niedziela, 19 kwietnia 2015

Konsekwencje i znaczenie bitwy pod Gorlicami-Tarnowem

Podejmując się oceny bitwy pod Gorlicami musimy sobie zdawać sprawę z faktu, że wydarzenia tego nie można rozpatrywać tylko i wyłącznie w aspekcie militarnym. Ten krótki okres pomiędzy 2 a 6 maja 1915 r. dał początek wielu wydarzeniom o charakterze narodowym, politycznym i społecznym, które ujawniły się w Europie w następnych latach. Nie bez znaczenia było również oddziaływanie tego zdarzenia na los społeczności lokalnej miasta i okolic Gorlic, a także trwały ślad jaki pozostawiła ona w kulturze zarówno polskiej jak i państw, których wojska starły się tego pamiętnego 1915 r.  
                        Najszybciej ujawniły się i na pierwszy rzut oka najbardziej były widoczne skutki militarne ofensywy państw centralnych. Po utracie wszystkich trzech linii pozycji obronnych, gen. Dmitriew otrzymał rozkazy utrzymania linii rzeki Wisłoki. Polecenie to wydawało mu się nierealne do zrealizowania, gdyż w wielu miejscach atakujący znaleźli się już na prawym brzegu rzeki i w związku z tym w pierwszej kolejności należało przeprowadzić kontratak w celu zmuszenia przeciwnika do wycofania się na lewy brzeg, niestety dla niego, nie dysponował już rezerwowymi oddziałami, które by mogły takie przedsięwzięcie przeprowadzić. Pomimo tak trudnej sytuacji Rosjanie nie zamierzali łatwo ustąpić. Po utracie Krosna, Jedlicza, Iwonicza oraz przełęczy Beskid Radoszycki dnia 7 maja, w nocy oddziały 3. Armii rosyjskiej próbowały przeprowadzić kontratak i okrążyć flankę 12 Dywizji Piechoty. Mimo, iż początkowo cała operacja wyglądała obiecująco to po ciężkich bojach pod Odrzykoniem, Krościenkiem i Kombornią została powstrzymana, a wiele tysięcy rosyjskich żołnierzy dostało się do niewoli. W dniu 8 maja kolejne jednostki państw centralnych przekroczyły Wisłokę, Rosjanie jeszcze raz próbowali zatrzymać nacierających w bitwie odwrotowej stoczonej w dniach 9-10 maja pod Rzeszowem i Sanokiem, jednak i tym razem nie osiągnęli powodzenia. Kolejne rozkazy naczelnego dowództwa nakazywały im wycofanie się na linię San-Dniestr. 11 maja padł Rzeszów, 15 Jarosław, a w dniu następnym rozpoczęto walki o Przemyśl, którego broniły oddziały 8. Armii gen. Brusiłowa. Rosjanom zależało na utrzymaniu Galicji Wschodniej w związku z oczekiwanym przystąpieniem Włoch do wojny. 16 maja w Baranowiczach przedstawiciel tychże zapowiedział, że wojska jego państwa po wydaniu wojny Austro-Węgrom uderzą przez Lubljanę w kierunku Niziny Węgierskiej, aby wesprzeć armie rosyjskie zamierzające przedostać się przez Karpaty na Węgry. Utrata linii Sanu właściwie uniemożliwiała rozpoczęcie rosyjskiego natarcia na południe, a twierdza Przemyśl pomimo zniszczeń spowodowanych wcześniejszymi walkami stanowiła jej kluczową pozycję. Pod koniec maja zmagania o Przemyśl zostały zintensyfikowane, a datę ostatecznego szturmu wyznaczono na 31 maja. Rozpoczął się on od niemieckiego ostrzału prowadzonego z moździerzy 420mm oraz bombardowań lotniczych. Z każdą godziną atakujący wdzierali się głębiej w pozycje wroga, jednak desperackie wysiłki wyrzucenia ich z twierdzy podejmowane przez rosyjskich piechurów opóźniały postępy sprzymierzonych. 2 czerwca gen. Brusiłow nakazał wycofanie się z twierdzy na wschód, a z kolei dnia następnego car został poinformowany o oddaniu miasta. Bezpośrednio po tej bitwie, przy ustawicznych atakach rosyjskich przeprowadzanych z wideł Wisły i Sanu przeprowadzono przegrupowanie wojsk państw centralnych do dalszej akcji. W międzyczasie 2. i 7. Armie austro-węgierskie oraz niemiecka Armia Południowa gen. Linsingena staczały ciężkie walki nad Dniestrem, gdzie gen. Leczycki, dowódca 9. Armii rosyjskiej starał się silnymi atakami odciągnąć siły nieprzyjaciela od głównego kierunku uderzenia. 12 czerwca gen. Mackensen wznowił ofensywę ponownie przełamując front rosyjski i wraz z 2. i 4. Armią austro-węgierską ruszył w kierunku Lwowa, staczając po drodze bitwę pod Magierowem, ostatecznie miasto zostało zdobyte 22 czerwca. Przy tej sposobności dowódca niemiecki zachował się bardzo kurtuazyjnie wobec swojego sojusznika, pozwalając, aby to wojska monarchii naddunajskiej wkroczyły do niego na przedzie. Po opanowaniu stolicy Galicji, grupa Mackensena uderzyła pod koniec czerwca na rosyjskie pozycje na odcinku 140km między Wisłą a Bugiem. W dniach 25-27 czerwca rozbiła ona grupę gen. Ołochowa pod Tomaszowem Lubelskim. Z resztek tej grupy sformowano 13. Armię, która następnie wraz z 3. Armią rosyjską utrzymała pozycję pod Kraśnikiem w dniach 1-10 lipca, a kontratak XXV i VI Syberyjskiego Korpusu odrzucił atakujących. Do zaciętych walk obronnych Rosjanie zostali zmuszeni także na północy na odcinku 1. Armii i lewym skrzydle 12. Armii, gdzie 12. Armia niemiecka zadała im klęskę 13 lipca pod Prasnyczem. Wycofujące się pokonane wojska nie były także w stanie utrzymać swoich nowych pozycji nad Narwią, co spowodowało, że do 24 lipca padły fortyfikacje w Pułtusku i Różanie, a front ustalił się między Łomżą a Modlinem. Pod koniec lipca, również na południu sytuacja wojsk carskich zrobiła się niezwykle trudna. 3. Armia straciła 21 lipca Krasnystaw, a 29 lipca została pokonana pod Lublinem. Tegoż samego dnia niemiecka armia gen. Woyrscha zdołała się przeprawić na prawy brzeg Wisły pod Ryczywołem. Powodzenie osiągnięte przez wojska państw centralnych zarówno na południu jak i na północy groziło okrążeniem armiom rosyjskim walczącym nad środkową Wisłą, w związku z tym naczelne dowództwo nakazało odwrót na wschód. 5 sierpnia Niemcy wkroczyli do Warszawy. Rosjanie pospiesznie ewakuowali się w sierpniu z Królestwa Polskiego, wywożąc wyposażenie niektórych fabryk i zawartość magazynów wojskowych, w niektórych regionach niszczono plony i zabierano chłopom bydło. Jedynym punktem oporu miała pozostać twierdza Modlin, ale nie do końca spełniała swoje zadanie ponieważ niemal stu tysięczna załoga kapitulowała już 19 sierpnia po niespełna dwóch tygodniach obrony.
Gdyby oceniać bitwę gorlicką tylko i wyłącznie pod kontem sukcesu militarnego to można by stwierdzić, że pod tym względem była niewątpliwie przełomowym wydarzeniem na froncie wschodnim podczas pierwszej wojny światowej. Skala sukcesu okazała się przewyższać wszelkie oczekiwania jej głównych planistów. O ile gen. Conrad miał nadzieję, że przyniesie ona sukces w postaci odzyskania Galicji, to głównodowodzący niemieckimi armiami gen. Falkenhayn zakładał za jej cel jedynie dojście do Przełęczy Łupkowskiej, co miało zlikwidować bezpośrednie zagrożenie wejścia Rosjan na Węgry przez przełęcze karpackie. Tymczasem w jej wyniku cały front przesunął się daleko ponad 300km na wschód. Udało się odzyskać nie tylko Galicję ale i całe Królestwo Polskie oraz na północy Litwę i Kurlandię. Ponadto bardzo ważnym czynnikiem był wzrost morale żołnierzy austro-węgierskich, którzy uwierzyli, że można pokonać wojska rosyjskie.
         Z punktu widzenia wojskowości bitwa pod Gorlicami przyniosła pewne nowinki taktyczne. To podczas tego starcia po raz pierwszy zastosowano zupełnie nową, dotąd na żadnym froncie wojny światowej nie praktykowaną „ruchomą zasłonę ogniową artylerii”. Stosowanie tej taktyki umożliwiło w dalszym ciągu wojny skuteczny szturm na silnie ufortyfikowane pozycje bez tak znacznych ofiar w ludziach, jak to dotąd bywało. W dalszej konsekwencji wywołało całkowity przewrót w teorii fortyfikacji polowej. Aż do bitwy gorlickiej przygotowanie artyleryjskie odbywało się w ten sposób, że cała do dyspozycji stojąca artyleria nacierającego, ostrzeliwała wedle dokładnego planu, przez szereg godzin, a czasem nawet dni te części ufortyfikowanej pozycji wroga na które miał nastąpić szturm. Podczas tego tzw. „huraganowego ognia” lub podczas poprzedzającej nocy, piechota starała się posunąć naprzód i osiągnąć pozycję wyjściową do natarcia, której odległość ze względu na działanie nieprzyjaciela nie była z reguły mniejsza niż kilkaset metrów; z niej ruszała ona do ostatecznej akcji wdarcia się do okopów przeciwnika. W ten sposób tworzyła się sytuacja w której następowała przerwa w ostrzale artyleryjskim nieprzyjacielskich okopów w pierwszej linii. Zatem obrońca o ile przetrwał w schronach i rowach ten „huraganowy ogień”, miał czas obsadzić okopy, skąd raził celnym ogniem ruszającą do natarcia piechotę. Tymczasem w dniu 2 maja 1915 r. podczas zdobywania przez odziały VI Korpusu austro-węgierskiego kluczowego rosyjskiego punktu oporu na wzgórzu Pustki artyleria ostrzeliwała pierwszą linię pozycji obronnych nieprzyjaciela nieprzerwanie, niemal do samego wtargnięcia własnej piechoty do okopów wroga. Przy takim natężeniu ognia żaden Rosjanin nie ważył się opuścić schronu, co sprawiło że podczas zbliżania się pułków 12. Dywizji Piechoty niemal nie zanotowano oporu ze strony obrońców. Dopiero w chwili wdzierania się żołnierzy do umocnień przeciwnika, artyleria przeniosła swój ogień o 100m dalej i w dalszym ciągu towarzyszyła posuwającej się tyralierze, wyprzedzając ją ciągle tylko o tę odległość. To współdziałanie dwóch rodzajów wojsk, nie pozwalające nieprzyjacielowi ani na chwilę wychylić głowy z okopów i osłaniające dymem przed obserwacją rosyjskiej artylerii pozwoliło 100. i 56. pułkowi, po krótkiej walce na bagnety opanować wzgórze z minimalnymi stratami.
                        Również pod względem strategicznym można zapisać no konto ofensywy gorlickiej kilka aktywów. Przede wszystkim poprzez znaczną zdobycz terytorialną zwiększyła się „głębia obronna” państw centralnych. Ponadto pomimo tego, że nie udało się całkowicie pokonać Rosji, to jej wojska zostały znacznie osłabione i na pewien czas przestały się liczyć jako czynnik strategiczny oraz na trwałe została przez nich utracona inicjatywa strategiczna. Już wraz z pierwszymi sukcesami operacyjnymi sprzymierzonych zostały pokrzyżowane plany aliantów, które zakładały iż jeszcze przed latem uda się rzucić na kolana naddunajską monarchię dzięki skoncentrowanemu rosyjsko-serbsko-włoskiemu atakowi. Jednak zwycięstwo na froncie galicyjskim stworzyło sprzymierzonym, przynajmniej w pewnej mierze, swobodę działania. Ale w tej kwestii jeszcze podczas trwania ofensywy poglądy obu sztabów diametralnie się różniły. Podczas gdy gen. Conrad palił się ku temu, by możliwie szybko zadać cios, oczywiście wspólnie z Niemcami znienawidzonym Włochom, to stosunek gen. Falkenhayna do byłego partnera Trójprzymierza był pozbawiony emocji. Pragnął pozostać w stosunku do Włoch na razie w defensywie, natomiast możliwie dużymi siłami nie tylko zaatakować Serbię i w ten sposób połączyć się, co było dla niego bardzo ważne, z Turcją, lecz także w miarę możliwości przeciągnąć nadal wahającą się Bułgarię na stronę państw centralnych. Wiemy, że niemiecki sztab generalny przeforsował tę koncepcję i w tym kontekście jesienna, skuteczna kampania sprzymierzonych na Bałkanach stanowiła opóźniony skutek przełomu gorlickiego.

            Nie do końca spełniły się natomiast wiązane ze zwycięstwem w Galicji nadzieje polityczne. Nie udało się powstrzymać Włoch przed przystąpieniem do wojny po stronie Ententy, jednak pokonanie Rosjan umożliwiło przynajmniej militarną obronę przed tym nowym przeciwnikiem. Nie powiodły się również prowadzone od połowy maja 1915 r. usilne starania o nakłonienie Rosji do separatystycznego pokoju. Na niemieckie sondaże projektowe car pozostał nieprzejednany, oświadczając, że jest traktatowo związany ze swymi sojusznikami i musi udzielić negatywnej odpowiedzi. Doprowadziło to do tego, iż Niemcy zrozpaczeni rosyjskim uporem zaczęli stawiać na Polaków. Kanclerz Rzeszy von Bethmann-Hollweg ogłosił 19 sierpnia 1915 r. swą „Polską proklamację”, w której obiecał Polakom „uwolnienie od rosyjskiego jarzma”, a już we wrześniu 1915 r. niemiecki sztab generalny wpadł na pomysł utworzenia w Polsce armii, aby trzymać Rosjan w szachu, podczas gdy Niemcy walczyłyby, aż do rozstrzygnięcia ze swymi zachodnimi przeciwnikami. Z tej idei zrealizowanej następnie w listopadzie 1916 r. narodził się zalążek odrodzonej po pierwszej wojnie światowej Polski. Udało się natomiast tym zwycięstwem wywrzeć wrażenie na Rumunii, która rościła sobie pretensje terytorialne względem Austro-Węgier, ale pod wrażeniem zaistniałych faktów nie zdecydowała się na razie przyłączyć do wojny po stronie państw Trójporozumienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz