wtorek, 9 września 2014

Fragmenty wspomnień płk F. K. Latinika


Fragmenty wspomnień płk F. K. Latinika, dowódcy 100. Pułku Piechoty.
Zachowano pisownię oryginalną

[…]  Sobota d. 1 maja
Dzień piękny słoneczny. Wszędzie spokój jakby przed burzą, tylko płatowce szybowały, mrucząc w przestworzu- a oprócz tego setki nożycowych lunet obserwowało okopy nieprzyjaciela i uderzenia szczególnych pocisków  wstrzeliwującej się artylerji.
Cała armia 11-ta ożywiona była pewną nadzieją ostatecznego zwycięstwa, a wyżsi dowódcy nie taili przekonania, że po stratach, które Rosjanie ponieśli do połowy kwietnia w Karpatach ( 400.000 zabitych i niezliczona liczba rannych), podupadł już  duch żołnierza rosyjskiego, pędzonego przez Mikołaja Mikołajewicza przez stosy poległych braci nahajką kozaków. Faktycznie moralność obniżyła się niezwykle: apetyczny sołdat nawet naczelnemu wodzowi tu i tam odmawiał posłuchu.
Według lotników: Rosjanie mają 1-2 dywizji rezerwy w okolicy Jasła- Biecza.

Niedziela - bitwa d. 2 maja.
Przepiękny dzień słoneczny, spokojny, okraszony świeżą zielenią wiosny. Punktualnie o 6h rano rozpoczyna się na całym froncie armji 11- ej ogień artylerji. Po pierwszych próbnych strzałach zagrzmiało 700 paszcz armatnich, które, wyrzucając stal i żelazo, przeżynają powietrze z sykiem i szumem, skowytem i gwizdem, a wbiwszy się w pozycję przeciwnika, z piekielnym hukiem cisną w górę na kilka metrów wysokości ziemię, kamienie, belki,, deski, karabiny i ciała ludzkie. Chmury duszącego dymu zalegają coraz to większą przestrzeń.
Tu i tam widać uciekających nieprzyjaciół, których gonią szrapnele austriackie. Dalekonośne „kanony” trzymają pod ogniem drogi przyfrontowe na tyłach nieprzyjaciela, by nie dopuścić rezerw do kontrataku. […]
Od 9h  rano zaczynają miotacze min niszczycielskie swoje dzieło, jakby rozszalały wulkan, od którego trzęsie się ziemia, okopy drżą i chybocą, przemieniając piękny dzień majowy w  piekło grzmotu i ryku. Dochodzą już przeraźliwe jęki rannych. Czasami słychać straszne eksplozje na tyłach nieprzyjaciela. Jest to robota eskadry płatowców niszczycielskich; miotą one ogromne bomby ekrazytu na mosty, węzły kolejowe i kolumny przeciwnika.
Ogień artyleryjski to potęguje się, to słabnie – stosownie do wskazówek dowódców. Ci, śledząc działalność i skutek ognia żądają telefonicznie skupienia go na pojedyncze gniazda oporu, zasypujące ołowiem okopy, w których ugrupowane do ataku oddziały wyczekują niecierpliwie 10h z zegarkiem w ręku. Wreszcie nadeszła upragniona chwila! Artyleryja przeniosła ogień na pozycje tylne nieprzyjaciela, miotacze min zamilkły, gwizdki dają znak – kolumny jak lawina biegną już do szturmu.
56 pp. i główna grupa uderzeniowa 100 pp. ( pierwszy i pół czwartego bataljonu pod dowództwem podpułkownika Pittla) zajęły w pierwszym impecie okopy, położone poniżej lasu góry Pustki, w których zostający przy życiu Rosjanie poddali się bez oporu. Lecz w dalszym ciągu ataku, po wejściu do lasu, trafiono na rowy strzeleckie dla artylerji niewidoczne, z dość liczną obsadą. Wywiązała się więc zażarta walka na bagnety, połączona z wielkimi po obu stronach stratami. Trzeci bataljon 100 pp., zajmujący środek atakującego pułku, dostał się pod flankowy ogień karabinów maszynowych, które, rozrzucone po zagrodach na zboczach wzgórz, utrzymały się, ogniem artyleryjskiem nietknięte aż do ostatniej chwili. Musiano więc szczególne gniazda oporu i karabinów maszynowych zdobywać osobno przy pomocy dywizjonu artylerji, majora Kaderschafki, towarzyszącego atakowi 100 pp. Straty bataljonu tego były wielkie, toteż, aby je częściowo wyrównać i atak nowemi wesprzeć siłami, wydzielono kompanję 14-tą z odwodu pułku na pomoc.
Prawoskrzydłowy skombinowany bataljon 20 pp. posuwał się dwiema kompanjami na równej wysokości z bataljonem trzecim 100 pp., dwie zaś kompanje odchyliły się schodkami ku koleji i lewemu skrzydłu południowego sąsiada ( 81-sza dywizja rezerwowa niemiecka), aby nie otworzyć przerwy w linji natarcia, którą to lukę nieprzyjaciel mógłby wykorzystać do kontrataku, a to tembardziej, że 81-sza dywizja ustała w ataku i trzymana pod flankowym ogniem nieprzyjaciela, nie mogła ruszyć się z zajętej linji. O 10h 50m donosi podpułkownik Pittl, iż górę Pustki 449 zdobyły oddziały 56 i 100 pp., i że nieprzyjaciel cofa się w kierunku wschodnim.
Równocześnie widziałem ze swego obserwatorjum, iż trzeci bataljon, wzmocniony jedną kompanją rezerwy, zyskuje na terenie, i że prawoskrzydłowy bataljon 20 pp. trzyma się dobrze. A ponieważ nadto artylerja własna wzięła pod ogień las Kamieniecki i z tego powodu kontratak z tej strony był prawie wykluczony, dlatego postanowiłem rzucić ostatnią kompanję rezerwy do walki, aby bataljon trzeci zasilić na nowo, cofającego się nieprzyjaciela z flanki uchwycić i własnym oddziałom ułatwić wyjście z lasu góry Pustki. Wraz z tą kompanją rezerwy udałem się też ze sztabem pułku na wzgórze natarcia trzeciego bataljonu, pociągajc za sobą połączenie telefoniczne.
O 13h zajęły 56 i 100 pp. nową linję, biegnącą od wzgórza 390 na południe, wzdłuż lasu góry Pustki, aż do Podlesia. Ponieważ 39 – ta dywizja piechoty honwedów pozostała około 2 klm. W tyle, przeto 56 pp., z obawy przed niebezpieczeństwem flance lewej grożącem, wysłał jeden bataljon w kierunku północnym ku wsi Wiatrówkom.
Wszystkie oddziały obu pułków były pomieszane i poprzerzucane a to wskutek trudnych warunków ataku, prowadzonego na silnie przeciętym i miejscami gęsto zalesionym terenie. Należało się więc w nowo zajętej linji, w porównaniu z sąsiadami (dywizje 39-ta i 81-sza) dość wysuniętej, nie tylko utrzymać, ale też  i okopać celem obrony na  wypadek kontrataku nieprzyjaciela. Nadto trzymać go pod ogniem, iżby wiązać jego siły, a przez to ułatwić rezerwom dywizji i korpusu ( 57-mu i 3-mu pp. ) flankowe ataki. Wreszcie należało ze względu na dalsze natarcie uporządkować bataljony i kompanje i do nowej przegrupować je akcji.
Zaraz po zdobyciu góry Pustki, to jest  o 11h, rozkazano kompanji technicznej 100-go pp. naprawić drogę, prowadzącą od kościoła we wsi Łużna w kierunku na wzgórze 390. Droga ta bowiem, poprzerzynana okopami rosyjskiemi i zniszczona lejami własnych granatów, była do podciągnięcia pojedynczych armat niezbędnie potrzebna. To też, dzięki wytężonej pracy kompanji technicznej, zajęły o 13h niektóre działa myśliwskie stanowiska ogniowe tuż za tyralierą 100 pp., kierując ogień na nieprzyjaciela stawiającego jeszcze opór. Kawalerja dywizji 12-ej wysunęła się na drogę koło kościoła w Łużnej celem odbioru i konwojowania jeńców. O 15h 30m powiadomiło dowództwo brygady 23-ej, że odwód dywizji: 57 pp. atakować będzie las Kamieniecki, posuwając się przez  Łużnę i Podlesie, aby ułatwić atak 81-ej dywizji niemieckiej na las Kamieniecki, i że 3-ci pp., dotychczasowy odwód korpusu VI, skierowany został do ataku flankowego na wieś Wiatrówki, celem wzmocnienia również natarcia pozostałej w tyle dywizji 39-ej honwedów.
