poniedziałek, 7 marca 2016

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część VII.

Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

20 stycznia 1918 r. Jan wysłał list do mamy, Wiktorii, który należy uznać za jeden z najciekawszych elementów korespondencyjnych całej wojny wychodzących spod jego pióra. Nie brakowało w nim ciekawych metafor, porównań, barwnych opisów spotkanych osób czy po prostu własnych spostrzeżeń na temat otaczającej rzeczywistości. Naprawdę spore rozbawienie i uśmiech na twarzy wywołał we mnie fragment, że „chłopy warkocze pletą a baby w czopkach, a zamiast spódnic to się deka okrąca”. Najwyraźniej Jan zastał tam zupełnie inną kulturę, która wprowadziła go w prawdziwe osłupienie. Prosty, galicyjski chłop poznał ludzi żyjących w skrajnie różnych uwarunkowaniach, które były dla niego nie do pojęcia. Przypuszczam, że spojrzał na tamtejszych mieszkańców z niemałym zdziwieniem i zażenowaniem. Galicyjska wieś przełomu wieków była bardzo konserwatywna i raczej niechętna jakimkolwiek obcym wpływom kulturowym. Jan wcześniej nie miał styczności z tego typu ludźmi, których zachowanie, styl ubierania i życia były zupełnie odmienne. Z dużym rozbawieniem Jan opisał pewnego chłopa z tamtych terenów, który jak „uwidział” tramwaj, to się pytał co to za wóz co ma dyszel na dachu. Nie mamy prawa się dziwić konsternacji samego Jana, jak i zachowaniu tego człowieka, który z tramwajem miał kontakt pierwszy raz w życiu.  Dużym poruszeniem dla Jana był zupełnie inny model preferowanego przez tutejszych ludzi ubioru, gdzie kożuchy to tak „baby jak i chłopy wdziewają do góry kłakami i tak chodzą”. O wiele ważniejszym dla nas opisem jest ten, w którym Jan poświęcił sporo miejsca dla tutejszych domostw, gospodarstw wiejskich czy charakteru rzemiosła rolniczego spotkanych na tym terenie ludzi. Bez wątpienia z dużym smutkiem przyjął on fakt skromności napotkanych domów – „a zamiast bydła i świni to chowają psy”. Przecież jego rodzinny dom  również nie należał do najbogatszych, a wręcz panowała w nim często bieda. Jeśli już Jan był poruszony skromnością, a wręcz skrajnie ubogą sytuacją w zastanych domostwach, to faktycznie ich stan był na bardzo, bardzo niskim poziomie.

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
20 stycznia 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka. 

Osobiście naprawdę byłem pod dużym wrażeniem tych opisów. Urzekły mnie barwnością i zwykłym ludzkim współczuciem, dzięki któremu Jan potrafił w tak odpowiedni sposób oddać opis i charakter napotkanej rzeczywistości. Możemy wiele wywnioskować z tego listu, gdyż chyba po raz pierwszy Jan w tak niezwykle unikalny sposób opisał wszystko, z najmniejszymi szczegółami, którym nie było brak osobistych spostrzeżeń i uczuć. Jestem troszkę zmartwiony faktem, że Jan nie pokusił się o kolejne barwne opisy, gdyż czytało i interpretowało się je znakomicie, z dużą dozą humoru i uśmiechu na ustach.  W końcowej części listu Jan prosił o nadanie mu skromnego pakunku, który w bieżącej sytuacji był mu wręcz niezbędny. Ostatni rok wojny był tym najgorszym pod każdym względem w cesarsko-królewskiej armii, szczególnie aprowizacyjnym. Z tego powodu Jan prosił o przysłanie mu również dodatkowych pieniężnych kwot, które bez wątpienia uratowałyby mu życie. Niestety, aktualnie żołnierze cierpieli na spory niedostatek i szeroko pojętą biedę. Ten czas był wyjątkowo ciężki do przetrwania, gdy utrata życia nie musiała nastąpić jedynie w ogniu wrogiej armii. Sam Jan nie narzekał na problemy zdrowotne. Jednak po wnikliwszej interpretacji listu można dojść do niepokojących wniosków, że jego życie wisiało na przysłowiowym włosku. Nie wiadomo było, co go czeka w najbliższych miesiącach, dniach czy nawet godzinach.
List Jana Bajorka do brata Wojciecha.
31 stycznia 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

31 stycznia Jan odpisał na list swojego brata Wojciecha, który właśnie został mu doręczony. Był on niezwykle treściwy, gdzie Wojciech opisał dokładnie swoje powodzenie, jak i zdrowie, na które nie musiał na szczęście narzekać. Sam Jan również nie narzekał na kwestie zdrowotne, a powodzenie było po prostu wojenne. W aktualnym miejscu stacjonowania jego kompanii warunki pogodowe były dosyć dobre, temperatura jak na tę zimową porę roku była nawet wysoka. Nad samym wojennym czasem Jan teraz nie ubolewał, gdyż najprawdopodobniej nie znajdował się na pierwszej linii frontu, gdzie o kulę nieprzyjaciela nietrudno. Wojciech w swym liście opisał dokładnie ślub i skromne przyjęcie weselne krewnego, na którym szczęśliwie świętował. Jan był niezwykle uradowany, że pomimo trudów wojennych odbywały się przyjęcia weselne, gdzie najbliższa rodzina bawi się i pije za zdrowie szczęśliwej młodej pary, która wkraczała na nową, niełatwą drogę życia. Jan prosił brata, aby dowiedział się o przydział wojenny kolegi, nazwiskiem Ryndak. Być może ten wojenny towarzysz broni z rodzinnej miejscowości przebywał na urlopie, a on chciał się z nim w korespondencyjny sposób skontaktować. Pytał również o wojenny przydział i dokładny adres innego kolegi, Jaśka Bolcyka. Najciekawszym elementem tego listu był fragment, gdzie Jan w osobliwy sposób informował brata o śmierci towarzysza broni z dalszej miejscowości. Prosił go w nim, aby dziewczynie tego żołnierza przekazać, że niestety, pożegnał się z życiem- „teraz powiedz Piekarzonce niech już nie pisze do tego Fryndy z Łużnej, bo jest zabity”. Naprawdę w  dość specyficzny sposób Jan poinformował nieszczęśliwą dziewczynę o śmierci ukochanego mężczyzny, za którym tak tęskniła i wyczekiwała na jego szczęśliwy powrót. Dowiadujemy się także, że dwaj inni dalsi znajomi, Kozien i Dudka z Sitnicy zostali poważnie ranni i szybko zostali przetransportowani do polowego szpitala, gdzie lekarze czynili usilne starania, aby uratować im życie. Śmierć Fryndy z Łużnej i rany dwóch kolegów miały miejsce podczas bitwy 16 stycznia. Jan starał się optymistycznie zakończyć długi list nieśmiałą obietnicą, że upragniony czasowy urlop być może dostanie w kwietniu na Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Bardzo na to czekał i modlił się codziennie o wojenne powodzenie i rychłe spotkanie z rodziną w domu.
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
3 maja 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
3 maja, w rocznicę Konstytucji Polskiej, Jan zaadresował list do mamy, Wiktorii, w którym podał kilka dokładnych informacji o swojej aktualnej sytuacji i położeniu. Mianowicie jego kompania właśnie zmieniła swoje miejsce stacjonowania i front. Aktualnie została skierowana nad Pawię do dalekiej Italii. Niestety, Jan odczuwał pewne zdrowotne trudności. Prosto z wojennego pociągu udał się do frontowego szpitala, w celu zaleczenia wojennych obrażeń. Nie można określić przybliżonego czasu przebywania Jana na przymusowej hospitalizacji. Snuł przypuszczenia, że najprawdopodobniej rany te nie były aż tak tragiczne w skutkach, aby leczenie trwało dłużej niż okres jednego tygodnia. Ze względów ingerencji cenzuralnej nie mógł podać szczegółowych danych na temat swojego stanu zdrowia. Również celowo starał się przemilczeć wojenne kwestie jego jednostki wojskowej. Wspomina jedynie o głośnym i częstym huku dział artyleryjskich. Na tej podstawie można dojść do wniosku, że walki na froncie włoskim w tamtym czasie były wyjątkowo zacięte.

Kolejny list notujemy do matki już zaledwie tydzień później, 8 maja 1918 roku. Jan informował w nim, że nadal musi przebywać w szpitalu. O swoim powodzeniu niewiele wspomina, ale nie było najgorzej i raczej nie miał prawa narzekać na względne warunki hospitalizacji. Za ten tygodniowy pobyt w szpitalu otrzymał pewien rodzaj zadośćuczynienia w formie żołdu w wysokości 50 koron. Aktualne warunki aprowizacyjne w jego kompanii były złe, a nawet bardzo złe. Niewiele można było już kupić, nawet niezbędnych rzeczy.  Szczególnie wino już nie było dostępne. Cena tabaki do fajki z bukowym liściem sięgała już niemałej kwoty, 5 koron. Bez wątpienia ten list był utrzymany raczej w smutnym tonie, a warunki na froncie włoskim były naprawdę nieciekawe. 

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
8 maja 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.


Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz