.

Jak co roku, wraz z nastaniem czerwca udajemy się na przerwę wakacyjną. Kolejny nowy post na naszym blogu pojawi się w niedzielę, 3 września. Jednocześnie cały czas zapraszamy na naszą stronę na Facebooku, gdzie przez cały letni okres niezmiennie będziemy prezentować ciekawostki historyczne związane z regionem, jak zdjęcia, ogłoszenia prasowe, itp.

Śledź nowe posty

niedziela, 10 sierpnia 2014

Spektakularne akcje Polskiego Podziemia w jasielskim

Rozwój polskich organizacji konspiracyjnych o charakterze niepodległościowym zaczyna się na terenach dzisiejszej Polski południowo-wschodniej niemal w tej samej chwili kiedy ustają ostatnie strzały kampanii wrześniowej. Początkowo samoistnie w szeregu miejscowości tworzą się luźne grupy konspiratorów, które jednak stosunkowo szybko wchodzą w skład pierwszej ogólnopolskiej organizacji Służba Zwycięstwu Polski (SZP), przemianowanej jeszcze w listopadzie 1939 r. na Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) a od lutego 1942 r. znanej jako Armia Krajowa (AK).  Na południowych terenach dzisiejszego województwa podkarpackiego, już w październiku 1939 r. powstaje  Inspektorat Krosno na czele którego staje por. rez. Stanisław Pieńkowski pseudonim „ Strzembosz”.  Obejmował on swoim zasięgiem przedwojenne powiaty: Krosno, Jasło, Sanok, Brzozów oraz część powiatu Lesko. Należy dodać iż w nomenklaturze podziemia powiat nosił nazwę obwodu. Jednym z najlepiej zorganizowanych i prężnie działających jak na warunki konspiracyjne  obwodów w regionie był jasielski, na czele którego stanął por. artylerii Józef Modrzejewski, który początkowo posługiwał się pseudonimem „ Sęp”. Obwód gorlicki  natomiast wszedł w skład Inspektoratu Nowy Sącz wraz z przedwojennymi powiatami: nowosądeckim, limanowskim oraz nowotarskim, a na jego czele stanął oficer kawalerii rtm. Marian Waldeck posługujący się pseudonimem „Kątski”.  Po zorganizowaniu obwodów przystąpiono do tworzenia struktur organizacji w każdym miasteczku i wiosce. Ludzie wciągnięci do konspiracji składali przysięgę kładąc palec na krzyżu, który każdy dowódca musiał nosić ze sobą. Przysięga zmieniała się z rozwojem organizacji, ale ostateczne jej brzmienie było następujące: W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia i przysięgam być wierny Ojczyźnie mej Rzeczpospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił- aż do ofiary mego życia. Prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało.
Odbierający przysięgę wypowiadał następujące słowa:
Przyjmuje Cię w szeregi Armii Polskiej, walczącej z wrogiem w konspiracji o wyzwolenie Ojczyzny. Twym obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku. Zwycięstwo będzie twoją nagrodą. Zdrada jest karana śmiercią.
Jedna z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia  miała miejsce w Jaśle w nocy z 5 na 6 sierpnia 1943 r. Wiosną tegoż roku okupant wykrył kilka różnych i niezależnych siatek konspiracyjnych na Podkarpaciu. W czerwcu zdołali Niemcy rozbić całkowicie krośnieński i gorlicki Ośrodek Kedywu, paraliżując w znacznym stopniu działalność całego rzeszowskiego rejonu tej formacji. Szeroko zakrojone aresztowania objęły jednocześnie wywiad AK i lokalną siatkę tajnego nauczania. Gestapowcy barbarzyńskimi metodami wymuszali od aresztowanych zeznania, umożliwiających ujęcie dalszych członków ruchu oporu. Wsypę należało natychmiast przerwać. Uczynić to można było tylko poprzez skuteczne uderzenie na więzienie i odbicie aresztowanych. Pomysłodawcą całej akcji był pracujący dla polskiego podziemia strażnik więzienny „ Trójka”, a przygotował ją i przeprowadził ppor. Zenon Sobota ps. "Korczak”.  W skład jego grupy weszli także: ppor. Zbigniew Cerkowniak ps. „Boruta”,  Zbigniew Zawiła ps. „Żbik”, Stanisław Kostka ps. „ Dąbrowa”, Stanisław Magura ps. „Paw” oraz strażnik więzienny Józef Okwieka ps. „Trójka”, który dostarczył cennych informacji na temat atakowanego obiektu. Uzbrojenie grupy „Korczaka” stanowiło: 1 pistolet maszynowy, 5 pistoletów automatycznych i dwa granaty ręczne.  