niedziela, 21 stycznia 2018

Gorlice w gruzach - artykuł prasowy z roku 1915.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Gorlice w gruzach.

Zburzony kościół w Gorlicach.
Podczas ostatnich walk w Galicyi zachodniej, które zostały uwieńczone tak niezwykłym, a szybkim sukcesem, najbardziej ucierpiały Gorlice, które tuż przed samem wyswobodzeniem z pod inwazyi rosyjskiej przeżyły straszne dni, gdyż znalazły się w ogniu walki. Samo miasto ostrzeliwano ogniem artyleryjskim, gdyż znajdowały się w niem rosyjskie rezerwy, kolumny kawaleryi i furgony. Był to sygnał odwrotu. Rowy te znajdowały się od zachodu, północy i południowego wschodu. Przez jakiś czas ostrzeliwano je najcieższymi granatami, a potem poszli do roboty saperzy, którzy gdy ogień skoncentrował się znowu na miasto, ruszyli ku zasiekom z drutu kolczastego. Część drutów zniszczyła już artyleria, resztę saperzy, potem ruszyła do ataku piechota. W rowach strzeleckich stoczyła się walka krótka, ale zaciekła, na białą broń. Wielu Rosyan zginęło już poprzednio od pocisków artyleryi i od granatów ręcznych. Reszty dokonała piechota, która nie zatrzymała się długo w rowach nieprzyjacielskich, gdyż pościg szedł niepowstrzymanie dalej.
Tymczasem miasto płonęło. Na Gorlice spadła klęska może jeszcze większa, niż w 1874, kiedy to dnia 3 października spłonęło prawie całe miasto. Pożar zniszczył wtedy 437 zabudowań i kościół, przyczem  spaliły się akta starostwa, Rady powiatowej i Rady miejskiej. Teraz całe prawie miasto legło w gruzach. Pociski armatnie i pożary zniszczyły prawie wszystkie budynki. W całem mieście ocalało zaledwie 40 domów. Między innemi zostały zniszczone lub silnie uszkodzone: gmach gimnazyum , Sokół, ratusz,nowy kościół, urząd pocztowy i wiele innych gmachów.




Urząd pocztowy w Gorlicach zniszczony granatem.

Przez cały czas 4 ½ miesięczny zburzono pół miasta, spalono jedną trzecią jego część, ostatnia zaś bitwa pochłonęła resztę. Mury spalonych domów, potrzaskane granatami przedstawiają straszny widok. Cały rynek i całe śródmieście w gruzach i zgliszczach. Część miasta między cmentarzem ( gdzie były naj najgwałtowniejsze walki) a Rynkiem przedstawia się jako jedna kupa gruzów. Cmentarz zupełnie rozkopany przez pociski armatnie. Potrzaskane trumny, z których wypadły zwłoki i szczątki pomników zasłały cmentarz, a gdy później zawrzała tam walka na białą broń, żołnierze zabici i ranni leżeli pośród rozwalonych grobów i trumien… Straszny, okropny obraz…
Miasto zostawało pod ogniem ciężkiej artyleryi przez 18 godzin w dniu 2 i 3 b.m. Od kul padło w mieście około 300 osób cywilnych. Liczba ta ogromna, jeśli się zważy, że w mieście pozostało tylko tysiąc kilkaset osób. Straszliwie krzyki rozszarpywanych mieszały się z rykiem dział, strzelających po 30 do 40 razy na minutę.
Strzały armatnie biły gęściej, niż karabin maszynowy. W kilkunastu godzinach padły na miasto tysiące granatów. Poszczególnych strzałów nie było już słychać, tylko jeden straszny huk i dudnienie, jak w piekielnym kotle.
Pod tym okropnym ogniem zaczęła się paniczna ucieczka Rosyan, którzy podpalili resztę całych domów, aby w dymie zasłonić swój odwrót. Ale to szkodziło im tylko. Ndzwyczaj silny pożar, podsycany wichrem, zapełnił wszystkie ulice gryzącym dymem. To też usiłowania oficerów rosyjskich, aby jeszcze w ulicach stawiać opór i bronić odwrotu, już nie pomogły. Żołnierze rosyjscy uciekali w popłochu, nie zważając na oficerów, gubili w dymie drogę, ogłuszeni i oślepieni hukiem eksplodujących granatów.
Zniszczone szańce rosyjskie

O strasznem piekle, jakie przeżyli mieszkańcy Gorlic, daj pojęcie opowiadanie jednego z jeńców, Polaka z pod Warszawy, który walczył w szeregach rosyjskich pod Gorlicami:
„Prawie od początku wojny – mówił ów jeniec Polak – brałem udział w kilkudziesięciu potyczkach, zawsze wychodząc cało. W armii rosyjskiej, tak u oficerów wyższych i niższych stopni, jak i u żołnierzy, od początku wojny wyrobione jest zdanie co do bitności armii sprzymierzonych, w szczególności obawiają się żołnierze rosyjscy ataku na bagnety. Pod Gorlicami, gdzie nas zabrano, najpierw w okropny sposób zaczęła szerzyć spustoszenie w szeregach rosyjskich artylerya: było to coś, czego opisać nie można. Tysiące strzałów, huk, jak gdyby wszystkie góry i skały waliły się, a w powietrzu na kilkadziesiąt metrów w górę wyrzucane kawały ziemi, drzew i ciał ludzkich.
Staliśmy w sile jednego batalionu w rezerwie w trzecich okopach. Gdy z okopów pierwszych i drugich ani ślad nie pozostał, jeno jakieś bezkształtne kupy ziemi i ciał ludzkich – dano znak do ataku. Widziałem, jak nagle sołdaci zaczęli się żegnać trzykrotnie. Z twarzy uciekła wszelka krew. Powtórzono rozkaz do ataku: ludzie stali w miejscu skamieniali. W tej samej prawie chwili ustała ta straszliwa kanonada i usłyszeliśmy w oddaleniu jakich dwóch kilometrów okropny okrzyk: „Hurra!” Mimowolnie staliśmy dalej w miejscu, chociaż po raz trzeci padła komenda. Nagle przed nami i na bokach naszych zaroiło się od żołnierzy austryackich. Pędzili z karabinami w ręku, z nasadzonymi bagnetami, jakby gnani jakąś furyą. Co się dalej działo, już nie pamiętam, utkwiła mi tylko w głowie ostatnia komenda naszego oficera, Małorusa spod Kijowa:
- Poddajtieś!

Atakujący popędzili naprzód, nas zostawiono i dopiero po kilku minutach druga linia atakujących zabrała nas. Ci jeńcy – kończył swe opowiadanie jeniec - których tu panowie widzicie, to tylko rezerwy z tylnych okopów. To, co było w okopach przednich, przemieniło się w stosy porozrywanych trupów”.


Zwłoki rosyjskich żołnierzy poległych podczas ataku na bagnety pod Gorlicami.



Zwłoki rosyjskich żołnierzy pod Gorlicami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz