piątek, 17 kwietnia 2015

A. Wójcik-Bieśnicki, Z mazią po Polsce. Ciekawe szlaki wędrówek mieszkańców Łosia - artykuł z roku 1935.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.




Rodzina Łosian przed chatą w rodzinnej wsi.
Źródło: Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1935.
Jeszcze nie stopniał śnieg na stromych stokach jednej i drugiej Kuczery, Chełmu, Zdziry i małej lesistej Korotnicy, gdy już na przedwiośniu cały rodzaj męski górskiej osady łemkowskiej Łosie, leżącej w przepięknej dolinie rzeki Ropy, wśród gór Beskidu Niskiego, w powiecie gorlickim, zaczyna się sposobić do wędrówki na całe lato za zarobkiem z handlu mazią po całej Polsce. Życie bowiem Łosianina z powodu szczupłości ziemi we wsi rodzinnej uzależnione jest od handlu smarami, który w 80 procentach stanowi jego źródło dochodu i utrzymania. Poza tem Łosianie, jako ludzie sprytni, przedsiębiorczy i ruchliwi, przywykli od wieków do podobnego trybu życia na pół koczowniczego i wyrobili sobie zmysł do handlu.
Od jakiego czasu prowadzą handel, trudno dziś ustalić, podobnie jak ich pochodzenie, które jest dla uczonych zagadką. Łosianie różnią się od okolicznej ludności łemkowskiej wzrostem, budową ciała, wyglądem i poniekąd obyczajami. Znane z urody są Łosianki. Najstarsze wzmianki o istnieniu tej osady, założonej prawdopodobnie przez wołoskich pasterzy z domieszką obcego elementu, mamy z r. 1419, kiedy jej właściciel Mikołaj Gładysz oskarżony przez własną córkę Katarzynę o brak szlachectwa, przed trybunałem królewskim przedstawia wymagane dowody i herb zwany „Tobandze”, w których to dowodach, uznanych przez trybunał za prawdziwe, pisze się  Mikołaj Gładysz de Łosie. Również w r. 1528 osada ta, będąca wówczas w posiadaniu Branickich, występuje pod nazwą Łosiów.
Zaczątkiem tego ciekawego zajęcia Łosian, jak przypuszczać należy, był wyrób dziegciu z korzeni i smolnych oni sosen w tutejszych ogromnych lasach pogranicznych. Są także dane, że Łosianie w czasach dawnej Polski trudnili się przewozem i handlem wina węgierskiego. To jednak jest pewnem, że Łosianie pierwsi umieli ocenić i wykorzystać swoiście tuż w ich sąsiedztwie tryskające źródła ropy, wówczas jeszcze przez nikogo nie eksploatowane. Potwierdza to przekonywująco fakt, że biedniejsi Łosianie w czasie swej wędrówki ze smarami po Polsce cieszą się wśród ludu wiejskiego niektórych okolic opinją dobrych wróżbitów, znachorów i kuglarzy, którzy obok różnych ziół górskich mają zawsze pod ręką leki wytworzone z ropy. Zajęciem tem dawniejszemi czasy nie gardzili podobno wszyscy Łosianie, co stwierdził jeszcze przed kilkudziesięciu laty ówczesny inspektor szkolny z Gorlic Seweryn Udziela. Z biegiem postępu produkcji ropno-naftowej Łosianie zaczynają na wielką skalę prowadzić handel smarami i oliwą. Przedwojenne ich szlaki podróży z beczkami na wozie prowadzą po wszystkich krajach należących do Austryi oraz po wszystkich ziemiach dawnej Polski, należących do ówczesnej Rosji. Do dziś dnia Łosianie nie mogą przeboleć utraty rynków zbytu smarów, jakie stanowiły tereny dzisiejszej  Litwy i Łotwy, gdzie również u właścicieli ziemskich wskutek wojny i nowego porządku rzeczy  przepadły im wielkie sumy pieniężne za pobrany towar.
 Handlujących Łosian można podzielić na trzy kategorje. Do pierwszej należą ci, którzy zebrali większe sumy i zdołali założyć samodzielne fabryki smarów, jak np. w Łosiu, Gorlicach i Lublinie. Do drugiej, najliczniejszej, zaliczamy tych, którzy jeżdżą wozami  i handlują na mniejszą lub większą skalę. Z tej katagorji w r. 1934 w podróży po Polsce było 335 wozów z jedno, a częściej dwukonnym zaprzęgiem. Wreszcie do trzeciej należą ci najbiedniejsi,  którzy nie posiadają nawet koni ani wozu, a maź roznoszą na plecach i sprzedają ją drobnym nabywcom.
Stosunki wśród Łosian ułożyły się w ten sposób, że podzielili się na grupy, które pokrywają się zresztą pewnemi rodzinami czy familjami, z których każda obrała sobie pewien teren naszego kraju, gdzie prowadzi swój handel.
Główne szlaki,  któremi Łosianie wyjeżdżają końmi z rodzinnej wioski są Łosie- Grybów- Zakliczyn- Bochnia – Kraków, a stąd po całej Polsce, oraz drugi szlak Łosie – Gorlice- Tarnów- Szczucin- Busko- Kielce  z licznem rozgałęzieniem w kierunku Kalisza, Poznania, Torunia, Warszawy, Białegostoku, Wilna, Brześcia nad Bugiem i Lublina, a dawniej do Kowna, Lipawy i Rygi. Jedynie mniejsze grupy jadą szlakiem Łosie-Grybów – Nowy SączNowy Targ oraz zaledwie jeden lub dwóch udają się na wschód w okolice Lwowa.  To jest droga pierwsza z wozem i końmi, bo następne podróże i drogi powrotne Łosianie odbywają często pociągiem, zostawiając na zimę konie w jednym z majątków ziemskich za umówioną opłatą.
Warunki handlu Łosian układają się zależnie od obranego sobie terenu. Ogólnie chwalą sobie zachodnie części kraju naszego, zwłaszcza Poznańskie, mniej centrum Polski,  a poprostu rzadko zapuszczają się na wschód. Według przeprowadzonych kilkumiesięcznych badań i licznych wywiadów przez autora niniejszego artykułu, warunki handlu poszczególnych znaczniejszych grup przedstawiają się następująco:
Grupa krakowska ma stałą stację w Kocmyrzowie. Stąd wyjeżdżają w powiat olkuski, miechowski i pińczowski. Handlują  smarami do wozów i olejami maszynowemi.  Towar ten dostarczają przeważnie dworom i większym majątkom ziemskim. Czas wyjazdu trwa  od 2 do 5 dni, zależnie od odległości miejsca dostawy, poczem z powrotem wracają do Kocmyrzowa do tale wynajmowanego zajazdu, za który opłacają 15zł miesięcznie. Podróż taka jesty dosyć męcząca, bo w czasie tych kilku dni trzeba szukać schronienia i pożywienia po domach lub dworach. Jeżeli trafią do zamożniejszej wioski, to drogą zamiany towaru otrzymują żywność i paszę dla koni.  Po większej jednak części muszą nabywać za gotówkę, to też oszczędność w wydatkach jest ich nieodstępny towarzyszem, a tryb życia ich jest bardzo skromny i surowy.  Niemal wszyscy skarżą się, podobnie jak i inne grupy, że towar dawać muszą na kredyt, aby nie zrazić lub wogóle nie stracić odbiorcy, bo Łosianin nie może wyrzec się handlu nawet w obecnych ciężkich warunkach gospodarczych. Odbieranie należytości idzie zaś bardzo ociężale, stąd zyski w niektórych miejscowościach minimalne.
W Kieleckie wyjeżdża 7 grup,  które obierają sobie poszczególne powiaty dla handlu. Ważniejsze ośrodki postoju mają w Kielcach, Radomiu, Ostrowcu,  gdzie zaopatrują się w potrzebny materiał do rozprzedaży. Kieleckie jest ciężkim terenem  dla handlu Łosian. Szosy źle utrzymane, stąd jazda końmi uciążliwa , okolice biedniejsze, o odbiorców trudniej, handel raczej detailiczny. Poważniejszym odbiorcą jest huta żelaza w Starachowicach.
W Poznańskie wyjeżdża 5 grup.  Jadą szlakiem z Łosia na Tarnów – Kielce – Kalisz. Na nocleg zatrzymują się w następujących miejscowościach: Tarnów, Busko, Kielce, Piotrków, Zduńska Wola, Sieradz, Kalisz. Z Kalisza jedni jadą w stronę Kępna, Koźmina, Rawicza, Jarocina, Śremu, Poznania, inni na Pyzdry, Gniezno, Kruszwicę i Inowrocław. Wszyscy zaopatrują się w Kaliszu w towar  i wyjeżdżają w teren by po tygodniu lub dwóch wrócić tu, jako do głównej bazy operacyjnej. Dzięki licznie rozsianym tu większym majątkom, handel idzie dobrze i na większą skalę. Występuje tu silnie handel zamienny. Łosianie smary swoje oddają za zboże i inne produkty rolnicze, które następnie spieniężają. Wyżywienie siebie i koni, a dalej noclegi w tych okolicach nie stanowią żadnej troski, ponieważ ludność tutejsza jest zamożniejsza i gościnniejsza. Warunki handlowania lżejsze, bo szosy dobrze utrzymane, co dla Łosian ze względu na jazdę wozami stanowi wielki plus. Często w tych okolicach Łosianie otrzymują wyżywienie i noclegi bezpłatnie, co się gdzieindziej rzadko zdarza.
Liczna grupa warszawska ma aż trzy bazy operacyjne, któremi są: Warszawa, Włocławek i Konin,  gdzie we firmach Nobel i Galicja zamawiają potrzebny towar. Z Warszawy również Łosianie udają się na najdalszą drogę w okolice Brześcia nad Bugiem, Białegostoku, Nowogródka i Wilna. Odrębne grupy handlują na Pomorzu i w Lubelskiem.
W czasie swoich podróży Łosianie nie pozbawieni są różnych trosk i kłopotów  o swoje mienie. Przejeżdżając przez różne obszary, trafiają na mniej lub więcej uczciwy element,  który nieraz w biały dzień nie waha się  ukraść uprząż, odzież czy nawet sam towar,  a zdarzały się też napady rabunkowe.  Zdarzają się także i  nieuczciwi odbiorcy.  Właściciel majątku pobierze większą ilość towaru od Łosianina, a następnie ogłasza niewypłacalność. – W ten sposób Łosianom przepadło wiele pieniędzy. Codzienna podróż na wozie wśród deszczu, zimna czy upału lub w ciemną noc, nie zawsze należy do przyjemności, to też każdy Łosianin, mimo wrodzonej wytrzymałości i hartu, nieraz ukołysany na wozie na wyboistej drodze, gdyby zasnął snem twardym gdziekolwiek podczas odpoczynku, zbudziłby się ograbiony. Takich wypadków było wiele.
Łosianinowi najtrudniej wyjechać z domu rodzinnego, w drodze zajęty gorączką handlu, przestaje tęsknić, ale skoro nadchodzi zima, z niecierpliwością oczekuje chwili, aby mógł wrócić w swoje strony do ukochanego Łosia, do żony, do dzieci, które tymczasem, gospodarzyły na małym kawałku ziemi.



Adam Wójcik-Bieśnicki          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz