chodzenie po dary i oblewaniem łączy się często oprowadzanie t.zw. kurka. Kurek jest to bądź żywy kogut odpowiednio przystrojony, bądź sztuczny zdziewa, gliny i t. p., przybrany w pierze i umocowany na kółkach. Z kurkiem chodzą z reguły chłopcy. Dla dziewcząt przeznaczony jest „maik”. Jest to gałąź choiny, odpowiednio przybrana, którą obnosi się przy pieśniach i życzeniach „nowego latka”. Przebierano się też czasami – przeważnie w Małopolsce połudn. – za kura, niedźwiedzia, za t. zw. dziadów śmigusowych, cudacznie ubranych i t. p. Obchody tego rodzaju nie wszędzie na ziemiach Polski są znane i dzisiaj występują w postaci przeważnie szczątkowej. Sam „maik” nie jest nawet ściśle związanym z Wielkanocą, bo występuje już w śródpościu i trwa aż do Zielonych Świątek.
W zwyczajach i obrzędach wielkanocnych przebijają się, jak już zaznaczono na wstępie, także i momenty związane z kultem zmarłych. Najwyraźniej występują one w obrzędowości ziem wschodnich, niemniej jednak i na innych ziemiach Polski dadzą się z łatwością odszukać. Tak więc w gorlickiem, jeśli w ciągu roku zmarł ktoś z rodziny, przypadającą na niego część święconego ofiarowuje się ubogim z prośbą o modlitwę za jego duszę. Obdarzanie ubogich na Wielkanoc na intencję zmarłych jest dosyć rozpowszechnione. Czasami nawet Kościół solidaryzuje się z odwieczną tradycją, gdyż w niektórych parafjach (n.p. Biecz) w poniedziałek wielkanocny, idzie procesja z kościoła na cmentarz, podobnie jak na Wszystkich Świętych. Na ziemiach wschodnich urządza się uczty na grobach i rozdaje jadło ubogim ( co prawda nie zawsze na Wielkanoc, ale często na Zielone  Święta) i zakopuje  na mogiłach jaja wielkanocne. W okresie Świąt Wielkanocnych palono też ognie dla zmarłych w celu „ogrzania zziębniętych dusz”, który to zwyczaj występuje i dziś u Hucułów.
Także w innych obrzędach wielkanocnych widzą etnografowie element zaduszkowy. Tak np. oblewanie wodą według przypuszczenia prof. Poniatowskiego, mogłoby mieć charakter zaduszkowy, gdyż oblewanie takie było dawniej oczyszczeniem stosowanem w związku z obrzędami ku czci zmarłych. Podobny charakter ma mieć bicie rózgą wielkanocną. U Łotyszów bowiem uczestniczy pogrzebu po powrocie biją zielonemi witkami domowników.
 A wreszcie nazwa najbliższego okresu poświątecznego: „przewody”, niedziela „przewodnia”, wskazywać mają na to, że czasie tym odbywało się przewodzenie, czyli wyprawianie na tamten świat dusz zmarłych, które na okres świąteczny ściągnęły na ziemię.
Oprócz zwyczajów, mających charakter zabiegów magicznych i momentów zaduszkowych poprzez ludową obrzędowość wielkanocną przewijają się i motywy matrymonjalne. Zaznaczają się one w oblewaniu, które jest pewnym wyrazem hołdu dla dziewczyny. Każdy chłopiec oblewa przedewszystkiem swoją „wybraną” i przez jej rodziców jest przyjmowany. Obok tego występuje pierwiastek matrymonjalny w obdarowywaniu się pisankami, oraz pieśniach i grach wielkanocnych rozpowszechnionych szczególnie na ziemiach wschodnich n.p. Pokuci ( gra „w Zelmana”, „Swaty”), lub Białorusi („Caryca”).  
      

niedziela, 18 marca 2018

Z wielkanocnych zwyczajów i wierzeń - artykuł prasowy z roku 1934. Część I.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






Z wielkanocnych zwyczajów i wierzeń - część I.

        Okres Wielkiej Nocy, tego bezsprzecznie największego święta w całym cyklu roku kościelnego, jest równocześnie okresem z którym wiąże się szczególnie wielka ilość zwyczajów i wierzeń ludowych. W obrzędach tych splatają się razem pozostałości dawnej magji, mającej na celu sprowadzenie odpowiedniemi praktykami pomyślności i urodzaju, wprowadzone przez Kościół pierwiastki wierzeniowe i reminiscencje z średniowiecznych, wielkopostnych misterjów, dalej echa prastarego kultu przodków i wreszcie momenty matrymonjalne. 
        Początek wszystkim tym obrzędom daje Niedziela Palmowa, w którym to dniu poświęca się gałązki wierzbowe, ewentualnie kwiatostany trzciny (Phragmites) pod nazwą palm. Palm ą tą uderza się w wielu okolicach po powrocie z kościoła domowników trzykrotnie, mówiąc : „Nie ja biję, palma bije, za tydzień Wielki Dzień”. Jakkolwiek święcenie palm przypominać ma wjazd Chrystusa Pana do Jerozolimy, a chłostanie nią biczowanie, to jednak zaznaczyć trzeba, że zwyczaj ten jest pochodzenia przedchrześcijańskiego. Takie wici zielone występują bowiem według prof. Poniatowskiego (St. Poniatowski „Etnografija Polski”. Wiedza o Polsce tom III) we wszystkich obrzędach wczesnowiosennych pod rozmaitą postacią (różdżek, drzewek). Podobnie chłosta należy do prastarego rytuału obrzędowego, mającego na celu zapewnienie zdrowia i pomyślności i występuje także przy innych zwyczajach dorocznych (n.p. w okresie świąt Bożego Narodzenia).  
         Święconej palmie przypisuje się własności niezwykłe. Zawieszona w izbie, lub budynkach gospodarskich chroni je od pioruna, gałązki jej wbite na czterech rogach pola chronią od grożącego gradobicia (krakowskie), dym z jej spalenia ma moc rozpędzania groźnych chmur (wołyńskie) i.t.p. Palmą wielkanocną wypędza się w niektórych okolicach po raz pierwszy bydło na pole i błogosławi nią. Baźki z palmy bywają czasem np. na Orowie, używane przy siewie – rolnik rzuca je pod pierwszą skibę; przypisuje się im pozatem powszechnie znaczenie lecznicze. Mają mianowicie leczyć bóle gardła. Pewne znaczenie posiadają również węgle, pozostałe ze spalenia korony cierniowej, co odbywa się na dziedzińcu kościelnym we Wielką Sobotę rano. W Gorlickiem uważają że rozrzucone na polach zabezpieczają je przed szkodnikami. W niektórych okolicach rozpala się ogniem przyniesionym z kościoła ognisko domowe. Woda, którą Kościół poświęca we Wielką Sobotę służy do skrapiania pól. Obrzędu tego dokonuje się w poniedziałek wielkanocny o świcie. – Nietylko palma i woda święcona mają cudowną moc, ale i ostatnie dni Wielkiego Tygodnia, poprzedzające cud Zmartwychwstania, posiadają wyjątkowy charakter. Tak n.p. zanurzenie się trzykrotnie w rzece lub potoku w Wielki Czwartek o świcie leczyć ma z wyrzutów skórnych (gorlickie).
           Wśród wielkotygodniowych zwyczajów spotykamy też pozostałości z dawnych widowisk pasyjnych, które łącznie z innemi religijnemi misterjami były b.popularne w średniowieczu i później jeszcze w całej Europie, a zniknęły z początkiem XVIII w. na skutek sprzeciwów Kościoła, spowodowanych tem, że w widowiskach tych wzięły z czasem górę elementy komedjowe ze szkodą pierwiastka religijnego. Gdzieniegdzie jednak zachowały się. Miejscowością sławną ze swych widowisk pasyjnych jest niemieckie Oberammergau. Refleksem takich właśnie przedstawień jest według prof. Fischera (A. Fischer „Lud polski”) znany u nas powszechnie zwyczaj stawiania straży przy Bożych Grobach, oraz praktykowany w niektórych okolicach (Powiśle Sandomierskie) zwyczaj włóczenia bałwana wyobrażającego Judasza.

Rycina prasowa z roku 1910.


            Najpopularniejszym i najcharakterystyczniejszym zwyczajem wielkanocnym jest urządzanie znanego nam wszystkim,  „święconego”. Święcone, a zwłaszcza główny jego składnik: jaja wielkanocne, odgrywają podobną rolę w ludowych praktykach gospodarskich, jak palma i otaczane są wielkim szacunkiem. W gorlickiem okruchów święconego nie wyrzuca się jak zwyczajne resztki, ale starannie zebrane, pali w ogniu, albo też daje ptaszkom, lub kurom, by „prędko kwokały”, Nie wolno natomiast dawać ich psu, lub kotowi,  bo… węch by straciły. Woda, w której gotowały się jaja przeznaczone na święcenie, pomocna jest na nogi przeciw spękaniom, a wylana do sadu pod drzewa owocowe zapewnia lepszy urodzaj. U Hucułów ta sama woda leczy bóle oczu, a święcona słonina (ściśle mówiąc dym z jej spalenia) odpędza burze.  – Ze święconem wiąże się ściśle zwyczaj farbowania jaj i sporządzania pisanek. Barwi się jaja zwykle barwikami roślinnemi: na żółto wywarem z łupin cebuli, lub pączków knieci błotnej )Caltha), na zielono odwarem z młodego żyta, kotek osiki z ałunem i t. p., lub nawet przy pomocy kolorowej bibuły. Jaja ufarbowane na jeden kolor noszą nazwę kraszanek, malowanek, byczków, lub ałunków, gdy zaś otrzymają deseń różnokolorowy stanowią właściwe pisanki. Pełnią one rolę upominków świątecznych i służą jako wykupne od oblewania; znane są też różne zabawy „w jajka”.

niedziela, 11 marca 2018

T. Wojnar, Z Bobowej w świat - artykuł prasowy z roku 1973.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Z Bobowej w świat

Położona malowniczo nad rzeką Białą Bobowa jest jedną z najstarszych osad na tym terenie. Często zmieniający się właściciele (Bobowa była przez długie  wieki prywatnym miasteczkiem) podziały, spory majątkowe, zastawy itp.  Nie wpływały korzystnie na rozwój tej miejscowości.
Podstawą utrzymania bobowian przez długie stulecia było rolnictwo. Karłowate gospodarstwa i nie najlepsza gleba nie mogły jednak wyżywić wszystkich mieszkańców osady. To przyczyniło się niewątpliwie do rozwinięcia się w drugiej połowie XIX wieku bardzo pracochłonnej ręcznej produkcji koronek klockowych. Z czasem wyrobem ich zaczęły się trudnić Rawie wszystkie bobowianki. Zbyt na koronki znajdowano w okolicznych miasteczkach, niekiedy wędrowano z nimi aż do Nowego Sącza. Pod sam koniec XIX wieku, w 1899 roku, miasteczko zdobyło się na zorganizowanie Krajowej Szkoły Koronkarskiej. Mogły więc w szkole koronkarskiej młode bobowianki doskonalić przekazywane już w tym czasie z matki na córkę metody wyrobu koronek.
Przed I wojną światową ludowy przemysł artystyczny w Bobowej był pełen rozkwitu, a wyroby koronkarskie cieszyły się olbrzymim popytem nie tylko na rynkach krajowych, ale i zagranicznych dzięki swej doskonałej jakości i dużemu artyzmowi. W r. 1905 bobowskie koronki zdobyły złoty medal na Międzynarodowej Wystawie w San Francisco…


Tuż po ostatniej wojnie w miasteczku zjawili się przedstawiciele nowo powstałej centrali przemysłu ludowego i artystycznego, którzy zajęli się skupem koronek. Szersza niż do tej pory możliwość sprzedaży wyrobów bobowskich rękodzielników przyczyniła się do założenia w 1950 roku Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Koronka”, która skupiła wszystkie koronkarki z powiatów: gorlickiego, tarnowskiego i nowosądeckiego.
Z czasem okazało się jednak, że z samej tylko produkcji koronek spółdzielnia by się nie utrzymała. Wprowadzono więc dziewiarstwo ręczne (wykonywano na drutach swetry), a następnie po specjalnym kursie – tkanie kilimów i narzut dekoracyjnych.
Spółdzielnia szybko „stanęła na nogi”. Wnet wybudowano własny budynek. Potem drugi, a przed dwoma laty trzeci, który połączy dwa poprzednie. W ten sposób powstał spory zakład produkcyjny, zatrudniający dziś 160 osób oraz 460 chałupników. W lipcu br. Odebrano nową inwestycję – farbiarnię z oczyszczalnią, a pod koniec tego roku ma nastąpić przekazanie do użytku dużej tkalni kilimów. Zmienia się więc powoli profil produkcji. I chyba niedługo koronka pozostanie tylko w nazwie spółdzielni, ustępując miejsca kilimom. Zresztą bobowskie kilimy cieszą się olbrzymim powodzeniem. W tym roku zagraniczni odbiorcy otrzymają ok. 8 tys. metrów kwadr. tych tkanin. Różnobarwne dzieła rąk bobowianek powędrują do Danii, Szwecji, Szwajcarii, NRF, USA, Kanady, Francji, Austrii i Norwegii.
Spółdzielnia nie jest jednak w stanie zrealizować wszystkich zamówień. Stara więc zasada: kto pierwszy ten lepszy spowodowała, że np. Dania (najpoważniejszy odbiorca bobowskich kilimów) już w r. 1972 dokonała zamówień na rok 1974.
Tkanie kilimów jest niezwykle pracochłonne i żmudne. Ponadto jest to przecież praca artystyczna. A artyści wiadomo… nie rodzą się na kamieniu.

Tadeusz Wojnar

niedziela, 4 marca 2018

Kółko teatralne w Bieczu - korespondencja prasowa z roku 1910.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.



Biecz, 8 maja. (Kółko amatorskie. – 3 maja).


W miasteczku naszem powstało z końcem marca przy czytelni im. Tad. Kościuszki „Kółko amatorskie”. Już od dnia założenia rozpoczęło pracować nad przygotowaniem sztuki ludowej w 3 obrazach Fr. Dominika pod tytułem „Ojcowizna”. Dnia 16 kwietnia odegrano tę sztukę po raz pierwszy z nadzwyczajnem powodzeniem. Gra amatorów nie pozostawiała wiele do życzenia, a niektóre kreacye były wprost doskonałe. Na ogólne żądanie powtórzono tę sztukę z niemniejszem powodzeniem jeszcze 24 kwietnia. Obecnie zaproszone na wszystkie strony zdecydowało się „Kółko” wystawić „ Ojcowiznę” dnia 15 maja w Gorlicach. – Wobec znakomitej opinii tego doborowego „Kółka”, oraz pięknego celu – gdyż dochody wszelkie przeznaczone są na budowę czytelni w Bieczu – należy się spodziewać, że i „Kółko” przysporzy dochodu naszej czytelni i publiczność gorlicka będzie miała sposobność mile przepędzić wieczór. – Oprócz tego przygotowuje „Kółko amatorskie” na dzień 22 maja wieczór patryotyczny, na którego program złożą się: odczyt, deklamacye, produkcye nowozawiązanego chóru, występ znanego skrzypka p. Birnbacha i wreszcie sztuczka Staszczyka pod tytułem „Noc w Belwederze”.
W korespondencyi z Biecza nie można także pominąć pięknego poranku, urządzonego w dniu 3 maja przez tutejsze grono nauczycielskie. Deklamacye, zwłaszcza zbiorowe dzieci szkolnych, oraz doskonale wyćwiczone chóry, dały bardzo dobre świadectwo pracy naszego nauczycielstwa, a przedewszystkiem inicyatora i główne sprężyny p. Zuzaka.