Podstawą wyjściową grupy uderzeniowej była willa inż. Madejskiego ps. „Łukasz”., gdzie 5 sierpnia 1943 r. po godzinie policyjnej  i pod osłoną ciemności zebrali się konspiratorzy. Tuż po godzinie 23 „Trójka”, zgadnie z planem, zasygnalizował błyskiem światła, iż za moment odprowadzający go dyżurny strażnik otworzy bramę. Na ten znak wszyscy biorący udział w akcji przeskoczyli przez parkan i stanęli „ przypłaszczeni” do muru w ustalonej wcześniej kolejności. O mało co całe przedsięwzięcie zakończyło by się fiaskiem, gdy strażnik  przy drzwiach więziennych otworzył je i zauważył grupę „ Korczaka”, natychmiast usiłował je zatrzasnąć, ale odwaga i szybka orientacja „Boruty”, który momentalnie wsunął but między drzwi i uniemożliwił strażnikowi zamknięcie ich uratowała sytuację. W tej chwili sterroryzowany strażnik bez próby oporu podniósł ręce do góry. Rozbrojono go. „Trójka” ze zdobycznym rewolwerem w ręce poprowadził do gmachu. Teraz decydowały sekundy. „Korczak” z „Borutą” opanowali wartownię, „Dąbrowa” zaś wbiegł na drugie piętro i rozbroił strażnika na oddziale politycznym.. w kilka minut więzienie zostało opanowane. Okryci błyszczącymi przeciwdeszczowymi płaszczami, w długich butach i charakterystycznych tyrolskich kapeluszach, AK-owcy wykrzykiwali polecenia po niemiecku, gdyż przed więźniami mieli udawać gestapowców pozorując formowanie transportu. Wypędzeni z cel ludzie, stając na korytarzu twarzą do ściany, tworzyli długi milczący szereg. Nagle ktoś zerknął za siebie i rozpoznał „Korczaka”. Okrzykiem zaszokował innych. Porządek prysnął. Zdawało się iż nie uda opanować się nagłego wybuchu radości, który w każdej chwili mógł spowodować fiasko całej akcji, ostatecznie jednak przywrócono ład. Z rozbitych magazynów rozdzielono chleb i zapasowe części garderoby. „Żbik” wypłacił więźniom zapomogi. Sformowano kolumnę marszową wybierając silniejszych do przedniej i tylnej straży. W pewnym momencie ktoś zameldował, iż w swoim służbowym pokoju śpi zapomniany jeszcze jeden funkcjonariusz służby więziennej., gestapowski konfident Jan Musiał. „Korczak” wysłał tam „Żbika”, „Borutę”,  „Dąbrowę”  i kilku  uzbrojonych więźniów. Obudzony strażnik, podstępem skłoniony przez „Trójkę” do otwarcia drzwi, skoro ujrzał zbrojnych, próbował zatrzasnąć je z powrotem. „Boruta” zablokował szparę nogą i lufą Visa. Gromadka ludzi naparła. Drzwi odskoczyły. Przerażony Musiał chwycił lufę wymierzonego pistoletu i usiłował wykręcić broń ku twarzy „Boruty”. W ciasnej framudze doszło do walki wręcz, podczas której padł strzał, zresztą jedyny podczas całej akcji. Pocisk ranił strażnika w dłoń. Ranny zaprzestał oporu. Opatrzonego odprowadzili więźniowie do ciemnicy w piwnicach. Tuż przed opuszczeniem gmachu zerwano połączenie telefoniczne i otworzono cele więźniów pospolitych, informując ich, że po 15 minutach mogą rozejść się indywidualnie w dowolnym kierunku. Większość skorzystała z tej okazji. 30 minut po północy „Korczak” wyprowadził poza bramę zwarty oddział uwolnionych, który przeszedł ulicą kolejową, potem przez tory obok stacji drogą wzdłuż klasztornego muru i dalej na południe ku lasom.
Rozbicie jasielskiego więzienia miało dla Niemców posmak skandalu. Alarm nastąpił wkrótce po odejściu zespołu dywersyjnego z 66 osobowym oddziałem uwolnionych i po indywidualnej ucieczce około 120 innych więźniów. Chaotyczne początkowo poszukiwania nie naprowadziły nieprzyjaciela na właściwy ślad i nie dały rezultatów.  Bez wyniku pozostały także obławy, rewizje i kontrole kontynuowane na znacznym obszarze przez długi jeszcze czas. Niemcom nie udało się  wówczas schwytać sprawców napadu i uwolnionych więźniów- jedynym ich sukcesem był powrót do więzienia kilku ludzi, spowodowany obawą o los rodzin zagrożonych represjami.  Niestety długotrwałe śledztwo przyniosło niestety gestapowcom częściowe wyniki. Niemal w pięć miesięcy po akcji „W”, nocą z 3 na 4 stycznia 1944 r., aresztowano Ludwika i Flossi Madajewskich „ Łukaszów” z synami Ludwikiem i Zdzisławem, a następnego dnia Stanisława Magurę ps. „Paw” razem z bratem Janem ps. „Koliber” oraz kilku jeszcze żołnierzy Kedywu. Za udział w walce o życie i wolność innych zapłacili oni wszyscy najwyższą cenę. Zginęli zamordowani przez Niemców.
Po polskim ataku na jasielskie więzienie hitlerowcy nie odpowiedzieli zwykłym w takich przypadkach odwetem wobec miejscowej ludności, stosując przede wszystkim szereg rygorów wobec siebie samych. Dotychczasowego szefa Sipo (Sicherheitspolizei, policja bezpieczeństwa) Raschwitza przeniesiono do Nowego Sącza, a miejsce  jego w Jaśle zajął osławiony oprawca sądecki Heinrich Hamann, zapowiadając, że zrobi tutaj porządek z grasującymi bezkarnie „ polskimi bandytami”. Na stanowisko usuniętego natychmiast naczelnika więzienia dra Diducha przybył cieszący się najgorszą opinią funkcjonariusz straży więziennej z Tarnowa. Natomiast jasielski starosta dr Gentz musiał tłumaczyć się przed gubernatorem Frankiem.
Równie spektakularną akcją był wypad na „Gamrat” przeprowadzony w nocy z 4 na 5 grudnia 1943 r. Celem tego przedsięwzięcia było zdobycie broni. Gamrat to pagórkowaty zalesiony teren  w pobliżu wsi Krajowice, kilka kilometrów na zachód od Jasła. Na tym terenie rząd polski rozpoczął budowę podziemnej prochowni. Była ona na ukończeniu, gdy wybuchła wojna polsko-niemiecka. Obok prochowni wybudowano bloki mieszkalne dla pracowników. Przygotowując atak na Rosję, Niemcy zamienili ten obiekt w punkt zaopatrzenia w broń i amunicję. W czerwcu 1941 r. stał on się punktem gromadzenia, selekcji i naprawy broni zdobytej na Armii Czerwonej. W tę broń zaopatrywano następnie oddziały formowane z jeńców rosyjskich, którzy zgłosili gotowość do walki z komunizmem po stronie Hitlera. W blokach zakwaterowano około 200 żołnierzy niemieckich. Byli to rusznikarze oraz wartownicy. W barakach znajdowało się 600 tzw. Kalmuków, jeńców zorganizowanych do walki z Rosją po stronie niemieckiej. Teren był otoczony drutem kolczastym. Przy trzech bramach wjazdowych znajdowały się wartownie. Przy głównej bramie warta składała się z kilkunastu ludzi. Przy dwóch pozostałych z czterech. Przy konserwacji broni i amunicji pracowało tam kilkuset Polaków. Wśród tych ludzi AK miało zorganizowany oddział, którego dowódcą był sierż. Szymański. To on właśnie dał grupie dokładne rozpoznanie i ułatwił wykonanie akcji. Władze niemieckie zatrzymywały czasem na noc polskich pracowników dla nadzorowania centralnego ogrzewania budynków koszarowych. Jednym z nich był sierż. Szymański. W budynku do którego miał dostęp, zakwaterowani byli żołnierze na pierwszym piętrze natomiast w piwnicy znajdował się magazyn broni i amunicji. Plan polegał na tym, by w nocy, gdy przypadnie dyżur na sierż. Szymańskiego, wydobyć broń w miarę możliwości unikając walki z przeważającą siłą niemiecką. Sierż. Szymański miał uprzednio odkręcić śruby zawiasów drzwi wejściowych do piwnicy oraz przeciąć druty kolczaste płotu następnie dać sygnał świetlny oddziałowi, że moment na ich wejście jest odpowiedni. Oddział w sile 24 ludzi zebrał się w lesie w pobliżu Warzyc, skąd przez lasy ruszył w kierunku Kowalów a następnie na „Gamrat”. Gdy oddział znalazł się już nad Wisłoką, 150 metrów od celu ataku, pojawił się umówiony sygnał świetlny. W tej chwili 12 członków AK przeprawia się a reszta oddziału pozostaje po drugiej stronie rzeki dla zabezpieczenia odwrotu i przenoszenia broni. Budynek, w którym znajduje się broń, jest odległy około 100 metrów od brzegu rzeki, na małym wyrębie leśnym. Oddział skrada się lasem, by wkrótce stanąć na brzegu kilkanaście metrów od obiektu. Zatrzymuje się, by zorientować się w położeniu i ugrupować do wykonania zadania. Grupa złożona z pięciu ludzi ma w odpowiednim momencie przeskoczyć do budynku. Ich zadaniem jest wkraść się do piwnicy i przez okno wyłożyć broń i amunicję. Dowódca uzbrojony w pistolet maszynowy Bergmana ubezpiecza na wprost wejście do obiektu. Kilka kroków zanim znajduje się pozostałych sześciu ludzi, których zadaniem jest przenosić broń spod okna do lasu a następnie do rzeki, gdzie zdobycz ma być odebrana przez pozostawioną na drugim brzegu dwunastkę. Nocą budynek był oświetlony a wewnątrz na pierwszym piętrze poruszali się żołnierze niemieccy i głośno rozmawiali. Od czasu do czasu pojedynczy żołnierze wychodzili na zewnątrz i szli do sąsiedniego budynku. Oddział czeka na odpowiedni moment, by śmiałkowie weszli niepostrzeżenie. Wejść musieli tymi samymi drzwiami, którymi od czasu do czasu wychodzili żołnierze niemieccy. Wreszcie po pewnym czasie piątka szczęśliwie wskakuje do wnętrza budynku i już po chwili pierwsze karabiny i PM wysuwają się z okna piwnicy. Bezzwłocznie skokami grupa ukryta w krzakach podbiega po odbiór „pakunku”. Po kolejnych paru minutach wychodzi piątka z piwnicy. Teraz jedenastu ludzi przenosi zdobycz nad rzekę, skąd odbiera ją pozostała dwunastką. Wszystko udało się doskonale i Niemcy nie zostali zaalarmowani. Akcja zakończyła się sukcesem, AK zdobyło w ten sposób 1 ckm, 20 kb, 9 PM Mass, 8 pistoletów Vis, 50 granatów ręcznych i kilka skrzyń amunicji. Nad brzegiem rzeki oddział rozdziela ładunek tak, że każdy z żołnierzy ma na sobie kilkadziesiąt kilogramów ciężaru. Z takim ładunkiem, brnąc po kolana w śniegu AK-owcy udają się po ośnieżonych wzgórzach w drogę powrotną do Warzyc.
Podziemna działalność wymagała nie małych nakładów finansowych. Pieniądze zdobywano nieraz w różny sposób, niekiedy także napadając na różne niemieckie firmy. Przykładem takiego działania jest akcja wykonana na początku marca 1943 r. na kasę firmy Karpaten Oil. Uderzenia dokonała grupa „Korczaka” w sile 8 ludzi a łupem ich padło w sumie 289 203 zł.
W ramach akcji dywersyjnej prowadzona była także akcja „Wrzód” mająca za zadanie tępienie bandytyzmu na terenie powiatu. Innego rodzaju akcją było niszczenie „bimbrowni”, czyli domowych urządzeń do pędzenia alkoholu. Nadużywanie alkoholu było uznawane przez władze AK za przestępstwo. Obwód stosował też środki odstraszania, które miały przypominać, że okupacja trwa. Patrol minerski spreparował bombę czasową wybuchowo-łzawiącą, która dawała dużo huku i „zapachu”, ale nie powodowała śmierci czy ciężkich obrażeń. Bomba taka podłożona przez patrol w kinie jasielskim spowodowała nieopisaną panikę i poturbowała ludzi przy drzwiach wyjściowych. W wyniku wybuchu kobieta odniosła ranę nogi, a mężczyzna stracił oko. Akcja ta na dłuższy czas odstraszyła wielu amatorów kina pod kierownictwem hitlerowskim.

W październiku 1943 r. AK przeprowadziło także niezmiernie ciekawe przedsięwzięcie, które zorganizowane zostało w ramach akcji typu „N” czyli w formie działań dywersyjno-propagandowych prowadzonych wśród Niemców. W tym to czasie zdobyto w starostwie adresy wszystkich Niemców i volksdeutschów mieszkających w Jaśle i jednocześnie wysłano przygotowane przez komórkę prasową w Warzycach listy z zawiadomieniem, że nadchodzi „october” (październik), zbliża się zima i klęska hitlerowskich Niemiec, że czas pakować rzeczy i wyjeżdżać bo powtórzy się Stalingrad. Nawiązując do tej akcji grupa dywersyjna w Jaśle rozplakatowała kilkanaście afiszy w różnych punktach miasta z tekstem: „ Uważaj October! Czy już zdecydowałeś się na wyjazd z Polski?”. Akcje te poruszyły bardzo ludność niemiecką mieszkającą w Jaśle, jednocześnie okupanci wszczęli drobiazgowe śledztwo w tej sprawie, ale pomimo skrupulatnych poszukiwań nie natrafiono na żadne ślady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz