.

Jak co roku, wraz z nastaniem czerwca udajemy się na przerwę wakacyjną. Kolejny nowy post na naszym blogu pojawi się w niedzielę, 3 września. Jednocześnie cały czas zapraszamy na naszą stronę na Facebooku, gdzie przez cały letni okres niezmiennie będziemy prezentować ciekawostki historyczne związane z regionem, jak zdjęcia, ogłoszenia prasowe, itp.

Śledź nowe posty

czwartek, 2 kwietnia 2015

Zwyczaje wielkanocne we wsi małopolskiej - artykuł z roku 1949.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

J. Jarosławski
Zwyczaje wielkanocne we wsi małopolskiej
      
Nabożeństwo pasyjne. Rysunek oryginalny Kędzierskiego,
 Tygodnik Illustrowany 1884.
Sięgające swym początkiem często okresu słowiańsko–pogańskiego – liczne zwyczaje i obyczaje ludowe, będące kiedyś wyrazem kultu religijnego, coraz więcej nikną z życia a jeśli są, to jako pamiątka, tradycja tych odległych czasów.
Każdy okres roku, każda okolica a często i poszczególne wsie mają zwyczaje różne, wynikające właśnie z dawnych podziałów plemiennych czy religijnych.
Okres Wielkanocy w obyczajach ludowych, to pozostałość pogańskich świąt wiosny a raczej budzenia się do życia z martwoty snu zimowego – przyrody oraz pierwszych wieków chrześcijaństwa.
Nieliczne obyczaje, które przetrwały przez tyle lat i doczekały dnia dzisiejszego w Małopolsce, są zachowywane niezmiennie, a ponieważ są ciekawe warto z nimi zapoznać chłopów z innych okolic Polski.
Za okres wielkanocny uważa się czas od Niedzieli Palmowej do niedzieli Białej albo Przewodniej.
Znane jest wszędzie święcenie palm w Niedzielę Palmową. Zależnie jednak od okolicy palmy te są sporządzone z innego materiału. W Małopolsce robi się je z trzciny rosnącej w stawach zdobi się baziami specjalnego gatunku wierzby i jałowcem. Po powrocie z kościoła, trzeba zerwać jedną, największą bazię i połknąć. Chroni to od bólu gardła przez cały rok. Często jeszcze ojciec albo matka taką palmą „święci” swoje pociechy od lat najmłodszych do najstarszych włącznie, mówiąc:
„Wierzba bije – Nie ja biję.
Siódmy dzień – Wielki dzień.
Siódma noc – Wielkanoc”.
Jest przy tym, naturalnie, wiele uciechy i radości, bo kto się kornie podda „święceniu”, będzie odporny na wszelkie razy w ciągu całego roku.
Nadchodzi Wielki Poniedziałek a z nim generalne porządki. Bielą się w promieniach wiosennego słońca świeżo wybielone chaty, lśnią czystością okna, czerni się ziemia ogródków a gdzie niegdzie wśród zielonych kęp żółcą się pierwsze zwiastuny wiosny – narcyzy. Ponieważ jak w każdej gromadzie ludzkiej tak i na każdej wsi, obok ludzi lubiących czystość, znajdują się brudasy a porządki wielkanocne ich jednak obowiązują, złośliwi mówią, że „takiemu to Wielkanoc przydałaby się co miesiąc”.
Od poniedziałku wieś małopolska jest terenem „wycieczek” licznych dzieciaków, przybyłych z biednych podkarpackich wiosek, gdzie to zaledwie odrobinę żyta czy ziemniaków rośnie. Dzieciaki te, „uzbrojone” w woreczki, chodzą od chaty do chaty, deklamując wierszyki, jak np.:
„Nadchodzi, nadchodzi ta kwietna niedziela.
Trzeba nam powitać Pana Zbawiciela!
Jakże go powitać? Kwiatuszków nie widać.
Ostra zima była, kwiaty wymroziła.
Ja Mu je poznoszę, a was miła gosposiu
O jajeczko proszę!”
I jakże tu odmówić takiej prośbie? Dają gospodynie co która może „ta jajko, tamta trochę mąki, bo trzeba poratować w biedzie swego brata, którego całą winą jest, że siedzi z liczną rodziną na 1–ha kamienistej, górskiej gleby a przednówek zagląda wszystkimi oknami i szparami nędznej chaty. Ofiary tej nikt nie traktuje jako jałmużny lecz jako obowiązek.
Przychodzi Wielki Czwartek, kiedy milkną dzwony kościelne, a ponieważ dzwon to często we wsi jedyny zegar, więc na „Anioł Pański” chłopaki trzy razy dziennie biegną przed kościół z różnego rodzaju grzechotkami, kołatkami, czyniąc piekielny rumor, wystraszając śpiące w zakamarkach murów nietoperze.
Wielki piątek. Rysunek oryginalny P. Stachiewicza.
Tygodnik Illustrowany
, 1887.
Wielki Piątek to znów dzień straży pożarnej. Wyciąga się ze szkrzyni paradny mundur strażacki, aby po odprasowaniu włożyć go, gdyż przecież dziewczęta z całej parafii będą podziwiały dzielnego strażaka stojącego w kościele przez godzinę „na baczność” przy Bożym
Grobie.
Skoro świt zabłyśnie na niebie w Wielką Sobotę wszyscy śpieszą do kościoła, aby poświęcić wodę i ogień. Otoczone przez strażaków ognisko po ceremoniach jest terenem formalnych bójek. Każdy chciałby zabrać choć kawałek niedopalonego drzewa, aby je następnie włożyć pod strzechę. Będzie to chronić od pożaru.
Jest południe, więc trzeba iść „do święcenia”. Ciągną korowody strojnie ubranych kobiet, panien i dzieci z koszyczkami. A w koszyczkach tych znaleźć można wszystko, bo jaja, i ser, i masło, chrzan, sól, „babkę”, kiełbasę i szynkę, ocet, no i pisanki, nieraz prawdziwe kolorowe cacka.
Częstym motywem na pisankach są kwiaty. Czasem ktoś dowcipny pięknie wymaluje bociana z krzyczącym niemowlęciem w dziobie. Pisanka taka dostaje się zazwyczaj różnymi drogami do kawalerów aby w końcu znaleźć się wraz z życzeniami świątecznymi u jakiejś panny.
W czasie okupacji znanym motywem na pisankach był misternie sporządzony orzeł z napisem „Niech żyje Polska” czy innym. [...]
Nadchodzi wreszcie Wielka Niedziela. Zwiastunem jej jest głos trąbki strażackiej, rozlegający się o północy a potem kolejno co kilka chwil.
Święcone. Rysunek oryginalny Piotra Stachiewicza.
Tygodnik Illustrowany,
1888.
Dawniej wsią wstrząsały potężne wystrzały. Obecnie, skutkiem licznych wypadków, zwyczaj ten słusznie został zaniechany.
Sznurami ciągną ludzie na Rezurekcję. W powadze i podniosłym nastroju posuwa się przy dźwiękach bijących dzwonów a w promieniach wstającego słońca wielkanocna procesja.
Po powrocie do domu następuje wspólne śniadanie. Po tradycyjnym podzieleniu się jajkiem z sakramentalnym życzeniem, „abyśmy szczęśliwie doczekali do drugiego roku”, zjawiają się na stole przysmaki rzadko spotykane na chłopskim stole. A co ciekawsze, musi być barszcz. Chłop tak już przyzwyczaił się do swej „narodowej” strawy, że nawet na Wielkanoc nie rozstaje się z nim! Naturalnie, ten wielkanocny barszcz jest inny, odświętny, uroczysty jak same święta. Można w nim znaleźć i jajko i kiełbasę.
Zanika już zwyczaj, gdy śniadania wielkanocne jadło się na polu. Cała rodzina obładowana koszyczkami – jeśli pogoda dopisywała – szła na pole obsiane żytem czy pszenicą i tam w bezpośrednim kontakcie z przyrodą spożywała „święcone”.
Dziś należy to do rzadkości, natomiast b. popularne jest święcenie pól. Na pokropionym polu wodą święconą stawia się palmę, aby chroniła od nieurodzaju.
Popołudnie wielkanocne zostaje poświęcone wzajemnym odwiedzinom krewnych i przyjaciół.
Poniedziałek świąteczny, to przecież „śmigus” albo „dyngus”. Biedne dziewczęta, które niezbyt uważnie wyszły gdzieś na drogę. Za chwilę przedstawiają godny pożałowania widok „zmokłych kur”, a jedynym ich pragnieniem w tej chwili jest chęć zemsty na chłopakach, którzy w tej chwili gdzieś w ukryciu zaśmiewają się z „nieszczęśliwych”.
Wieczorem odbywa się zwykle potańcówka, a wypoczęte w czasie postu nogi chętnie rwą się do oberka czy polki, nie gardząc naturalnie sentymentalnym tangiem, które na wsi zyskało silne prawo obywatelstwa. Są wsie zresztą, gdzie tańczy się i „bogie–wogie”.
Przychodzi wtorek a z nim i koniec świąt. Ogrzana słońcem ziemia budzi się do życia i woła rolnika do pracy. Jeszcze Niedziela Przewodnia czyli Biała, jeszcze kilka odwiedzin i wraz z zakończeniem „świątecznej babki” kończy się okres świąt wielkanocnych a zaczyna okres żmudnej pracy wiosennej gdyż „bez pracy nie będzie kołaczy”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz