niedziela, 29 października 2017

Tyfus w Jaśle - rok 1912.



Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.



Z Jasła.
Tyfus. Mieszkańcy ulicy Floryańskiej, nie mogąc już w inny sposób, tą drogą zwracają się do Świetnego Magistratu, aby raz nareszcie zajął się uporządkowaniem tejże ulicy.
Podczas upałów ulicy tej stale się nie skrapia, w dnie słotne zaś brnąć trzeba w błocie po kolana.
Mamy wprawdzie 3 rzeki, ale wodę wozi się na pranie bielizny i skrapianie tylko przed domami urzędników Magistratu.

W ulicy tej wybuchł obecnie tyfus – Świetny Magistrat jednak żadnych środków zabezpieczających szerzeniu się nie przedsiewziął a dlaczego? zapewne dlatego, że tyfus pojawił się w realności radnego miejskiego Mazura, który jest majstrem kunstu masarskiego, – a trzeba być cicho, boby na tem miejscu wiele ucierpiały kiełbaski pana radcy miejskiego. Na razie tyle, w przyszłości nie pominiemy wspomnieć o przepisie w §14 ustawy o środkach spożywczych, któryby koniecznie zastosować należało w sklepach pod Nr. 477 i 304.




niedziela, 22 października 2017

Wikingowie z Karpat - artykuł prasowy z roku 1932.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.



Wikingowie z Karpat.
W powiecie gorlickim ( woj. Krakowskie) na drodze z Grybowa do Wysowej na terenach naftowych leży wioska Łosie. Słynie ona z pięknych kobiet. Łosianki są rosłe i doskonale zbudowane.
Tradycja mówi, że XVII w. zostali w Łosiach osadzeni jeńcy szwedzcy, którzy pomieszawszy się z Polakami i Łemkami, stworzyli nowy typ. Może to i prawda, bo Łosianie odznaczają się imponującym wzrostem i rzeczywiście przypominają Skandynawów nie tylko swoim wyglądem, ale także przedsiębiorczością.
W styczniu, względnie w lutym prawie wszyscy bowiem mężczyźni  opuszczają wieś i udają się na szereg długich miesięcy na wędrówkę po Polsce, rozwożąc maź i smary do wozów. Docierają oni z tym towarrem daleko poza Warszawę, nawet na Kresy wschodnie, przenosząc się z miejsca na miejsce, podobnie,  jak to czynili przed wojną chłopi istryjscy, którzy z Dalmacji wozami przyjeżdżali  aż na Podhale, sprzedając po drodze ocet i wino. Zwracano na nich powszechną uwagę, bo nosili niebieskie ciemne koszule i drewniane saboty. Chłopi nazywali ich „ bondziornami”, zapewne dlatego, że witali ich sakramentalnem: „Buon Giorno” (dzień dobry).
Główny szlak handlowy Łosian prowadzi przez Krosno, Dębicę, Mielec, Sandomierz itd.  Za czasów rosyjskich przekraczali oni bez trudu granicę i dopiero późną jesienią wracali do domów.
Teraz  jest  ich główny sezon. Snują się po drogach z ciężko naładowanemi wozami, od których dolatuje charakterystyczny zapach ropy i nafty. Interesy robią dobre, na kryzys nie narzekają.- Prawdziwi Wikingowie z Karpat.

Kum.


niedziela, 15 października 2017

Chleb z grzybów - artykuł prasowy z roku 1917.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.















Chleb z grzybów.

O masowe zużytkowanie bogactwa grzybowego lasów, łąk i ogrodów w Galicyi.

„Lepszy rydz – jak nic”, powiada ludowe przysłowie. Tem samem mniej więcej radzi się pocieszać Galicyi p. Feliks Teodorowicz w broszurze swej „Projekt zużytkowania bogactwa grzybowego, lasów, łąk i ogrodów”.
W ściśle naukowych dochodzeniach, posługując się tak obcym, jak i własnym materyałem statystycznym – dochodzi autor do wniosku, że Galicya, będąca krajem szczególniejszej urodzajności grzybów, nie wie nawet, jak cenny materyał odżywczy posiada, a koszta tej ignorancyi oblicza w fantastycznie wprost wyglądających cyfrach.
Autor zaznacza, że podłoża leśne wyprodukowują taki nadmiar azotanów w postaci grzybów, że dzisiaj już ludzie i zwierzęta całej ziemi mogliby grzybowem bogactwem ziemskiem pokryć w zupełności całe swe zapotrzebowanie białka.
W czasach więc, kiedy tak dotkliwie daje się odczuwać skąpość artykułów żywności, należałoby grzyby uczynić artykułem codziennym, jak chleb, mąka, mięso, ziemniaki.
Na ziemi polskiej, tak bogatej w ziemne płody, rośnie blisko 200 gatunków doskonałych grzybów, a niektóre z nich pojawiają się sporadycznie w takich masach, że jak to mówią, wierzyć się nie chce oczom.
Pamiętając zaś i o tem, że grzyb rośnie niemal codziennie, wydając nowe owoce z tej samej grzybni, o ile jej przez nieumiejętne grzybobranie nie zniszczono, lub owocując wciąż opodal, że – dalej – grzyby rosną przez około 7 miesięcy w roku, – przyjąwszy więc, że przeciętnie grzybnia owocuje przez 7 miesięcy co drugi dzień tylko, a więc, że grzybobranie przeprowadzać można 100 razy w roku, otrzymamy cyfrę wprost fantastyczną:
1,800,000,000 kg. = 180.000 normalnych wagonów!
Przyjąwszy wartość przeciętną 1 kg. grzyba na 10hal. Tylko, otrzymamy wynik smutny: oto Galicya, jedna z najbogatszych grzybowych krain Europy traci rocznie 45,000,000kor., dzięki brakowi naszego znawstwa na tem polu, dzięki szkodnikom i …dzięki niedowiarstwu!
Kto zaś – pisze autor dalej – często po lasach chodził i podpatrywał przepiękne cudy Boże w naturze, ten z pewnością mi przyzna racyę, że niejednokrotnie widział na powierzchni 100 metrów kwadratowych nie 600gr., ale jeden i więcej nieraz kilogramów grzybów.
W Karpatach zwłaszcza są liczne południowe stoki górskie, po których przejść nie można, by mnóstwa grzybów nie zdeptać. Również i w lasach nizinnych Galicyi spotykałem nieraz gniazda borowików po 60 i więcej okazałych sztuk liczące, gniazda leśnych pieczarek po 200 sztuk i więcej; to już nie gniazda, ale pokłady całe były! A Węgrzy rok rocznie zalewają kraj nasz wagonami tych samych pieczarek w occie w blaszanych puszkach, z których każda po 4 do 6 sztuk najwyżej liczy, a które nasi handlarze delikatesów po 10 koron i więcej za 1 puszkę sprzedają!
Podkreśliwszy te rzeczy, autor snuje dalej swe projekty.
Grzyb pokrajany daje się suszyć w wielkich nawet masach, w krótkim czasie, w ciepłem, przewiewnem powietrzu, a osuszony kruszeje tak że z łatwością daje się zemleć na mąkę. Mąka zaś grzybowa, zmieszana w odpowiednich ilościach z mąką zbożową i należycie wypieczona, daje znakomity a różnorodny w smaku i nadzwyczaj pożywny – chleb grzybowy.

Próby, przeprowadzane przez autora, dały mu w rezultacie wyniki niespodziewane. Grzybowe pieczywo – pisze – za którem uganiać się będą tak smakosze, jak i lud niewykwintny, stać się może podstawą dzisiejszego pożywienia; bo nie dość, że kromka tego chleba zawierać będzie niemal tyle białka, co kromka chleba z czystego zboża, nałożona plastrem szynki, ale – biorąc w rachubę wielorakość gatunków grzybów, a więc wielorakość ich smaku i aromatu, będziemy mogli rozporządzać mnóstwem różnorodnych smakołyków dla ludzi, którzy dotąd dla dobrego tonu wcale chleba nie jadają, psując sobie natomiast żołądki drogimi a niestrawnymi specyałami. 

niedziela, 8 października 2017

Historyczna baszta na sprzedaż - artykuł prasowy z roku 1937 o jednym z bieckich zabytków.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

Historyczna baszta na sprzedaż

Zabytkowa baszta przy bramie m. Biecza
(AW) Wielkie poruszenie wśród miłośników zabytków wywołała wiadomość o wystawieniu na sprzedaż historycznej baszty obronnej w Bieczu, będącej ostatnio w posiadaniu rodziny Służewskich. Cena okrągłej baszty wraz z przyległym do niej budynkiem wynosi 40.000 złotych. W baszcie mieści się piekarnia, stajnia na bydło i chlewy dla świń.
Baszta ta istniała już w 1518 roku. W tym to czasie Zygmunt, król polski poleca staroście bieckiemu Piotrowi Odnowskiemu w baszcie tej urządzić więzienie dla więźniów starościńskich, którzy będą na koszcie i straży starosty, a w więzieniu miejskiem mają być pomieszczeni tylko skazańcy do czasu egzekucji.

W r. 1523 bakałarz Marcin Beier, ołtarzysta biecki i pleban w Binarowej, w uznaniu zasług koło miasta jego ojca Jerzego Beiera, szewca, na placu wewnątrz murów miejskich za zgodą starszych wszystkich cechów i całego pospólstwa od prokonsula miasta Biecza otrzymuje zezwolenie wybudowania domu z wolnym dostępem do baszty. Po śmierci ks. Beiera prawo patronatu nad domem przechodzi na rajców miejskich, którzy oddają go na mieszkanie tylko w Bieczu urodzonym duchownym, zobowiązując ich do odprawienia jednej mszy tygodniowo za fundatorów i do składania po 2 grosze kwartalnie na reperację.  

niedziela, 1 października 2017

Jasło. Opis miasta i okolicy - z cyklu prasowego Z Geografji Galicji z roku 1914.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.










Jasło.

Jasło, siedziba starostwa, w pobliżu zlewu trzech rzeczek Jasiołki, Dębówki i Ropy, które od tego miejsca przybierają nazwę Wisłoki; leży w pięknej dolinie na 233 metry nad poziom morza. Ślad istnienia Jasła znajdujemy już w r. 1328 jako wsi Kassel, którą Kazimierz W. w r. 1366 przemianował na miasto, obdarzając prawem magdeburskiem. Dzisiejszy kościół murowany wystawili w r. 1446 bracia Stanisław Cielątko, doktor dekretaljów i scholastyk sandomierski oraz Mikołaj herbu Ciołek, kanonik przemyski. Od tego czasu zaczęły się nieszczęścia Jasła. Król węgierski Maciej Korwin spalił miasto w r. 1474. Następnie przez długie lata istniało jako starostwo ziemskie niegrodowe. Z tych czasów wiadomo, ze Zygmunt III zabronił żydom osiedlać się i otwierać handle w Jaśle, a w r. 1619 ponowił i zaostrzył zakaz przeciw żydom, gdyż „mieszczanom w handlu przeszkadzają i wiktuały podkupują”. Podczas najazdu Szwedów w r. 1655 zostało złupione i spalone. W r. 1683 dotknął miasto straszny pożar, to samo zaszło w r. 1755 i 1826.
Oprócz kościoła parafialnego w Jaśle był klasztor i kościół Karmelitów niewiadomego założenia, ale prawdopodobnie przed r. 1437. W kaplicy tego klasztoru znajdowała się studnia, którą św. Wojciech, idąc z Węgier, miał błogosławić i obraz cudowny N. P. M. zwanej węgierską, znajdujący się obecnie we wsi Tarnowcu, :do którego tak wielka ilość pątników z Polski a szczególnie z Węgier się schodziła, że ich miasto pomieścić nie mogło”. Klasztor zniósł cesarz Józef w r. 1786. Obecnie niema ślad tej sławnej studni.

Powiat jasielski, zawierający bogate źródła nafty, liczył w r. 1910 ludności 87.659 głów, w tem Polaków 80.256, Russkich 7.377, Niemców 15, innych 11. Według wyznania było  rzymsko–katolików 74.584, greko–katolików 7.529, żydów 5.743, innych wyznań 22.