.

Jak co roku, wraz z nastaniem czerwca udajemy się na przerwę wakacyjną. Kolejny nowy post na naszym blogu pojawi się w niedzielę, 3 września. Jednocześnie cały czas zapraszamy na naszą stronę na Facebooku, gdzie przez cały letni okres niezmiennie będziemy prezentować ciekawostki historyczne związane z regionem, jak zdjęcia, ogłoszenia prasowe, itp.

Śledź nowe posty

piątek, 20 listopada 2015

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część IV.



List Jana Bajorka do matki Wiktorii 6 czerwca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

Kolejny list z 1916 r. został zaadresowany 6 czerwca do matki. Dowiadujemy się z niego, że Jan szczęśliwie otrzymał obiecany pakunek. Szedł on aż 18 dni, ale znalazł się w rękach adresata w nienaruszonym stanie. Jan pisał o tym, że teraz poczta zdecydowanie lepiej działa i coraz więcej niemałych pakunków trafia do żołnierzy. On z otrzymanej przesyłki był bardzo zadowolony i w pełni mu ona wystarczy na pewien okres czasu. Najprawdopodobniej Jan znalazł się teraz ponownie na froncie włoskim Wielkiej Wojny. Mówił o tym, że w miejscu gdzie aktualnie przebywa,  jest już wiosna, ale w większych dolinach i górach nadal jest duży śnieg. Wspominał również o tym, że niepotrzebny mu kolejny pakunek, o którym mama wspominała w swoim liście. Jan mówił o szczęśliwym nawiązaniu kontaktu z przyjacielem, Jaśkiem Hołdą, z którymi wymienili się informacjami dotyczącymi warunków życia w swoich oddziałach. Zwracał się również z prośbą modlitwy do Boga o lepszą dolę dla niego. Najpewniej był zaniepokojony sytuacją na froncie i obawiał się o swoje życie coraz bardziej .
List Jana Bajorka do matki Wiktorii 22 czerwca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
22 czerwca 1916 roku napisał do mamy dłuższy list, w którym dzielił się z rodziną wieloma ważnymi faktami. Streszczał w nim kilka spraw, które były dla niego i rodziny wręcz niecierpiące zwłoki. Jan, jako przykładny rolnik i gospodarz, był osobiście zainteresowany sprawami rolniczego rzemiosła, które w miesiącach letnich wchodzi w decydującą fazę. Prosił mamę o udzielenie informacji o terminie żniw, kondycji żyta i pszenicy. Niemniej ważnym faktem była ilość posiadanego gruntu przez rodzinę Bajorków. Mianowicie Jan informował mamę, iż istniała możliwość otrzymania czasowej przepustki z wojska dla niego. W tym celu należy się udać do miejscowego wójta. W przypadku dużej ilości pola ornego i niewystarczającej ilości osób do pracy, Jan mógł otrzymać takową przepustkę. Nie ukrywał, że bardzo na to liczył. Nie myślał o tym z pobudek osobistych, mam tu na myśli uniknięcie dalszego aktywnego udziału w działaniach zbrojnych. Jan martwił się o swoją rodzinę. Chciał pomóc im w tym najważniejszym etapie w gospodarstwie, w żniwach. Był on świadomym obowiązku rolnikiem, który poczuwał się do odpowiedzialności za swoją rodzinę. Jan również informował, że w przypadku nie otrzymania takowej przepustki, zostanie skierowany do 4. batalionu, który w ostatnim czasie stacjonował w Bośni. Nie ukrywał, że wolał tego uniknąć i powrócić w rodzinne strony na czas ciężkich robót polowych, których się nie bał. Ponadto w tym liście Jan informował rodzinę, iż spotkał się „ze swoimi ludźmi”, Karasiem, Brędalem i „wszystkimi innymi”. Wyżej wymienieni koledzy zostali skierowani w najbliższych dniach na wojenny front. Natomiast inny kolega, Tomek z Golanki odniósł pewne rany i musiał iść do szpitala.  Jan również mówił o listownym kontakcie ze wspomnianą już koleżanką, Stefką. Przysłała mu medalik, z którego był niezwykle uradowany. Jan był osobą bardzo religijną, dla której Bóg był wartością największą. Miał nadzieję, że ów medalik przyniesie mu szczęście w wojennej tułaczce. Prosił o prędki odpis, gdyż sprawy gruntu, żniw i tymczasowej przepustki należą do tych najbardziej pilnych. 
List Jana Bajorka do matki Wiktorii 22 czerwca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

Następny ważny list od Jana Bajorka do rodziny był adresowany ze wschodniego frontu działań wojennych. 22 lipca pisał z nawet niedalekiego Wołynia. Jan trochę narzekał, że przeszło 2 miesiące nie miał informacji od rodziny. Był tym bardzo zaniepokojony. Prosił o rychłe odpisanie na list z najważniejszymi informacjami z rodzinnego domu. Informował mamę, że od dłuższego czasu był na wschodzie. Z obawy przed możliwością ingerencji cenzury zdawkowo pisał o tym, iż walki były nieprzerwanie bardzo ciężkie. Między wierszami obawiał się coraz bardziej o własny los. W części pożegnalnej pisał do „miłego zobaczenia, do którego bardzo ciężko”. Z tego fragmentu można wywnioskować, że naprawdę walki nabrały charakteru niezwykle niebezpiecznego, gdzie życie żołnierza każdego dnia jest narażone na spore zagrożenie. Jan pisał o tym niewiele, gdyż nie chciał obarczać rodziny dodatkowymi zmartwieniami .
List Jana Bajorka do brata Wojciecha
30 lipca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
Adresatem listu z 30 lipca 1916  r. nie była mama, do której Jan najczęściej pisał, tylko brat Wojtuś. Informował go, że otrzymał adresowany wcześniej pakunek. Najważniejszym aspektem poruszanym w liście była oczywiście sprawa otrzymania czasowego urlopu na okres żniw. Niestety, Jan nie przesyłał dobrych wiadomości. Otrzymał decyzję odmowną. Była motywowana tym, że on już wykorzystał swój urlop we wcześniejszym czasie. Jan mówił o tym, że ponowi starania o otrzymanie urlopu, ale szanse na to są zgoła niewielkie. Usiłował spróbować reklamacji, ale nie według niego nie miało to większego sensu. Krótko pisał o wojennych starciach. Mówił o tym, że teraz jego wojenne powodzenie nie było najgorsze. Najprawdopodobniej pełnił służbę we frontowym szpitalu .
Jan po kilku krótszych, mało znaczących listach, zaadresował o wiele dłuższy, do mamy, Wiktorii. Przede wszystkim dziękował za otrzymany list, 14 sierpnia. Od dłuższego czasu nie otrzymywał żadnych listów. Sytuacja ta zaczęła go poważnie niepokoić. Nie ukrywał, że otrzymane informacje o zdrowiu i powodzeniu najbliższej rodziny, które były zadowalające, uspokoiły go i uradowały. O powodzeniu wojennym pisał w sposób lakoniczny, nieco dwuznaczny i bez wątpienia bardzo pesymistyczny. Owszem żył, był jeszcze zdrowy, ale wyrażał trudną do opisania wdzięczność Bogu za każdą chwilę życia. Można z tego wywnioskować, że walki były faktycznie ciężkie, a śmiertelność w jego jednostce wojskowej była naprawdę ogromna. Jan utrzymywał korespondencyjny kontakt z przyjacielem, Jaśkiem Hołdą, którego aktualnym miejscem stacjonowania był Tyrol. Jan prosił brata, aby ten dowiedział się o wojennym przydziale i możliwym czasowym powrocie do domu innego kolegi, Wojtka Hołdy. Z dalszej treści listu wynika, iż Jan otrzymał wcześniej od rodziny list, w którym została opisana sprawa rolniczego handlu jego rodziny. Jan wyrażał olbrzymie zaskoczenie, że rodzinie udało się sprzedać jałówkę (małego cielaka) po niezwykle wysokiej cenie. Porównywał tę cenę do kwoty za jeden mórg gruntu. Był tym niesamowicie uradowany, że rodzinie udało się wytargować tak godną cenę.  Suma ta bez wątpienia wspomogła wojenny trud rodziny, która żyła wtedy w sporej biedzie. Na okres kilku miesięcy Jan zaprzestał korespondencji z najbliższą rodziną i kolegami z wojennej doli i niedoli. 
List Jana Bajorka do matki Wiktorii 26 października 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
Dopiero 26 października 1916 roku udało mu się( nie bez problemów oczywiście) zaadresować list do osoby mu najbliższej, rodzonej matki.  Jan pisał, iż otrzymał wcześniejsze kartki i pakunki. Niestety, nie mógł na nie odpowiedzieć z  powodu problemów z wojskową pocztą. Korespondencja żołnierzy do rodzin została na pewien czas wstrzymana. Jan informował rodzinę, iż w tym ostatnim czasie miał inne priorytety i niezwykle poważne zadania. Stacjonował w miejscu trudnym, gdzie w każdej chwili był narażony na niebezpieczeństwa. Jego służba wymagała sporego poświęcenia i była bez wątpienia nieprzewidywalna. Niestety, z powodów cenzuralnych nie mógł przybliżyć jej szczegółów. Mówił o tym, że tylko cudowi i Bogu zawdzięcza, że jeszcze chodzi po tym boskim świecie. We wcześniejszym liście rodzina pytała go o możliwość otrzymania urlopu. Niestety, nie miał dla nich dobrych wiadomości. Na urlop nie miał żadnych szans. W aktualnym miejscu stacjonowania nie dawali żadnych przepustek dla żołnierzy. Jan obawiał się, że wróci do rodzinnego domu dopiero po całkowitym zakończeniu działań wojennych. Niestety, na froncie  mówiło się, że wojna potrwa jeszcze bardzo długo. Jan pozostawiał swoje życie w rękach Boga, gdyż tylko jego boska siła i zbawienie mogły go uchronić przed śmiercią z rąk nieprzyjaciela. Jedynie w kwestiach aprowizacyjnych nie narzekał. Jedzenie było nawet dobre. Ciepłej bielizny mu nie brakowało. Nawet żołnierze otrzymywali spore ilości tabaki, z której Jan był bardzo zadowolony. Mówił o tym, że chciał wysłać wujkowi ulubioną przez niego tabakę, ale nie miał możliwości w tej chwili nadania jakiejkolwiek paczki. Jednostka wojskowa, w której aktualnie Jan służył, znajdowała się na rumuńskim froncie. Jeszcze przez miesiąc mieli tam stacjonować. Jan wspominał o ciężkich warunkach pogodowych. Do niedawna panowały tu spore śniegi i mrozy, które dawały się w dużym stopniu we znaki żołnierzom. Teraz pogoda nieco się poprawiła i temperatury były wyższe. Jednakże nadal było bardzo ciężko pod względem pogodowym i czysto wojennym. Walki były w dalszym ciągu niezwykle niebezpieczne. Jan dowiedział się z listu od mamy, że aktualnie rodzina była bardzo zaangażowana w spór o charakterze rolniczo-ekonomicznym z krewną, pieszczotliwie nazwaną „Ulanką”. Najprawdopodobniej sprawa tyczyła się rodzinnego gruntu, o który walczyły zwaśnione części rodziny. Jan napominał mamę, iż powinna odpuścić w tym sporze. Wojna to nie był dobry czas na rodzinne konflikty. Syn mówił o tym, że być może sprawa zostanie załatwiona polubownie. Osoba pozornie poszkodowana otrzyma inną część ziemi na górze bądź pod lasem. Jan prosił mamę, aby pogodziła się ze zwaśnioną krewną. Widać po tym, że cały czas żył sprawami domowymi i też nieobca mu była zdolność kompromisu w imię wyższych, rodzinnych wartości. Nie patrzył tylko na swoje dobro i powodzenie. Chciał, aby w bliższej i dalszej rodzinie panowała harmonia, ład i serdeczność. Przecież wartości rodzinne są najważniejsze. To na więzach krwi można zbudować najsolidniejsze fundamenty dla wyższych celów.

Jan Bajorek z towarzyszami broni na froncie włoskim, 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
Ostatni list w 1916 roku adresował do brata, Wojciecha, 2 listopada. Dziękował w nim za wcześniej otrzymane kartki. Przepraszał, że nie miał sposobności odpisania na nie. Stacjonował na włoskim froncie. Dzięki Bogu nadal żył i był zdrowy. Jednakże warunki były bardzo ciężkie. Pogoda były ciężka, ciągłe deszcze i niskie temperatury. Wspominał o tym, że chętnie wysłałby mu tabakę, ale nie miał teraz możliwości nadania paczki, a tym bardziej otrzymania urlopu. Szybko kończył list i prosił o częstą korespondencję z rodzinnego domu .


Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz