poniedziałek, 28 marca 2016

Oszczędny sposób gotowania kawy - artykuł prasowy z roku 1916.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.







Oszczędny sposób gotowania kawy.

Ze względu na konieczną oszczędność naszych zapasów żywności i wywołane tem ograniczenie w sprzedaży środków spożywczych, aktualną niezwykle staje się kwestya użycia ich w kuchni z możliwie największym zyskiem. Poniżej – za „Chemiker Zeitung” – przytaczamy sposób oszczędnego przygotowania kawy, wynaleziony przez znanego chemika niemieckiego prof. Dra Dennstedta.
Wiadomą jest ogólnie rzeczą, że kawa, zalewana zawsze wodą gorącą, pozwala wyciągnąć z siebie tylko dwie trzecie swej wartości, podczas gdy pozostałe ponieważ szły na marne. Otóż profesor Dennstedt wykrył, iż można tej straty uniknąć, o ile kawę zaleje się zimną wodą i potem dopiero gotuje. A jednak tylko zimna woda jest w stanie wyciągnąć z mielonej kawy prawie całą jej zawartość istotną, jakkolwiek proces ten odbywa się znacznie wolniej, aniżeli przy użyciu wody wrzącej. Nadto kawa przyrządzona na zimnej wogóle, nie traci wcale ani odrobiny aromatu.
Sposób postępowania jest następujący:
Doskonale zmieloną kawę wsypać należy do flaszki, zalać zimną wodą a następnie zakorkować szczelnie i potrząsnąć. Za godzinę potrząść znowu i postępowanie to należy jeszcze  powtórzyć dwa lub trzy razy. Nazajutrz można stwierdzić, że zmielona kawa osiadła całkowicie na dnie flaszki.

Wreszcie zlewa się ostrożnie płyn z flaszki przez sitko do naczynia i ogrzewa aż do wrzenia. Otrzymany przy wrzeniu kawy ponowny osad wsypać należy z powrotem do flaszki, zalać zimną wodą, a chcąc znowu otrzymać kawę, należy dosypać do obu osadów odrobinę świeżej kawy i postąpić jak wyżej. Metodę tę można powtarzać przez szereg dni, a oszczędza się przytem około 40 proc. świeżej kawy, a użytą wykorzystuje aż do ostatka.

piątek, 25 marca 2016

Pierwszowojenny list ze Staszkówki z roku 1918.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Staszkówka, w Gorlickiem.
Wieś nasza należy do najbiedniejszych w powiecie. Przez 6 miesięcy była na linii bojowej i została gruntownie zniszczona. Z koni, wozów, bydła trzody, nie pozostało nic. Sto kilkanaście małych gospodarstw, trzy, do pięcio-morgowych, zostało spalonych.Mnóstwo ludzi przemroziło się. Mimo że ludność cierpi głód, zarządzono nawet w tej zniszczonej zupełnie wsi rekwizycye. Drogość straszna. Za metr pszenicy nie kupi na koszulę. O odbudowie nic się nie myśli. Ci, którym się dobry spaliły, popostawiali sobie stajenki na bydło i razem z bydłem mieszkają, inni siedzą w szałasach. [...]
Marya Amrozy.
Teresa Majka. Marya Maślanka.  

poniedziałek, 21 marca 2016

Wypadek przy pracy w Gliniku Mariampolskim - rok 1916.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.




Wypadek przy pracy.
W fabryce Karpackiego Towarzystwa naftowego Mac-Garweya  w Gliniku Maryampolskim robotnik Stanisław Bugno, pochodzący z Zagórzan, uległ nieszczęśliwemu wypadkowi; w kotlarni spadła na niego sztaba żelazna, tłukąc nieszczęśliwemu brzuch. Ciężko potłuczonego odnieśli towarzysze zawodu na noszach do szpitala powszechnego w Gorlicach, gdzie Bugno zmarł, osieracając żonę i kilkoro dzieci.

piątek, 18 marca 2016

dr Sławomir Mrozek, Rozwój oświaty w Gorlicach w dwudziestoleciu międzywojennym - część I.

dr Sławomir Mrozek

Rozwój oświaty w Gorlicach w dwudziestoleciu międzywojennym.
Część I.
           
           
          W odrodzonej Polsce tj. w latach dwudziestych XX w. dla Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (MWRiOP), nie było rzeczą łatwą wypracowanie wspólnej koncepcji i przygotowanie projektu organizacji nauczycielskich. Trzeba było w całym kraju ujednolicić system kształcenia. Związek Polskiego Nauczycielstwa Szkół Powszechnych (ZPNSP)[1]opowiadał się za powszechną siedmioletnią ogólnokształcącą i obowiązkową szkołą powszechną oraz pięcioletnią ogólnokształcącą szkołą średnią. Działacze Związku pragnęli podnieść poziom wykształcenia ogółu ludności. Na bazie siedmioklasowej szkoły powszechnej miało się opierać zróżnicowane szkolnictwo średnie ogólnokształcące i zawodowe. W celu rozwinięcia tych planów potrzebne były środki finansowe na budownictwo szkolne i zwiększenie wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej. Taką koncepcję uważano wówczas za właściwą w okresie przejściowym[2]. Reformę szkolną w pierwszych latach niepodległej Polski przygotowywał pierwszy minister MWRiOP Ksawery Prauss[3].
W dniach 14-17 kwietnia 1919 r. odbył się w Warszawie Sejm Nauczycielski[4], na którym uchwalono jednolitość szkolnictwa. Ustawa z 1920 r. tworzyła okręgi szkolne na czele z kuratorem. Znosiła też zależność polityczną władz i urzędów szkolnych od organów administracyjnych. Naczelne władze oświatowe prowadziły jednolitą politykę szkolną w całym kraju.
            W latach 1918-1922 ukształtowała się administracja szkolna. Następną reformą w oświacie była reforma ministra Janusza Jędrzejewicza w 1932 r. Ministerstwo do 1932 r. utrzymało ośmioklasowe gimnazjum, niezależne programowo od czteroklasowej szkoły powszechnej[5]. W całym kraju na podstawie dekretu o obowiązku szkolnym (z 1919 r.), wszystkie dzieci miały obowiązek uczęszczać do szkół powszechnych. W praktyce dekret ten nie był w pełni realizowany ze względu na różne problemy odradzającego się państwa (brak nauczycieli, budynków, wyposażenia szkolnego). Siedmioletnią szkołę powszechną traktowano rozwojowo tj. przez zakładanie i utrzymywanie szkół powszechnych z czteroletnią nauką codzienną i obowiązkową trzyletnią nauką uzupełniającą. Powstawały szkoły powszechne z pięcioletnią nauką codzienną i dwuletnią obowiązkową nauką uzupełniającą. Seminaria nauczycielskie według dekretu funkcjonowały o pięcioletnim kursie nauczania (trzy lata z programem ogólnokształcącym oraz dwa lata - nauka przedmiotów pedagogicznych). Seminaria funkcjonowały do 1932 r., a późnej zostały zastąpione liceami pedagogicznymi[6].
Budynek szkoły przy ul. Niepodległości w Gorlicach w 1936 r.
Źródło:http://www.zszgorlice.iap.pl/pl/34138/0/Budynek_szkoly.html [odczyt z dnia 04.01.2014 r.].                                       
             W Gorlicach funkcjonowały: Państwowe Gimnazjum im. Marcina Kromera[7], Seminarium Nauczycielskie Żeńskie i Prywatne Gimnazjum Miejskie (pod koniec lat trzydziestych). W mieście został utworzony fundusz szkolny składający się z darowizn oraz dopłat za znaczki podczas sprzedaży podręczników (Zofia Gomułkowa, właścicielka księgarni „Odrodzenie”, przy sprzedaży podręczników naklejała na nich znaczki pobrane w Inspektoracie Oświaty). Uzyskane pieniądze ze sprzedaży były przeznaczane na budowę szkół[8].
Dla uczniów Gimnazjum funkcjonowała w Gorlicach bursa polska[9] przy ul. Tadeusza Kościuszki. Opłaty za pobyt w bursie były bardzo niskie (nawet kilku uczniów zwolniono z opłat). Bursą opiekowało się do 1939 r. Towarzystwo Polskiej Bursy Gimnazjalnej. Oprócz członków Towarzystwa finansowo wspierały: zakłady pracy, instytucje społeczne i osoby prywatne (m.in. Władysław Długosz)[10].
            Państwowe Gimnazjum w Gorlicach w 1928 r. zmieniło nazwę na Państwowe Gimnazjum im. Marcina Kromera w Gorlicach - decyzją MWRiOP. W latach 1925–1929 nie przyjmowano do Gimnazjum nowych uczennic. Naukę kończyły te, które wcześniej zostały przyjęte. Od 1929 r. Gimnazjum było koedukacyjne[11].
            Całościowa reforma szkolnictwa została dokonana w 1932 r. przez ministra MWRiOP Janusza Jędrzejewicza. Ustawa[12]wprowadzała siedmioletni powszechny obowiązek szkolny (po jej ukończeniu młodzież nie uczęszczająca do szkół wyższego szczebla miała obowiązek dokształcania do ukończenia 18 roku życia). W praktyce zapis ten okazał się teoretyczny, bowiem młodzież z różnych względów nie kontynuowała nauki z powodu różnych trudności i problemów. Siedmioletnia szkoła powszechna dzieliła się na trzy stopnie: 4 klasowa szkoła pierwszego stopnia, 6 klasowa szkoła drugiego stopnia i 7 klasowa szkoła trzeciego stopnia. W celu dalszego kształcenia w szkole średniej, trzeba było ukończyć 6 klasową szkołę powszechną. Klasa siódma była etapem kończącym naukę na poziomie szkoły powszechnej (w praktyce zamykała drogę nauki biedniejszej młodzieży co selekcjonowało społeczeństwo). Szkoły średnie zostały podzielone na: 4 letnie gimnazja i 2 letnie licea[13].
             Na rozwój oświaty przyczynił się postępujący rozwój gospodarczy i cywilizacyjny. Braki kadrowe nauczycieli i analfabetyzm z poprzednich lat z czasów galicyjskich były wyzwaniem dla oświaty, aby stworzyć dogodne warunki kształcenia tak potrzebnej wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej[14]. W powiecie gorlickim Konstanty Laskowski[15] przyczyniał się do podnoszenia oświaty w regionie. W Gorlicach Jan Mayer (nauczyciel i kierownik szkoły żeńskiej)[16], współpracownik księdza Bronisława Świeykowskiego -utworzyli Prywatne Seminarium Nauczycielskie Żeńskie, które mieściło się  w budynku obok ratusza (w latach trzydziestych XX w. znajdowało się przy ul. Władysława Jagiełły koło poczty). W początkowym okresie Jan Mayer był kierownikiem szkoły, a następnie funkcję dyrektora seminarium przejął ksiądz Bronisław Świeykowski. W uznaniu jego zasług wkrótce zostało ono nazwane jego imieniem[17].





[1] W styczniu 1919 r. powstał Związek Zawodowy Nauczycielstwa Polskich Szkół Średnich (ZZNPSŚ). W kwietniu 1919 r. powstał Związek Polskiego Nauczycielstwa Szkół Powszechnych (ZPNSP) z połączenia: Zrzeszenia Nauczycielstwa Polskich Szkół Początkowych i Związku Nauczycielstwa Ludowego w Galicji. Organizacja ta przejawiała poglądy lewicowe. W lipcu 1930 r. podczas wspólnego zjazdu, który odbył się w Krakowie, doszło do połączenia obu organizacji: ZZNPSŚ i ZPNSP w jednolity Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) działający do dnia dzisiejszego.
[2] S. Walasek, Szkolnictwo średnie ogólnokształcące na ziemiach polskich w latach 1914-1923, Wrocław 1996, s. 223.
[3] Ksawery Prauss – w 1918 r. był kierownikiem Centralnego Biura Oświatowego z okresu wojny.
[4] Sejm Nauczycielski – to zjazd organizacji nauczycielskich w celu debaty na temat oświaty, nazywany popularnie „Sejmem Nauczycielskim”, Ibidem; Uchwały Sejmu Nauczycielskiego nie miały mocy prawnej, stanowiły wytyczne dla ustaw rządowych. Sprawy oświatowe byłe regulowane dekretami państwowymi przez kolejne rządy. Pierwszym dekretem z dnia 7 lutego 1919 r. był dekret o obowiązku szkolnym oraz dekret o kształceniu nauczycieli szkół powszechnych, Ks. A. Orczyk, Zarys historii szkolnictwa i myśli pedagogicznej, Warszawa 2008, s. 293.
[5] Ibidem.
[6] A. Smołaski, Historyczne podstawy teorii organizacji szkolnictwa w Polsce, T. II., Kraków 1999, s. 100.
[7] Pod budowę budynku Gimnazjum i Liceum w Gorlicach, teren podarował ówczesny marszałek powiatu Władysław Płocki (ze swoich posiadłości). Wcześniej zaproponował teren przy ul. T. Kościuszki, lecz Rada Gminna zakwestionowała go z uwagi na odległość od śródmieścia. Następnie został wybrany teren przy ul. Smolki (obecnie ul. M. Kromera). Teren miał tę zaletę, że mieścił się w bocznej ulicy z dala od zgiełku zwłaszcza w dni targowe. Został wybudowany przy pomocy bezprocentowego kredytu z MWRiOP i środków własnych. W budynku oprócz sal, mieściły się: gabinety naukowe, pracownie szkolne, biblioteka, świetlica, pokoje dla organizacji młodzieżowych, gabinet lekarski, kancelaria, sala konferencyjna, sala muzealna, mieszkania dla dyrektora i woźnego. Budynek jest dwupiętrowy podpiwniczony. Szczególny charakter nadaje attyka zdobiona głowami królewskimi Kazimierza Wielkiego, królowej Jadwigi i Władysława Jagiełły (dłuta artystów Wojtarowicza i Orkasiewicza). Władcy ci zapisali się w historii opieką młodzieży. Byli też opiekunami i fundatorami krakowskiego uniwersytetu. W środku znajdują się na pierwszym i drugim piętrze tablice upamiętniające profesorów i uczniów którzy zginęli w walce o wolną ojczyznę, Księga Pamiątkowa, 90 lat Gimnazjum i Liceum im. M. Kromera w Gorlicach 1906-1996, pod red. S. Przybyłowicza, Gorlice 1996,  s. 10-14.
[8] Z. Sowa, Liceum Pedagogiczne w Gorlicach, Gorlice 2011, s. 18.
[9] Polska bursa dla młodzieży gimnazjalnej w Gorlicach posiadała 40 miejsc. Funkcjonowała do 1939 r. Władysław Długosz (fundator) pokrył wszystkie koszty administracyjne bursy i wspomagał finansowo w jej funkcjonowaniu.
[10] Księga Pamiątkowa, op. cit., s. 44-45.
[11] S. Motyka, Szkolnictwo średnie ogólnokształcące w Gorlicach [w:] Nad rzeką Ropą, Szkice historyczne, pod red. Z. Żarneckiej, Kraków 1968, s. 594-595.
[12] Ustawa z dn. 11 marca 1932 r. o „ustroju szkolnictwa” (Dz. U. R.P. z 1932 r., nr 38, poz. 389.): „Art. 20. (1) Szkoła średnia ogólnokształcąca jest sześcioletnia i składa się z czteroletniego gimnazjum i dwuletniego liceum. (2) Obok szkół, obejmujących gimnazjum i liceum, mogą być tworzone szkoły, obejmujące tylko gimnazjum lub tylko liceum”.
[13] Ks. A. Orczyk, op. cit., s. 297-299.
[14] Z powodu braku nauczycieli, we wrześniu 1920 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych wydało zarządzenie, że „Szeregowi nauczyciele szkół powszechnych, zawodowych i średnich oraz seminariów nauczycielskich państwowych jak i prywatnych uznanych przez państwo (grupy C1 i C2), winni być natychmiast zwolnieni z wojska ze względu na notoryczny brak nauczycieli”, Z. Sowa, op. cit., s. 18.
[15]Konstanty Laskowski był poza tym m.in. inicjatorem powstania Towarzystwa Ochrony Zabytków i Upiększania Miasta Gorlic oraz Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Powiatu Gorlickiego. Utworzył w zabytkowym lamusie dworskim (Dworze Karwacjanów) muzeum. Budynek wykupił od ówczesnych właścicieli za własne pieniądze i przekazał go Towarzystwu Opieki nad Zabytkami. Ponadto był współzałożycielem Muzeum Regionalnego PTTK i dyrektorem Archiwum Miejskiego. Napisał książkę pt. „Zaczarowany świat Gorlic”, w której opisał obrzędy, zwyczaje i pieśni powiatu gorlickiego, Gorlicki Informator Biograficzny, pod red. Stowarzyszenia Klubu Gorliczan, Gorlice 2009, s. 184.
[16] Jan Mayer zmarł w 1943 r. w Żółkwi w obwodzie lwowskim.
[17] Z. Sowa, op.cit., s. 13-14.

poniedziałek, 14 marca 2016

Młodzi ogrodnicy w Gorlicach - artykuł prasowy z roku 1909.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

Grono uczniów gimnazyum gorlickiego przy pracy ogrodniczej w doświadczalni
pomologicznej pod kierunkiem prof. Sikory
Młodzi ogrodnicy w Gorlicach.

Praca młodych sił nauczycielskich w szkołach średnich około moralnego i fizycznego wychowania młodzieży staje się z każdym rokiem wydatniejszą i praktyczniejszą. Dowodzą tego pozakładane w ostatnich czasach w gimnazyach czytelnie, orkiestry, warsztaty studenckie. Kasy oszczędności itp.
Gimnazyum w Gorlicach wprowadziło nadto z inicyatywy prof. Sikory ogromnie korzystną i pouczającą rozrywkę, a mianowicie ogrodnictwo. Celem tej nauki jest nie tylko odciągnięcie młodzieży od zabaw niemoralnych, lecz przedewszystkiem zużytkowanie jej zapału dla dobra kraju i dobra własnego. Ogrodnictwo jako praca na świeżem powietrzu, rozwinie ich siły fizyczne, nauczy praktycznego zużytkowania nauki botaniki, nauczy cenić pracę fizyczną i zachęci do niej.
 W ciągu b.r. odbyły się w gimnazyum w Gorlicach dwa kursy ogrodnictwa, teoretyczne i praktyczne, a to w zakresie hodowli drzew owocowych, ich uszlachetniania, prowadzenia wzorowych sadów, leczenia chorób drzew itd.
Bardzo ważnym czynnikiem pomocniczym w tej nauce, jest stała doświadczalnia pomologiczna, założona przez prof. Sikorę dzięki materyalnemu poparciu p. Zdzisława Konopki, powiatowego inspektora leśnictwa; doświadczalnię założyła sekcja pomologiczna grona profesorskiego, z dyr. Drem W. Szczepańskim na czele, a kierownictwo powierzono prof. Sikorze.

Doświadczalnia wspomniana obejmuje 700m2 powierzchni, zaopatrzona jest w 600 drzewek, uszlachetnionych przez uczniów, nadto mieści jarzyny, grzybnię i szkółkę leśną, w której aklimatyzuje się drzewa szpilkowe strefy umiarkowanej wszystkich części świata. W doświadczalni wykonywują uczniowie wszystkie prace, wchodzące w zakres ogrodnictwa, a rezultaty są już dziś bardzo piękne i rokują tej gałęzi nauki piękną przyszłość.
Profesorowie gimnazyum w Gorlicach, członkowie sekcyi pomologicznej wraz z gronem uczniów.

piątek, 11 marca 2016

Kret w roli... odkrywcy skarbu w Cieklinie - notka prasowa z roku 1985.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.







(INF.WŁ.). Niezwykłe zdarzenie przytrafiło się Antoniemu G., mieszkańcowi wsi Cieklin w woj. krośnieńskim. Wracał furmanką do domu i w pewnym momencie spostrzegł - jak spod warstwy śniegu wyłania się sporych rozmiarów kretowisko. Zatrzymał wóz i chciał przyjrzeć się wychodzącemu na śnieg zwierzęciu. Obserwując ruszającą się ziemię spostrzegł, że na samym szczycie kopczyka leży kilka drobniutkich monet...
Monety, wielkości naszych pięcio- i dwudziestogroszówek okazały się pochodzić z końca osiemnastego stulecia i bite były w Austrii. W przeszłości na miejscu, znaleziska stał dwór, który popadł w ruinę jeszcze przed wojną.
Mieszkańcy Cieklina rozkopali dokładnie okolicę kretowiska w nadziei na znalezienie skarbu. Niestety, poza mieszkańcem podziemnych korytarzy nie znaleziono już nic więcej. (zyg)

poniedziałek, 7 marca 2016

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część VII.

Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

20 stycznia 1918 r. Jan wysłał list do mamy, Wiktorii, który należy uznać za jeden z najciekawszych elementów korespondencyjnych całej wojny wychodzących spod jego pióra. Nie brakowało w nim ciekawych metafor, porównań, barwnych opisów spotkanych osób czy po prostu własnych spostrzeżeń na temat otaczającej rzeczywistości. Naprawdę spore rozbawienie i uśmiech na twarzy wywołał we mnie fragment, że „chłopy warkocze pletą a baby w czopkach, a zamiast spódnic to się deka okrąca”. Najwyraźniej Jan zastał tam zupełnie inną kulturę, która wprowadziła go w prawdziwe osłupienie. Prosty, galicyjski chłop poznał ludzi żyjących w skrajnie różnych uwarunkowaniach, które były dla niego nie do pojęcia. Przypuszczam, że spojrzał na tamtejszych mieszkańców z niemałym zdziwieniem i zażenowaniem. Galicyjska wieś przełomu wieków była bardzo konserwatywna i raczej niechętna jakimkolwiek obcym wpływom kulturowym. Jan wcześniej nie miał styczności z tego typu ludźmi, których zachowanie, styl ubierania i życia były zupełnie odmienne. Z dużym rozbawieniem Jan opisał pewnego chłopa z tamtych terenów, który jak „uwidział” tramwaj, to się pytał co to za wóz co ma dyszel na dachu. Nie mamy prawa się dziwić konsternacji samego Jana, jak i zachowaniu tego człowieka, który z tramwajem miał kontakt pierwszy raz w życiu.  Dużym poruszeniem dla Jana był zupełnie inny model preferowanego przez tutejszych ludzi ubioru, gdzie kożuchy to tak „baby jak i chłopy wdziewają do góry kłakami i tak chodzą”. O wiele ważniejszym dla nas opisem jest ten, w którym Jan poświęcił sporo miejsca dla tutejszych domostw, gospodarstw wiejskich czy charakteru rzemiosła rolniczego spotkanych na tym terenie ludzi. Bez wątpienia z dużym smutkiem przyjął on fakt skromności napotkanych domów – „a zamiast bydła i świni to chowają psy”. Przecież jego rodzinny dom  również nie należał do najbogatszych, a wręcz panowała w nim często bieda. Jeśli już Jan był poruszony skromnością, a wręcz skrajnie ubogą sytuacją w zastanych domostwach, to faktycznie ich stan był na bardzo, bardzo niskim poziomie.

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
20 stycznia 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka. 

Osobiście naprawdę byłem pod dużym wrażeniem tych opisów. Urzekły mnie barwnością i zwykłym ludzkim współczuciem, dzięki któremu Jan potrafił w tak odpowiedni sposób oddać opis i charakter napotkanej rzeczywistości. Możemy wiele wywnioskować z tego listu, gdyż chyba po raz pierwszy Jan w tak niezwykle unikalny sposób opisał wszystko, z najmniejszymi szczegółami, którym nie było brak osobistych spostrzeżeń i uczuć. Jestem troszkę zmartwiony faktem, że Jan nie pokusił się o kolejne barwne opisy, gdyż czytało i interpretowało się je znakomicie, z dużą dozą humoru i uśmiechu na ustach.  W końcowej części listu Jan prosił o nadanie mu skromnego pakunku, który w bieżącej sytuacji był mu wręcz niezbędny. Ostatni rok wojny był tym najgorszym pod każdym względem w cesarsko-królewskiej armii, szczególnie aprowizacyjnym. Z tego powodu Jan prosił o przysłanie mu również dodatkowych pieniężnych kwot, które bez wątpienia uratowałyby mu życie. Niestety, aktualnie żołnierze cierpieli na spory niedostatek i szeroko pojętą biedę. Ten czas był wyjątkowo ciężki do przetrwania, gdy utrata życia nie musiała nastąpić jedynie w ogniu wrogiej armii. Sam Jan nie narzekał na problemy zdrowotne. Jednak po wnikliwszej interpretacji listu można dojść do niepokojących wniosków, że jego życie wisiało na przysłowiowym włosku. Nie wiadomo było, co go czeka w najbliższych miesiącach, dniach czy nawet godzinach.
List Jana Bajorka do brata Wojciecha.
31 stycznia 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

31 stycznia Jan odpisał na list swojego brata Wojciecha, który właśnie został mu doręczony. Był on niezwykle treściwy, gdzie Wojciech opisał dokładnie swoje powodzenie, jak i zdrowie, na które nie musiał na szczęście narzekać. Sam Jan również nie narzekał na kwestie zdrowotne, a powodzenie było po prostu wojenne. W aktualnym miejscu stacjonowania jego kompanii warunki pogodowe były dosyć dobre, temperatura jak na tę zimową porę roku była nawet wysoka. Nad samym wojennym czasem Jan teraz nie ubolewał, gdyż najprawdopodobniej nie znajdował się na pierwszej linii frontu, gdzie o kulę nieprzyjaciela nietrudno. Wojciech w swym liście opisał dokładnie ślub i skromne przyjęcie weselne krewnego, na którym szczęśliwie świętował. Jan był niezwykle uradowany, że pomimo trudów wojennych odbywały się przyjęcia weselne, gdzie najbliższa rodzina bawi się i pije za zdrowie szczęśliwej młodej pary, która wkraczała na nową, niełatwą drogę życia. Jan prosił brata, aby dowiedział się o przydział wojenny kolegi, nazwiskiem Ryndak. Być może ten wojenny towarzysz broni z rodzinnej miejscowości przebywał na urlopie, a on chciał się z nim w korespondencyjny sposób skontaktować. Pytał również o wojenny przydział i dokładny adres innego kolegi, Jaśka Bolcyka. Najciekawszym elementem tego listu był fragment, gdzie Jan w osobliwy sposób informował brata o śmierci towarzysza broni z dalszej miejscowości. Prosił go w nim, aby dziewczynie tego żołnierza przekazać, że niestety, pożegnał się z życiem- „teraz powiedz Piekarzonce niech już nie pisze do tego Fryndy z Łużnej, bo jest zabity”. Naprawdę w  dość specyficzny sposób Jan poinformował nieszczęśliwą dziewczynę o śmierci ukochanego mężczyzny, za którym tak tęskniła i wyczekiwała na jego szczęśliwy powrót. Dowiadujemy się także, że dwaj inni dalsi znajomi, Kozien i Dudka z Sitnicy zostali poważnie ranni i szybko zostali przetransportowani do polowego szpitala, gdzie lekarze czynili usilne starania, aby uratować im życie. Śmierć Fryndy z Łużnej i rany dwóch kolegów miały miejsce podczas bitwy 16 stycznia. Jan starał się optymistycznie zakończyć długi list nieśmiałą obietnicą, że upragniony czasowy urlop być może dostanie w kwietniu na Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Bardzo na to czekał i modlił się codziennie o wojenne powodzenie i rychłe spotkanie z rodziną w domu.
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
3 maja 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
3 maja, w rocznicę Konstytucji Polskiej, Jan zaadresował list do mamy, Wiktorii, w którym podał kilka dokładnych informacji o swojej aktualnej sytuacji i położeniu. Mianowicie jego kompania właśnie zmieniła swoje miejsce stacjonowania i front. Aktualnie została skierowana nad Pawię do dalekiej Italii. Niestety, Jan odczuwał pewne zdrowotne trudności. Prosto z wojennego pociągu udał się do frontowego szpitala, w celu zaleczenia wojennych obrażeń. Nie można określić przybliżonego czasu przebywania Jana na przymusowej hospitalizacji. Snuł przypuszczenia, że najprawdopodobniej rany te nie były aż tak tragiczne w skutkach, aby leczenie trwało dłużej niż okres jednego tygodnia. Ze względów ingerencji cenzuralnej nie mógł podać szczegółowych danych na temat swojego stanu zdrowia. Również celowo starał się przemilczeć wojenne kwestie jego jednostki wojskowej. Wspomina jedynie o głośnym i częstym huku dział artyleryjskich. Na tej podstawie można dojść do wniosku, że walki na froncie włoskim w tamtym czasie były wyjątkowo zacięte.

Kolejny list notujemy do matki już zaledwie tydzień później, 8 maja 1918 roku. Jan informował w nim, że nadal musi przebywać w szpitalu. O swoim powodzeniu niewiele wspomina, ale nie było najgorzej i raczej nie miał prawa narzekać na względne warunki hospitalizacji. Za ten tygodniowy pobyt w szpitalu otrzymał pewien rodzaj zadośćuczynienia w formie żołdu w wysokości 50 koron. Aktualne warunki aprowizacyjne w jego kompanii były złe, a nawet bardzo złe. Niewiele można było już kupić, nawet niezbędnych rzeczy.  Szczególnie wino już nie było dostępne. Cena tabaki do fajki z bukowym liściem sięgała już niemałej kwoty, 5 koron. Bez wątpienia ten list był utrzymany raczej w smutnym tonie, a warunki na froncie włoskim były naprawdę nieciekawe. 

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
8 maja 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.


Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.

piątek, 4 marca 2016

Przypadkowy wybuch w Jaśle - rok 1915.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.




Przypadkowy wybuch w Jaśle.
Z Jasła piszą nam: Wielce przykry wypadek zdarzył się w naszem mieście: Oto dnia 18 bm. [sierpień] podczas nabożeństwa z okazyi rocznicy urodzin Najjaśniejszego Pana, rozerwał się przy strzelaniu jeden z moździerzy, a odłamek tegoż ugodził stojącego w odległości 50 metrów koło kościoła Andrzeja Warchoła lat 18 liczącego wyrobnika. Mimo troskliwych zabiegów lekarza W. Pana dra Kadya,ugodzony skończył życie po 18 minutach męczarni.
Szczęściu zawdzięczać należy, iż skończyło się na jednej śmierci, odłamek ten bowiem przeleciał między głowami P. Aleksandra Onyszkiewicza, dyna c.k. radca górniczego, P. Adama Łuszczyńskiego, funkcyonaryusza magistratu, którzy z powodu przepełnienia w kościele stali na cmentarzu kościelnym, rozmawiając z kapralem policyi Andrzejem Szpakiem. Ranionym jest policyant Szymon Heinrych biorący czynny udział w strzelaniu. Aleks z Jasła.