Równocześnie nakazano: 56 i 100 pp. począwszy od 16h mają być przygotowane do dalszego ataku w kierunku na wieś Moszczenicę, aby zaraz, gdy 57 pp. stanie na równej wysokości z brygadą 23-cią, mógł on rozpocząć atak. Zgodnie z danym rozkazem rozpoczęto drugi ten atak, w którym osiągnięto do 20h wieczór wschodni skraj lasu, około półtora klm. Na zachód od wsi Moszczenicy położony, wszakże dalej posunąć się nie było możności a to z powodu silnego ognia piechoty nieprzyjacielskiej i karabinów maszynowych. Spóźniona pora utrudniała współdziałanie artylerji i dlatego zadowolono się obsadzeniem tej linji, wysuwając patrole dla wywiadu i ubezpieczenia. O 22h ustał nagle ogień na całej linji nieprzyjacielskiej. Dla atakujących było to pewną wskazówką, że nieprzyjaciel cofnął się już na całym froncie, a pod osłoną gwałtownego ognia ratował artylerię swoją i tabory. Mimo to, aby zabezpieczyć sobie wypoczynek nocny, uzupełnić amunicję i żołnierzom wydać żywność, należało wysłać odpowiedni wywiad i obsadzić wzgórza, na wschód od wsi Moszczenicy położone.
Dla takich zadań posiadały wszystkie pułki austrjackiej 12-tej dywizji piechoty oddział wywiadowczy, tak zwane „ Nachrichten- Detachement”. Oddział ten, w sile kompanji 180-200 ludzi liczącej, złożony był z najodważniejszych ochotników, częstokroć ludzi mniej sposobnych do parad i ćwiczeń w szyku zwartym, ale zato samodzielnych, nieustraszonych, zupełnie pewnych, można powiedzieć bezwzględnych awanturników, szukających przygód zabijaków, a biegłych przytem w władaniu nietylko karabinem, ale też granatem ręcznym i nożem.
Oddziałów takich używano do szczególniejszych zleceń, jak wywiadów, zasadzek nocnych, zaskoczenia napadami, ubezpieczenia wojska i t. d. Formacja ta za dnia przeważnie wypoczywała, biorąc się natomiast nocami do pracy. To też, gdy pod Moszczenicą ustał nagle ogień nieprzyjacielski, wysłano ów wywiadowczy oddział. Jakoż około północy nadesłał on meldunek, iż nieprzyjaciel opuścił całkowicie Moszczenicę, a niemniej i wzgórza na wschód od Moszczenicy położone.
Podciągnięto zatem kuchnie polowe, wozy amunicyjne i t. p., aby przygotować się do ataku na dzień następny. Dowódców pułków powołało o 13h dowództwo brygady do odprawy, celem wydania potrzebnych rozkazów. O 3h rano ogłoszono rozkaz dywizji, zawierający sytuację ogólną i odmarsz do dalszego natarcia w kierunku na Dział Krzemienny ( 371).

Poniedziałek d. 3 maja.
Do południa mgła i deszcz drobny, potem pogoda, noc zimna. Korpus VI zarządził dalsze natarcie dywizji 39-ej piechoty honwedów na Rozembark – Racławice- Dział Krzemienny, dywizji 12-ej piechoty na południe od poprzedniej aż po granicę pasu działania korpusu t. j. do drogi Strzeszyn – Biecz.
Działalność 100 pp. miała w tym dniu przebieg następujący.
O 6h 30 m rano wyruszył pułk z biwaku nocnego w jednej kolumnie na grzbiet wzgórza, położonego na wschód od kościoła w Moszczenicy. Grzbiet ten obsadzony był już przez 3-ci pp. w formacji bojowej, z frontem ku rozrzuconej wsi Bugaj.
O 10h rozpoczęto w rozwiniętym szyku posuwanie się naprzód przez las w kierunku wschodnim, 3 pp. na czele, 100 pp. zaś w formacji schodkowej za lewem  skrzydłem 3-go pp.
Za potokiem, biegnącym przez wieś Bugaj, skierowano oś natarcia wprost na wzgórze Dział Krzemienny, znak trygonometryczny 361. Po osiągnięciu zagród na południowy zachód tegoż wzgórza spoczywał 100 pp. blisko godzinę, kiedy 3 pp. i 57 pp. atakowały nieprzyjaciela, broniącego się w umocnionej pozycji. Ogień karabinów Rosjan  z kierunku północnego i wschodniego odczuł 100 pp., ponosząc straty w rannych i zabitych.
O 15h 30m popołudniu, przednie pułki (57, 3 i honwedów), po zdobyciu okopów nieprzyjacielskich, zdały się już wyczerpane. Nieprzyjaciel bronił wciąż samego wzgórza Działu Krzemiennego. Wówczas to rozkazał dowódca brygady 23-ej wprowadzić 100 pp. do ataku. Rozwinąwszy bataljon IV na widoczną z daleka grupę domów, bataljon III na lewo od poprzedniego i bataljon I w drugim rzucie jako odwód za lewem skrzydłem, przeszedł pułk natychmiast do akcji. Podczas natarcia w terenie trudnym, częściowo gęsto zalesionym, poprzerzynanymi jarami, wąwozami i urwiskami, niełatwo było zaiste utrzymać kierunek. To też pomięszały się ze sobą  oddziały prawie wszystkich pułków. A przeciwnik czynił nadzwyczajne wysiłki i kontrataki, nie szczędząc amunicji, by tylko Dział Krzemienny utrzymać.
O 16 h 30m szturmowały niemal jednocześnie wszystkie pułki dywizji 12-ej na całej linji. Pobity nieprzyjaciel opuszcza Dział Krzemienny i wzgórza na wschód położone. Zajmuje je natychmiast dywizja 12-ta i umacnia technicznie. Nieprzyjaciel obsadza przeciwległe wzgórze 368, na południe od wsi Racławice i las, próbując, przy wprowadzeniu sił nowych, odzyskać Dział Krzemienny. Ale nadaremnie. Dywizja 12-ta polska nie puści już zdobyczy z rąk swoich!
O zmierzchu, gdy ogień nieprzyjacielskich osłabł, uporządkowano pomieszane pułki, wyciągnięto z pierwszej linji tyraljerskiej zbędne oddziały, tworząc z nich odwody i przygotowując się do odparcia ataku, którego spodziewano się w nocy. Zaczem wysłano patrole ku pozycji Rosjan. Te stwierdziły, że przeciwnik przed północą opuścił Racławice, którą to wieś dywizja 39-ta honwedów zdobyła atakiem między 21 i 22h. Nadto doniosły patrole, że nieprzyjaciel zszedł również z pozycji, ciągnącej się przez wzgórza 368 i 339 wzdłuż drogi z Racławic do Biecza.
W dniu tym nie odnaleziono kuchni polowych 100 pp. które miały być w Strzeszynie. Żołnierz musiał więc zadowolić się po tylu trudach zimną konserwą. Natomiast dowieziono na czas i uzupełniono amunicję.
Straty 100 pp. wynosiły 10 zabitych i 94 rannych.



Wtorek d.4 maja
Dzień pogodny i upalny.
Dowództwo armii 11-ej przyszło do przekonania, że dopiero posiadanie linji Wisłoki rozstrzygnie o przełamaniu Karpat. Im prędzej zatem odzyska się Wisłokę, tem większe będą widoki katastrofy Rosjan broniących w górach przełęczy Dukli, a przez to w dalszym ciągu błyśnie nadzieja odsieczy Przemyśla i Lwowa.
Trzecia strefa obrony nabrała znaczenia: dla jej obsady i dla wzmocnienia osłabionej już 3-ej armji rosyjskiej napływały kolejne silne odwody, mianowicie: część dywizji 52-ej z korpusu V kaukaskiego, dywizja 81-sza i dywizja 2-ga jazdy pojawiły się przed lewem skrzydłem i środkiem armji Mackensena, przed prawe zaś jej skrzydło przychodziły świeże oddziały z Karpat. Oprócz tego wyładowano korpus III kaukaski i korpus V syberyjski.
Musiano więc dalej nacierać na nieprzyjaciela, stawiającego opór jeśli dotychczasowy sukces miał być w całości wyzyskany i jeżeli nie chciano dopuścić, by przeciwnik ugrupowawszy posiłki swoje do kontrofensywy w większym stylu, powstrzymał zamierzone zlikwidowanie front karpackiego.
Po bitwie na Dziale Krzemiennym nocował 100 pp. w formacji bojowej.
O 23h w nocy d. 3 maja rozkazał brygadjer gen. v. Metz na ustnej odprawie zaatakować nieprzyjaciela o świcie. Na wypadek jednak gdyby nieprzyjaciel cofnął się w nocy, brygada miała wyruszyć w dwóch kolumnach:
57 pp. jako kolumna prawa przez Biecz, 3 pp. jako lewa kolumna w kierunku na Siepietnicę, 100 pp. zaś przez wzgórze 369 za zewnętrznem lewem skrzydłem 3 pp. w tyle.
Do ataku wszkaże nieprzeszło, gdyż, jak doniosły patrole, nieprzyjaciel dokonał odwrotu podczas nocy.
W myśl powyższego rozkazu 100 pp. wyruszył o 5h rano. Przednią straż, bataljon I prowadziłem osobiście; bataljony III i IV miały pod dowództwem podpułkownika Pittla wyruszyć 15 minut później. Przed osiągnięciem wzgórza 368 otrzymałem rozkaz piśmienny: „Kontynuować pochód. Mianowicie 57 pp. przez Biecz na górę 306 na wschód od wsi Grudna Kępska, 3 i 100 pp. na wzgórza położone na południowy zachód od wsi Siepietnica. Wymarsz pułków najpóźniej o 5h 30m rano. Artylerja otrzymała osobny rozkaz przyłączenia się jaknajspieszniej do kolumn piechoty. V. Metz”.
W myśl tego rozkazu należało przypuszczać, iż nieprzyjaciel odskoczył dość daleko, lecz już o 5 h 30m zauważyłem grupy pojedyncze nieprzyjacielskiej piechoty na wschodni wzgórz potoku Binarowa.
Wnet też I bataljon 100 pp. rozwinął się, by zająć korzystne pozycje do otwarcia bitwy, a o 5h 45m rozpoczęły karabiny maszynowe tegoż bataljonu razić nieprzyjaciela.
O 6h rano przygalopowała bateria kapitana Gutzmana, której nakazałem ostrzeliwać oddziały przeciwnika, przesuwające się z południa na północ. Niebawem zjawił się u mnie pułkownik  Riedl, dowódca pułku artylerji. Poinformowawszy się o sytuacji, skierował on ogień bateryj, które wkrótce nadeszły, na nieprzyjaciela, obsadzającego wzgórza wschodniej wsi Binarowej. Prawie na równej wysokości z awangardą 100 pp. posuwała się dywizja 39-ta piechoty ze wsi Binarowa w kierunku na wieś Święcany.
Ponieważ reszta 100pp. nie podążyła za awangardą, a łącznikowe patrole nie odnalazły jej jeszcze, jednym zaś bataljonem, który w rozpoczętej bitwie tworzył właściwie tylko osłonę artylerji pułkownika Riedla, nie można było samodzielnie prowadzić dalej natarcia, przeto wysłałem ponownie patrole do nawiązania łączności w stronę Biecza.
O 7h rano spostrzeżono kolumnę, maszerującą z lasu ku wzgórzu 339. Przypuszczając, iż brygadjer zmienił pierwotną dyspozycję- udałem się osobiście w stronę Biecza, by kolumne tę uchwycić w przekonaniu, że jest to kolumna podpułkownika Pittla. W drodze spotkałem 3 pp. w rozwiniętym szyku, posuwający się ku wyżynie 341 i otrzymałem meldunek Pittla. Donosił mi: „ Przeszedłszy o 7h 45m w formację bojową mijam Biecz, aby zająć wzgórza położone na wschód północny od tego miasteczka”. Zaczem dowódcy bataljonu I, kapitanowi Mischkemu, wydałem rozkaz, aby  podążył za lewem skrzydłem nacierającego 3pp. jako odwód, po zdobyciu zaś wzgórz na wschód od potoku Binarowa, połączył się z pułkiem własnym.
 O 9h rano objąłem kierownictwo walki 100 pp. pod Bieczem. Zdobycie wzgórz, na północ od Przedmieścia, było nader ciężkie i zmian pełne, gdyż nieprzyjaciel bronił się heroicznie i częstemi kontratakami  odbierał nam zdobyte już pozycje, które też kilkakrotnie przechodziły z rąk do rąk.
O 10h musiano użyć nawet odwodów batalionów, celem utrzymania się w osiągniętej linji. Ogień artylerji i karabinów maszynowych przeciwnika wzmagał się coraz to bardziej. Sytuacja zdawała się z każdą minutą niepewniejsza, wobec czego należało przedsięwziąć  decydujący wprost wysiłek, byle tylko nieprzyjaciela wyrzucić z zajmowanej pozycji panującej.
Wyruszyłem więc z odwodem pułku ( ½ III bataljonu), ukrytym w lasku w Nadmieściu, aby przy pomocy artylerji własnej zmusić Rosjan do odwrotu. Lecz, minąwszy potok, spostrzegłem, iż nieprzyjaciel gromadzi ludzi około domów naprzeciw wewnętrznych skrzydeł 100 i 3 pp Przeczuwając, możliwy z tamtąd lada chwila wypad przeciwnika, wysłałem z odwodu swego jedną kompanję wzdłuż potoku, by zaszachować go kontratakiem z flanki.  Atoli zanim kompanja ta zdobyła się tam przedostać , nieprzyjaciel rozpoczął szturm, zmuszając własną tyralierę do cofnięcia się na linję wyjściową. W tym krytycznym momencie (11h) zauważono nieczynny karabin maszynowy, który, po ranieniu celowniczego, pozostawiono w tyle. Adiutant pułku, porucznik Metalik, będący w sztabie moim, objął obsługę „maszynki”. Celny ogień karabinu pomieszał zaraz szturmujących. Tyraliera wyzyskała położenie i przeszła do przeciwuderzenia, wskutek czego poddało się około 300 Rosjan przed minutami tak groźnych!
Bataljon I i III, wzmocnione ostatnią kompanją odwodu, poczęły tem raźniej posuwać się naprzód.  W szturmie na bagnety zdobyto o 12h całe wzgórze na północ od Przedmieścia. Choć jeszcze do 15h popołudniu próbowali Rosjanie dwa razy je odebrać, lecz za każdym razem opłacili chęć tę ciężkimi stratami.  Wreszcie cofnął się nieprzyjaciel na wzgórze 342, zostawiwszy silniejszy oddział na pagórku 332, który zajęto planowem obejściem i atakiem wykonanym z flanki południowej o 18h.
Około 17h popołudniu nadesłało mi dowództwo dywizji 12-ej rezerwę ( dwa bataljony 20pp.) celem wzmocnienia 100pp. podczas trzydniowej ciężkiej bitwy wyczerpanego, a o osłabionym już bardzo stanie bojowym.
O 18h 45m  musiałem prosić dowództwo, iżby artylerja jego skierowała ogień na przystanek kolejowy Lisówek, gdzie gromadziły się oddziały nieprzyjacielskie , nadto aby gościniec Biecz- Jasło obsadzono ewentualnie kawalerją dywizyjną, gdyż z własnych oddziałów nie mogłem nic a nic wydzielić na ubezpieczenie i zamknięcie gościńca.
Kompanja techniczna pułku pracowała dzień cały nad naprawą mostu według rozkazu dywizji i dopiero o 16h popołudniu połączyła się z pułkiem, tworząc jego rezerwę.
Oddział wywiadowczy 100 pp., wysłany o świcie na wywiad do Biecza, po lekkiej utarczce , stoczonej z patrolami kozaków, przeszukał miasteczko i wziął przeszło 300 żołnierzy rosyjskich wraz z oficerem do niewoli. Potem walczył on wspólnie z 57 pp. pod Grudną Kępską, a o 17h zgłosił się u mnie do dyspozycji i musiał na koniec obsadzić na noc gościniec Biecz- Jasło, ku czemu jazda dywizji czuła się za słabą.
Podczas dnia spożyto znów konserwę na zimno.
O 22h 40m nakazało dowództwo 12-ej dywizji, aby 20 pp. zluzował mój pułk, który miał przenocować w Bieczu, jako rezerwa dywizji. Nie wyznaczono  jednak ani miejsca na biwak, ani kwater. Odprawy dywizyjnej już drugi dzień nie wydano, nadto nie można było odnaleźć dowództwa brygady, które zmieniało kilka razy w ciągu dnia bojowe miejsce postoju.
 Rozkazałem podciągnąć kuchnie polowe i wozy amunicyjne do klasztoru., położonego w wschodniej stronie miasta Biecza.  Tu między 1h i 3h rankiem d. 5 maja uraczono kompanje powracające z pola walki ciepłą strawą ( od dwóch dni po raz pierwszy) i uzupełniono amunicję. Ponieważ Biecz zawalony był taborami, kawalerją i różnemi jednostkami administracyjnemi, a wszystkie kwatery zajmowały oddziały, nie biorcę udziału w walce, dlatego i tej nocy zabrakło dla wycieńczonego a zwycięskiego piechura dachu nad głową. Musiał więc on  spędzić noc całą pod gołym niebem, pod murem około kościoła i klasztoru.
Straty podczas bitwy: 18 zabitych, 126 rannych.


Środa d.5 maja.
Pogoda, upał za dnia noc chłodna.
[…] Do dalszego natarcia w d. 5 maja wyruszyła główna kolumna dywizji 12-tej pod dowództwem gen. Puchalskiego (3, 20, 57 pp. i artylerja) na gościńcu Biecz- Jasło.
Kolumna lewa 56 pp. miała poruszać się na równej wysokości przez Lisów- Sławęcin, 100 pp. zaś, który od sześciu dni nie miał ani godziny wypoczynku, przeznaczono jako rezerwę korpusu w Bieczu. Wydałem więc zarządzenie celem, wyszukania kwater alarmowych, czyszczenia broni, reparacji munduru i rynsztunku, nadrobienia od kilku dni zaniedbanych prac kancelaryjnych, no i wreszcie uroczystego pochowania naszych zabitych kolegów. Zaledwie wróciliśmy z cmentarza a już o 10h 45m przedpołudniem dostałem rozkaz telefoniczny polecający dołączenie do kolumny gen. Puchalskiego z pozostawieniem jednej kompanji celem ochrony parku lotniczego w Bieczu.
Jakoż o 11h wymaszerował pułk z Biecza, lecz zanim doścignął kolumnę gen. Puchalskiego otrzymał o 12h 30m w folwarku (M. H.) Lisówek nowy rozkaz przesunięcia się do wsi Lisów, do dyspozycji gen. v. Metz- bitwa była bowiem już rozpoczęta.
W Lisowie o 13h 30m informowano mnie o przewidzianym ataku nocnym; pułk może wprawdzie wypocząć za wzgórzem 325, lecz być też i za dnia gotowym do akcji.  Sposobności tej użyłem do przeformowania pułku, ponieważ w poprzednich bitwach  stracił on 42 oficerów i 1.350 ludzi. Rozwiązałem więc bataljon I, aby nim zasilić inne kompanję. PO przetworzeniu tem składał się pułk z bataljonu trzeciego ( 4 kompanje), bataljonu IV ( 2 kompanję), 4 oddziałów karabinów maszynowych, kompanji technicznej i oddziału wywiadowczego. Do wieczora wydano żywność z kotła: kto mógł a miał- zmieniał bieliznę, mył się w potoku, czyścił rynsztunek i wreszcie ułożył się do snu, wiedząc, iż czeka go noc ruchliwa. […] Wyruszono z Lisowa o 20h wieczór. Na wschód od Skołyszyna ugrupowano pułki do do ataku, który rozpoczął się o 23h w nocy. Bez względu na ogień nieprzyjacielski i straty posuwano się całkiem cicho przez 20m aż do okopów przeciwnika, które zdobyto bagnetem, biorąc tylko nielicznego jeńca. Nieprzyjaciel ratował się ucieczką, spaliwszy po drodze domy i zagrody.
100 pp. poniósł małe straty ( 3 zabitych, 7 rannych). Po zdobyciu pozycji Rosjan ściga ich gwardia w kierunku na Dąbrówkę, 56 pp. na Opacie, 100 pp. na grzbiecie wzgórza w kierunku na znak trygonometryczny 317, który o 2h 30m osiągnięto. Teraz wysunięto straże ubezpieczające i wywiad, rozkładając biwak na wzgórzu, chociaż na krótki nocleg. Patrole wywiadowcze aż do Wisłoki nie natrafiły nigdzie na nieprzyjaciela.

Czwartek d. 6 maja.
Ciepło, pogoda, noc zimna. […]
Po wypoczynku dwugodzinnym wyruszył 100 pp. o 6h rano z biwaku na wzgórzu 317 w kierunku na Jareniówkę. Lekki tabor i kuchnie polowe pułku zadyrygowano przez Trzcinicę na szosę Biecz- Jasło. Do 8h rano rozwinął się bataljon III na wzgórzach na wschód od wsi Jareniówki, pół zaś batljonu IV w odwodzie. Oddział wywiadowczy przeprawił się przy pomocy oddziału pionierów o 9h 20m  na drugi brzeg Wisłoki, celem dokładnego wywiadu pozycyj nieprzyjacielskich, które obsadzone były dość silnie, począwszy od zamku w Ułaszowicach przez wzgórze 307, Kowalowy, Wyrąbiska 342 i na stokach ku wsi Podzamcze.
Ponieważ zamierzano forsować Wisłokę natarciem, przeto batljon III o 9h 30m obsadził wieś Kaczorowy, a równocześnie podjęła artylerja nieprzyjacielska silny ogień, skutkiem czego rozbito i spalono kilka domostw we wsi Kaczorowy i Jareniówce.
O 11h 30m począł nieprzyjaciel prażyć ogniem działowym 56 pp., maszerujący na południowym wzgórzu Jareniówki.
O 12h przesunięto kompanję ze wzgórza 272 na północny skraj wsi Bryły w celu ubezpieczenia lewej flanki bataljonu III. W tym czasie nadesłał dowódca oddziału pionierów raport ze zbadania Wisłoki, stwierdzający możliwość przejścia przez Wisłokę w bród tylko powyżej ujścia Jasiółki (1-1.20m. głębokości).  Wobec tego przedstawiłem dowództwu swój pogląd. A więc bez współudziału artyleryji własnej, która znajdowała się przy południowej kolumnie na szosie Biecz – Jasło, nadto bez łodzi i innych pomocniczych środków do przeprawy poniżej ujścia rzeki Jasiółki, przejść Wisłoki w bród nie podobna. Dalej półtora bataljonu 100 pp. jest w ogóle siłą niewystarczającą ku zdobyciu wzgórz nieprzyjacielskich tem bardziej, że cała dolina Wisłoki, aż po szosę Jasło – Kołaczyce, utrudniając ukryte podejście do pozycyj przeciwnika, wprost naraża pułk na zagładę. Wreszcie atak ten leżał by w strefie korpusu gwardyji. Wszystko to ściśle rozważywszy, brygadjer gen. v. Metz rozkazał zaniechać dalszych przygotowań do frontalnego forsowania Wisłoki, natomiast zaś przesunąć, zanim zapadnie zmierzch, niespotrzeżenie  bataljon III 100 pp. ku ujściu Jasiółki, a to celem przeprawy brodem.
Przeto o 20h 45m rozpoczęto przeprawę tę, pozostawiając 1/ 2 bataljonu IV na wzgórzu 272 aż do ukazania się oddziałów gwardyji.
O 22h 30m zakwaterował się 100 pp., do nitki przemokły i zziębnięty w Jaśle, gdyż mimo dzień gorący woda Wisłoki była dość zimna. Kuchnie polowe i tabor nadeszły o 23h przed północą.   
  

        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz