niedziela, 31 sierpnia 2014

Zniszczenie Jasła

Zarządzenie starosty Gentza o ewakuacji mieszkańców Jasła.
Źródło: Jasło oskarża; zbrodnie hitlerowskie w regionie jasielskim,
 1939-1945. Pod red. naukową Stanisława Cynarskiego i Józefa Garbacika
.
Warszawa 1973.
Pod koniec lata 1944 r. klęska Niemców wydawała się być nieunikniona, wojska radzieckie podeszły pod Warszawę, a w południowej Polsce wskutek przeprowadzenia operacji lwowsko-sandomierskiej front zatrzymał się ledwie kilka kilometrów od Jasła. Wyczerpana Armia Czerwona chciała chwilowo na tym poprzestać i pouzupełniać braki w sprzęcie i ludziach. Ale sytuacja zmieniła się 29 sierpnia, kiedy to na Słowacji wybuchło antyniemieckie i antyfaszystowskie powstanie, wtedy to emigracyjne władze czechosłowackie zwróciły się do Stalina o pomoc. 8 września ruszyła wielka operacja dukielsko-preszowska, mająca wspomóc słowackich powstańców. Głównym kierunkiem natarcia wprawdzie była przełęcz dukielska, ale pociski zaczęły spadać także i na Jasło. Jak relacjonują świadkowie, Niemcy w popłochu opuścili na kilka dni miasto, którego jednocześnie nie zajęły wojska radzieckie. Hitlerowcy zorientowawszy się w sytuacji weszli ponownie do Jasła, ale nie oznaczało to powrotu do i tak trudnej okupacyjnej rzeczywistości. W umyśle starosty, Waltera Gentza, pełniącego tę funkcję od 1940 r. musiała już kiełkować destrukcyjna myśl. Miasto o które tak dbał, które z zapałem upiększał i rozbudowywał na styl niemiecki, nie mogło wpaść w łapy sowietów.
13 września w całym mieście pojawiły się obwieszczenia, nakazujące ludności cywilnej opuszczenie miasta do godziny 18 dnia 15 września. Zabrać przy tym można było tylko podręczny bagaż, a całą ludność skierowano w kierunku Biecza i Gorlic.
Gruz w miejscu ratusza.
Źródło: www.nowiny24.pl
Po tym terminie ekipy niemieckich saperów przystąpiły do systematycznego palenia i wysadzania kolejnych zabudowań miejskich. Pozostawiony przez mieszkańców majątek rabowano, domy po kolei oznaczano, decydując czy będzie wysadzony czy spalony.  Łuny pożarów widoczne były szczególnie nocami, nawet kilkanaście kilometrów od miasta. 15 grudnia cel został osiągnięty, miasto zostało zburzone w 97 procentach. Całkowitemu zniszczeniu 
uległo 704 domy, a 487 częściowo,  w całym mieście ocalało tylko 39 budynków, w tym aż 34 na przedmieściu Ulaszowice, gdzie kwatery swe mieli niemieccy saperzy. Dla porównania Warszawę zniszczono w
Hotel Krakowski - ulica Kościuszki
Źródło: www.nowiny24.pl
67 procentach, Wrocław, któremu Hitler nadał statut twierdzy i był zaciekle broniony w 65 procentach, Gdańsk w 50.

Trudno jest dzisiaj stwierdzić jak staroście Gentzowi udało się u wyższych władz niemieckich przeforsować decyzję o kompletnym zniszczeniu Jasła, wielce prawdopodobne jest jednak, że w argumentach pojawiała się próba realizacji taktyki „spalonej ziemi”, ponadto pojawiały się opinie iż zabudowa miejska utrudni obronę. W każdym razie wkraczające tutaj 16 stycznia wojska radzieckie zastały kompletne zgliszcza. Jaślanie powoli zaczęli wracać do tego co zostało z ich domów i niezwłocznie przystąpili do odbudowy miasta. 

środa, 27 sierpnia 2014

Bibliografia - ginące zawody

1.      Barut J., „Zabawki gliniane z XVII i XVIII w. znalezione w Gorlicach”, [w:] „ Polska sztuka ludowa nr 4-5”, PAN 1956.
2.      Battaglia R., „Stan obecny przemysłu wielkiego i średniego w Galicji”, Lwów 1912.
3.      Bazielichówna B., „Garncarstwo starosądeckie”, [w:] „Polska sztuka ludowa” nr2, PAN 1958.
4.      Brylak-Załuska M., „Maziarska wieś Łosie”, Zakład Narodowy im. Ossolińskich Wydawnictwo PAN 1983.
5.      Bugno E., „Chcą oddać fach w dobre ręce!”, Gazeta Gorlicka, 2007 nr83.
6.      Bugno E., „Prawdziwych maziarzy już nie ma?”, „Gazeta Gorlicka, 2008 nr65.
7.      Czubała D., „Folklor garncarzy polskich”, Katowice 1978.
8.       „Dunajec 51-52”, 21-28.12.1986.
9.      „Dunajec nr 27”, 1984.
10.   „Dzieje ziemi Krakowskiej w wypisach”, oprac. J. Bieniarzówna, Warszawa 1965.
11.  Falkowski J., Pasznycki B., „Na pograniczu łemkowsko-bojkowskim”, Lwów 1935.
12.  Fryś- Pietraszkowa E., „Kwiaty z bibułki, papieru i wiórów”, [w:] Piękno użyteczne czy piękno ginące”, Polskie towarzystwo ludoznawcze, Łódź 1997.
13.  Fryś- Pietraszkowa E., Kopczyńska-Jaworska B., „Garncarstwo”, [w:] „Piękno użyteczne czy piękno ginące”, Polskie towarzystwo ludoznawcze”, Łódź 1997.
14.  „Gazeta Nowosądecka”, [w:] „Gazeta Krakowska” nr 229: 1.10.2003.
15.  Głowa B., „Materiały do mapy ośrodków garncarskich w Polsce cz. V województwo rzeszowskie”, [w:] „Polska sztuka ludowa” nr15, PAN 1957.
16.  Głowa B., „Materiały do mapy ośrodków garncarskich w Polsce”, [w:] „Polska sztuka ludowa” nr3, PAN 1956.
17.  Kopczyńska-Jaworska B., „Snycerstwo”, [w:] „Piękno użyteczne czy piękno ginące”, Polskie towarzystwo ludoznawcze, Łódź 1997.
18.  Kotula F., „Rozmowy ze skorupami”, Rzeszów 1969.
19.  Kotula F., „Wincenty Jaskier rzeźbiarz zabawek”, [w:] „Polska sztuka ludowa nr 3”, PAN 1960.
20.  Limanowski B., „Galicja – przedstawiona słowem i ołówkiem”, Lwów 1892.
21.  Maczak A., Samsonowicz H., Zientara B., „Z dziejów rzemiosła w Polsce”, Warszawa 1984.
22.  Marczakowa K., „Kamieniarstwo ludowe u Łemków”, [w:] „Polska sztuka ludowa nr2”, PAN 1962.
23.  „Moszczenica: zarys dziejów 1348-1998 ”, Moszczenica 1998.
24.  Mościcki B., „Bielanka”, [w:] „Magury92”, Warszawa 1992.
25.  Motyka S., „Z problematyki organizacyjno – obyczajowej cechów miast regionu gorlickiego od XVI do XIX stulecia”, [w:] „Nad rzeką Ropą”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1965.
26.  Motyka S., „Z problematyki organizacyjno-obyczajowej cechów miast regionu gorlickiego od XVI do XIX stulecia”, [w:] „Nad rzeką Ropą”, Kraków 1965.
27.  Mulkiewicz O., „Wystawa sztuki ludowej Pogórzan gorlickich”, [w:] „Polska sztuka ludowa nr 3”, PAN 1960.
28.  „Nad rzeką Ropą. Zarys kultury lud,”, Wydawnictwo literackie, Kraków 1965.
29.  Pieracka K., „Na szlakach Łemkowszczyzny”, Kraków 1939.
30.  „Piękno użyteczne czy piękno ginące”, Polskie towarzystwo ludoznawcze”, Łódź 1997.
31.   „Pogórzanie gorliccy. Sprawozdanie z badań terenowych przeprowadzonych przez sekcję badania plastyki lud. Inst. Sztuki PAN”, Kraków 1960.
32.  Powiślańska-Mazur D., „Kowalstwo”, [w:] „Piękno użyteczne czy piękno ginące”, Polskie towarzystwo ludoznawcze Łódź 1997.
33.  Pyznar B., „Jak to dawniej w Polsce bywało”, Ropa 2009.
34.  Reinfuss R., „Ludowe kowalstwo artystyczne w Polsce”, PAN 1983.
35.  Reinfuss R., „Rzeźba figuralna Łemków”, [w:] „Polska sztuka ludowa”, PAN 1963.
36.  Reinfuss R., „Śladami Łemków”, Warszawa 1990.
37.  Reinfuss R., „Z etnografii powiatu jasielskiego”, [w:] „Studia z dziejów Jasła i powiatu jasielskiego”, pod red. Garbacik J., Kraków 1964.
38.  Reinfuss R., Świderski J., „Sztuka ludowa w Polsce”, Kraków 1960.
39.  Reychman J. i S., „Przemysł wiejski na podhalu”, Wrocław 1965.
40.  Seweryn T., „Polskie zabawki ludowe” [w:] „Polska sztuka ludowa nr 6”, PAN 1949.
41.  Seweryn T., „Zabawki ludowe jako odbicie zwyczajów, obrzędów, magii i legend” [w:] „Polska sztuka ludowa nr 1”, PAN 1957.
42.  Sidorowicz J., „Wymarły zawód”, „Gazeta Wyborcza”, 1994 nr165..
43.  Skuza A., „Ginące zawody w Polsce”, Warszawa 2006
44.  Sobańska B., „Ostatni dziegciarz Bielanki”, „Gazeta Krakowska”,18.IX.2009, s.16.
45.  Stachowiak A., „Łemkowskie krzyże kamienne i ich twórcy”, [w:] „Magury 02”, Warszawa 2002.
46.   „Studia z dziejów Jasła o powiatu jasielskiego”, pod. red. J. Garbacika, Kraków 1964.
47.  „Studia z dziejów wsi małopolskiej w II połowie XVIII w.”, Książka i Wiedza 1957.
48.  Ślawski T., „ Produkcja i wymiana towarowa Biecza w XVI i XVII w.”, Rzeszów 1968.
49.  Ślawski T., „Z przeszłości garncarstwa w Bieczu”, [w:] „Polska sztuka ludowa” nr4, PAN 1961.
50.  Świstek Z., „Z dziejów rzemiosła jasielskiego”, Jasło2007.
51.  Udziela S., „Ziemia łemkowska przed półwieczem”, Lwów 1934
52.  Wyrozumski J., „Tkactwo małopolskie w późnym średniowieczu”, Warszawa 1972.
53.  „Wywiad z panem Więcko przeprowadzony 4 stycznia 1986 r. przez Harnasia, [w:] „Magury 05”, Warszawa 2005.
54.  Zatorska A., „O dziegciu”, [w:] „Magury82”, Warszawa 1982.
55.  „Ziemia biecka. Lud polski w powiatach gorlickim i grybowkim”, Sądecka Oficyna Wydawnicza 1994.


piątek, 22 sierpnia 2014

Zabawkarstwo

Genezy wytwarzania zabawek moglibyśmy się doszukiwać już w czasach antycznych, jednak rozwój zabawkarstwa jako rzemiosła nastąpił w Europie dopiero w okresie reformacji. Zabawkarstwem zajmowały się różne grupy społeczne oraz zawodowe, poczynając od dzieci, których wyroby były zazwyczaj bardzo nietrwałe, rzemieślników, dla których było to zajęcie dodatkowe, po artystów dbających o walory artystyczne danego przedmiotu. Najogólniej zabawki możemy podzielić ze względu na materiał z którego zostały wykonane. W Polsce rodzaj surowca był ściśle związany z regionem. Produkcja zabawek drewnianych rozwijała się głównie w biednych, lesistych terenach południowej Polski. Głównym zajęciem mieszkańców tych okolic było wyrabianie drewnianych przedmiotów używanych w gospodarstwach domowych, wykonywanie zabawek było zaś dobrym sposobem na zarobienie dodatkowych pieniędzy. Wytwórstwem tym zajmowano się na ogół sezonowo i odbywało się ono zimową, w czasie mniejszego nasilenia prac gospodarskich.  Głównymi ośrodkami na łemkowszczyźnie były Kunkowa ,Leszczyny oraz Pstrążne, bogate w zasoby leśne. Wykonywano przede wszystkim ozdobne fujarki i grzechotki, ale również bąki, motyle na kółkach, karuzele, kołatki, wózki, taczki, ptaszki kłapiące skrzydłami. Podstawowymi materiałami do produkcji były takie drzewa jak: lipa, brzoza, olcha, topola, rzadziej kasztanowiec i wierzba. Innym podstawowym i szeroko rozprzestrzenionym typem zabawek były te wykonane z gliny. W wiekach ubiegłych zabawki gliniane stanowiły, obok wykonywanych z drzewa, podstawowy rodzaj zabawek dziecinnych i dlatego ówcześni garncarze traktowali ten dział produkcji jako wybitnie dochodowy. Wyrabiali masowo miniaturowe dzbanuszki i miseczki, lepili figurki zwierząt- głównie ptaszków, psów i koników. Jednymi z najmniej trwałych zabawek były te wyrabiane z masy chlebowej, często przez dzieci. Swoją genezę zawdzięczają wymarłej wcześniej tradycji lepienia wyrobów tragantowych- wykonywanych z masy składającej się z cukru, mąki i aromatycznej żywicy. Oprócz tych najczęściej spotykanych technik zabawkarstwa spotykamy również wyroby ze słomy , wikliny, sitowia i rogożyny. Wykonywane najczęściej były techniką wyplatania i uzupełniane różnymi dodatkami z innych materiałów. W miarę upływu lat drewniane zabawki zastępowano plastikowymi , a współcześnie również zmechanizowanymi i elektronicznymi. Dziś tradycyjnym wyrobem zabawek zajmuje się tylko kilka osób, spośród których wyróżnia się Stanisław Naróg.


Łyżkarstwo

Szkic: A. Kusiak
Tradycja wyrobu drobnych przedmiotów drewnianych codziennego użytku pojawiła się na łemkowszczyźnie już w XIX wieku. Głównym ośrodkiem produkcji tych przedmiotów była Nowica i Przysłup. W Nowicy najbardziej rozpowszechniony był pierwotnie wyrób łyżek. Przed pierwszą wojną światową robiono tam tzw. łyżki węgierskie, sprzedawane masowo po węgierskiej stronie. W okresie międzywojennym obok łyżek węgierskich zaczęto produkować również łyżki „warszawskie” (długości około 40cm) i „półwarszawskie” (długości 30cm). Oprócz łyżek wyrabiano też toczone wrzeciona i różnego rodzaju drobne artykuły użytku kuchennego, jak wałki do ciasta, tłuczki do ziemniaków, kopystki, montewki do mieszania mleka, ozdobne foremki do masła, grzybki do cerowania pończoch, fujarki, szczypce do bielizny, szufle do mąki i do cukru, a w czasach nowszych również wieszaki na ubrania. Z Nowicy produkcja wyżej wymienionych przedmiotów drewnianych przeniosła się w okresie międzywojennym do Leszczyn, które pierwotnie zajmowały się raczej pośrednictwem w sprzedaży wyrobów Nowickich. Początkowo produkcja odbywała się na bardzo prymitywnych maszynach, wytwarzanych we własnym zakresie przez samych producentów. Po drugiej wojnie światowej Leszczyny zostały zelektryfikowane, co pozwoliło niektórym wytwórcom zastosować nowoczesne maszyny o napędzie elektrycznym, co usprawniło znacznie produkcję. W czasach współczesnych zawód łyżkarza niemal całkiem zanikł, a archaiczne sposoby produkcji zostały już praktycznie zapomniane.


Koronkarstwo

Na wsi polskiej rozwój koronkarstwa datuje się na pierwszą połowę XIX wieku.
 Na tereny Beskidu Niskiego umiejętności rękodzieła koronkarskiego dotarły pod koniec XIX wieku z Włoch i Flandrii. W ten sposób wyrób koronek stał się w Bobowej i okolicznych wioskach takich jak Siedliska i Sędziszów powszechnym zajęciem. Mieszkańcy tych okolic pracowali głównie w sezonie kiedy było niewielkie natężenie prac gospodarskich. Produkty te były wykonywane przeważnie podczas wieczornych spotkań miejscowych gospodyń. Najbardziej rozpowszechniona była koronka klockowa, przed procesem produkcji rozpisywano wzór na papierze- czasem trzeba było na to poświęcić nawet kilka dni. Następnie wzór umieszczano na specjalnym bębnie wypchanym słomą lub sianem, w dalszej kolejności wbijano we wzór szpilki o które zaczepiano nici. Czas wykonania zależał od wielkości koronki i skomplikowania wzoru. Raz w miesiącu pojawiali się handlarze, którzy byli odbiorcami i nakładcami jednocześnie- dostarczali nici i składali zamówienia. Już w latach 1899-1927 istniała na terenie Bobowej Zasadnicza Szkoła Koronkarska. Po jej likwidacji zorganizowano kursy koronkarskie, które prowadzono do wybuchu II wojny światowej, a następnie kontynuowano po jej zakończeniu. Po wojnie swoją działalność rozpoczęła również  Publiczna Dokształcająca Szkoła Zawodowa, która w 1947 r. została przekształcona w Publiczną Średnią Szkołę Zawodową. W latach 50. XX w. miejscowe koronczarki założyły spółdzielnię koronkarską w Bobowej, która kontynuuje tradycję rękodzielnictwa aż po dzień dzisiejszy.





Hafciarstwo

Szerzej rozpowszechnione i niewątpliwie starsze od koronkarstwa było hafciarstwo. Zajmowały się nim uboższe dziewczęta i wiejskie kobiety wyszywając dla zamożniejszych gospodyń haftem chusty czepcowe, fartuchy i zapaski. W stroju, szczególnie kobiecym, najczęściej występował biały haft płaski ( swobodny) o drobnych motywach roślinnych, który spotykamy na chustach czepcowych, kołnierzykach, gorsach i mankietach koszul kobiecych. Obok niego występował haft dziurkowany, zdobiący najczęściej białe fartuszki zewnętrzne i lniane fartuchy ubierane pod spódnicę wierzchnią na podobieństwo miejskiej halki. Haft kolorowy w dawnym stroju nie miał zastosowania, natomiast znalazł on miejsce na nowszych gorsetach szytych zwykle z czarnego aksamitu gdzie obok haftu koralikowego i cekinów stanowił główną ozdobę.
W Ciężkowicach haftowano tez chustki na głowę w bardzo różne wzory na tzw. tamborkach. Były to koła, zwykle ze starego przetaka owinięte krajką sukienną na które zakładano chustkę, owiązywano pasem skórzanym i wyciągano jak skórę na bębnie. Sprzedawano je później okolicznym mieszkańcom.

Nie bez wpływu na rozwój ludowego hafciarstwa pozostawały miasta Gorlice i Biecz gdzie również haftowano piękne chusty sprzedawane następnie kobietom wiejskim.

Tkactwo

W południowej części małopolski typowym działem produkcji przemysłowej było tkactwo. Na jego rozwój wpływały dogodne warunki klimatyczne, a więc duża ilość opadów atmosferycznych, ułatwiająca uprawę lnu i konopi.
W miastach tkactwo stanowiło główne zajęcie ludności i było niejednokrotnie jej wyłącznym zawodem. Na wsi stanowiło poboczny zawód, poza rolnictwem jako głównym zajęciem.  Najważniejszymi ośrodkami tkactwa płóciennego w Małopolsce  były: Dębowiec, Gorlice, Żmigród, Osiek, Jasło, Dębica, Biecz, Krosno, Dynów, Przeworsk. Oprócz tych miast i miasteczek wymienia się cały szereg wsi: Libuszę, Sękową, Siary, Rzepiennik, Olszyny, Korczynę, Czechowice, Kombornię, Szerzyny.
Płótna wyrabiane na Pogórzu były przedmiotem szerokiego handlu, zarówno miejscowego jak i eksportowego. Szlaki handlowe sprzedawców płócien wiodły zarówno w kierunku północnym (kongresówka), jak i zachodnim (głównie Śląsk) czy południowym (Węgry). Oprócz tkactwa płóciennego występowało też tkactwo sukienne, które rozwijało się bujnie na tych terenach od XV w.
Tkactwo na tych terenach rozwijało się pomyślnie aż do II połowy XIX w., kiedy to daje się zauważyć upadek tego przemysłu, gdyż chłopi ograniczyli się do produkcji zaspokajającej domowe potrzeby, fabryki zaś ułatwiły wyrób płótna na wielką skalę, wdarły się do użytku powszechnego bawełniane materiały.




Kowalstwo

Zastanawiając się nad historią kowalstwa można jego początków szukać wiele wieków wstecz. Już wtedy ludzie szukali sposobów na ułatwienie sobie życia. Wytwarzali różne narzędzia, które były wykorzystywane później w życiu codziennym. W przeszłości rzemiosło to nie było jednolite i różniło się od siebie , w zależności od ośrodka w którym było wykonywane. Najogólniej można dokonać podziału kowalstwa na rzemiosło miejskie, dworskie oraz wiejskie.
Na łemkowszczyźnie kowalstwem zajmowali się głównie Cyganie, których w każdej niemal wsi mieszkało po kilka rodzin. Mężczyźni trudnili się dziedzicznie kowalstwem i muzyką.

Typowe kuźnie stanowiły zazwyczaj osobne domki o niewielkich wymiarach (np. 4x4 m ), z okrągłych belek „na zrąb”. Wyposażenie narzędziowe stanowiły 2-3 kowadła, młotki, kleszcze, przecinaki, świdry itd. Paleniska, przeważnie kamienne, rzadko kiedy z cegły, robiono z reguły na zaprawie glinianej. Imadła i kowadła osadzano w drewnianych pniach, wkopanych w ziemię. Czasami kuźnie były wyposażone w dwa ogniska. Dmuch dawały zwykle miechy skórzane różnych typów ( sercowe, trójkątne, cylindryczne), umieszczane w kącie kuźni i poruszane przez pomocnika kowala. Zarysowujący się po I wojnie światowej kryzys w zawodzie kowalskim, nie wytrzymujący konkurencji wyrobów fabrycznych, spowodował zmniejszenie personelu zatrudnionego w kuźni. Zazwyczaj pracował w niej już tylko sam kowal, któremu przy pracy na kowadle pomagał doraźnie zainteresowany klient. W późniejszym okresie w całym kraju ilość kuźni topniała z każdym rokiem. Wielu kowali wiejskich przechodziło do przemysłu lub do uspołecznionych warsztatów naprawczych działających na wsi. W kolejnych dziesięcioleciach wskutek coraz większej mechanizacji rolnictwa,  nieliczni pozostali w zawodzie kowale byli zmuszeni zmienić charakter swoich usług.

Kapelusznictwo

Kapelusz. Szkic: A. Kusiak
Pierwsze wzmianki o kapelusznikach mamy z 1487 r. Trudnili się oni wówczas, prócz swojego zawodu także handlem wełną. W Bieczu kapelusznicy nie byli zorganizowani w oddzielny cech. Należeli oni do cechu mieszanego. Byli stosunkowo liczni, ale o ich działalności nic prawie nie wiemy. Rejestr z 1629 r. wymienia ich czterech, a z roku 1633 dwóch. W latach 1539 -1688 prawo miejskie przyjęło 13 kapeluszników. W księdze cechu wielkiego spotykamy także kilku mistrzów wstępujących do tego zawodu, prowadzących oddzielne warsztaty i przyjmujących chłopców do nauki rzemiosła. Nauka w tym rzemiośle trwała trzy lata. Do uprawnień kapeluszników należał prawdopodobnie tylko wyrób kapeluszy, albowiem prawo wyrobu czapek futrzanych mieli zastrzeżone kuśnierze, natomiast czapki niefutrzane szyli krawcy. W okolicznych wioskach nieliczni mieszkańcy wyrabiali kapelusze m.in. z kawałeczków sukiennych, które później sprzedawali na okolicznych targach. Wykonywali je głównie w chwilach wolnych od prac gospodarskich. Innym powszechnym typem kapeluszy były te wyrabiane ze słomy, zazwyczaj przez okolicznych pastuchów. Wyrabiali oni również koszyczki do pieczenia chleba oraz słomianki pod drzwi.

            W obecnych czasach wystawę kapelusznictwa możemy obejrzeć na Słowacji w Nowym Jiczynie w Powiatowym Muzeum Krajoznawczym, które ma tutaj stałą ekspozycję kapeluszy, dokumentującą rozwój kapelusznictwa nowojiczyńskiego.

Gonciarstwo

Pierwsze wzmianki o gonciarstwie w okolicach Gorlic dotyczą Szymbarku i okolicznych wsi, a pochodzą z XVII w. Na łemkowszczyźnie niezbyt intensywna gospodarka oraz słabe ziemie nie dawały wystarczających dochodów do utrzymania rodziny, dlatego Łemkowie chwytali się zajęć pozarolniczych. Rozpowszechnione było na tych terenach gonciarstwo. Produkowano gonty masowo od drugiej połowy XIX wieku, w niektórych wsiach na ogromną skalę. Warto dodać, że robione były ręcznie. Zbyt znajdowano głównie na terenie Słowacji.
Głównymi ośrodkami tego rzemiosła były miejscowości od dawna zajmujące się produkcją przedmiotów z drewna. Wymienić tu należy takie wsie jak: Nowica, Przysłup, Leszczyny, Wołowiec czy Łosie.
Tajemnicą mistrzów gonciarstwa był odpowiedni dobór drzewa. Gonty robiło się bowiem z drzewa jodłowego, gdyż przede wszystkim nie ma kanałów żywicznych, dzięki czemu po wysuszeniu nie powstają dziury. Gonty zazwyczaj wyrabiano w lesie, na miejscu ścinki drzewa.

Dobrze zrobiony gont mógł wytrzymać nawet 80 lat. Gonty produkuje się po dziś dzień, jednak dzisiejsze gonty robione są z suchej tarcicy, dlatego nie mają żywotności gontów robionych metodą tradycyjną.


Gonciarstwo - wersja rozszerzona

Bibułkarstwo

Tradycja tworzenia ozdób z bibuły wiąże się ze zwyczajem zdobienia izb mieszkalnych, głównie z okazji dorocznych świąt kościelnych. Bibuła znalazła zastosowanie przy wyrobie ozdób w okresie dwudziestolecia międzywojennego. W ich wyrobie specjalizowały się dziewczęta. Kobiety, które zajmowały się wyrobem kwiatów z bibuły nazywano kwiaciarkami. Bibułkarstwem gospodynie zajmowały się głównie w długie, zimowe wieczory. Inspirację dla twórczyń stanowiła beskidzka przyroda. Ozdoby odwzorowywały głównie występujące w naturze kwiaty: maki, stokrotki, chabry, niezapominajki, dzwonki, ale również różne formy fantazyjne. . Podstawowy materiał do wyrobu to paski bibuły i drut, ale dla urozmaicenia wprowadza się także bibułę gładką, papier, pióra błyszczące itp. Kompozycje z bibułkowych kwiatów pojawiały się z rzadka na przeglądach i konkursach sztuki ludowej lub pamiątkarstwa, ale prawdziwą ich karierę zapoczątkowała wystawa zorganizowana  w 1965 r. z inicjatywy Cepelii w Warszawie. Odrębne miejsce wśród sztucznych kwiatów zajmują kwiaty z wiórów, które zaczęto produkować z tego surowca w Koziegłowach (częstochowskie). Produkowane na użytek środowiska wiejskiego, sprzedawane były na okolicznych jarmarkach. Produkcję tę, choć nawiązującą do tradycyjnych, miejscowych umiejętności plecionkarskich trudno jednak zaliczyć w pełni do twórczości ludowej.

Bibułkarstwo - wersja rozszerzona

Snycerstwo

Snycerz przy pracy. Szkic: A.Kusiak
Łatwość zdobycia materiału, jak i jego obróbka nie wymagająca skomplikowanych narzędzi powodowały, że zdobnictwo w drzewie należało do najbardziej rozpowszechnionych dziedzin twórczości ludowej i sięga swymi korzeniami w zamierzchłą przeszłość. W II połowie XIX w. była na terenie wsi zjawiskiem powszechnym. Większość przedmiotów drewnianych sporządzanych przez chłopów w ramach gospodarstwa domowego była bowiem starannie wykonana i pięknie zdobiona. Jako surowiec, w zależności głównie od przeznaczenia zdobionych przedmiotów spożytkowane były różne rodzaje drewna. Jawor ceniony był za twardość i jasną żółtą barwę, buk i grab- za wytrzymałość, czereśnię i gruszę ceniono przede wszystkim ze względu na złocisty kolor. Miękkie drewno, lipowe czy świerkowe używano często do wyrobu form dłubanych. Do zdobienia wykorzystywano narzędzia takie jak: dłuta, rylce, strużki, cyrkiel stolarski. Wśród technik snycerskich wyróżniamy: ryt swobodny (płytkie nacinanie powierzchni drewna, stosowane przy przedstawianiu postaci ludzkich i zwierzęcych) oraz ryt cyrklowy (stosowany przy komponowaniu kół, rozet, gwiazd), a także technikę wiórkową, wrąbkową, ażurową, stempelkową, wypalania, nakładania, kołkowania. W dzisiejszej rzeczywistości umiejętności snycerskie w większości przypadków kultywowane są przez nielicznych specjalistów, często równocześnie stolarzy.

Snycerstwo - wersja rozszerzona.

Koszykarstwo

Koszyk wiklinowy z włóczkami. Szkic farbami: A. Kusiak.
Z domowego rękodzieła, służącego wyłącznie potrzebom własnego gospodarstwa
rozwinęło się plecionkarstwo (koszykarstwo).Rzemiosło to nie wymagało stosowania specjalistycznych narzędzi, zaś same wyroby plecionkarskie odznaczały się lekkością, wytrzymałością i elastycznością.
W rejonie Pogórza gorlickiego najwięcej koszyków wyrabiano w Wojnarowej, Ptaszkowej, Olszynach, Gródku i okolicach Biecza. Koszykarze wyplatali koszyki, opałki, opałeczki, kojce, kosze na ziemniaki, kosze wysiadówki dla kur, koszyczki na święcone, półkoszki do wozów, wasążki z wikliny, czyli łoziny, a w późniejszych czasach kosze na bieliznę i meble. Oprócz wikliny innymi popularnymi surowcami były: korzenie drzew świerkowych i sosnowych, jałowca, łupek laskowych (leszczynowych) oraz słoma, rogożyna, trzcina, a w terenach nadrzecznych także wierzba. Wykorzystywano również tak zwany łub, czyli darte drewniane taśmy, najczęściej z jesionu, osiki, akacji, a także słomy, która była 
dawniej surowcem ogólnodostępnym, tanim oraz łatwym w przygotowaniu do produkcji. Najlepszym materiałem była słoma żytnia zebrana z pola przed żniwami. Ze słomy wykonywano różnej grubości wałki tzw. powrósła, poszczególne wiązki słomy łączyło się ze sobą np. sznurkiem, drutem lub łykiem. Ze słomy wyrabiano naczynia zasobowe ule i słomianki do chleba.
Różnorodność form i kształtów koszy zależała od ich zastosowania. Duże i solidne kosze wykorzystywano do codziennej pracy w gospodarstwie, małe i lekkie – np. na grzyby.
Wprawdzie narzędzia nie były niezbędne w pracy koszykarza, aczkolwiek czasami dla ułatwienia sobie pracy używano: zbiorników żelaznych do moczenia wikliny, piecy do gotowania wikliny, noży, kolców do przytwierdzania wyrabianego kosza na ławie koszykarskiej, żelaznych pobijaków, rozdzielaczy, czyli drewnianych kółek do dzielenia prętów wiklinowych oraz sekatorów.
 Kosze wyrabiało się i plotło, stosując różne techniki. Do dziś widoczne są regionalne różnice w tym rzemiośle.


Kamieniarstwo

Kamieniarstwo na Łemkowszczyźnie posiada bardzo starą tradycję. Jedną z najwcześniejszych wzmianek, dowodzących niezbicie istnienia kamieniarstwa na omawianym terenie, jest zapis z 1667 roku w księdze miejskiej Jaślisk. Jednym z najpoważniejszych ośrodków ludowego kamieniarstwa na terenie Polski była do niedawna wieś Bartne, w powiecie gorlickim, wraz z kilkoma pobliskimi wioskami. Brak wiadomości historycznych nie pozwala nam ustalić, kiedy w Bartnem i wsiach okolicznych zapoczątkowane zostało rzemiosło kamieniarskie. Tradycja miejscowa wiąże je z momentem powstania wsi, którą według podania założyli przed mniej więcej 300 laty przybysze z niezbyt odległej Jasionki. . Tymi najstarszymi osadnikami i założycielami Bartnego mieli być według jednej wersji – niejacy Boroszowicz i Sobin, według innej – przodkowie Hnatowyczów, Dutkanyczów, Bykanyczów i Pidbereźniaków, których rody dotrwały w Bartnem, do czasów przesiedleń dokonanych na terenie Łemkowszczyzny w okresie okupacji i po zakończeniu II wojny światowej. Wśród miejscowości w których uprawiane było rzemiosło kamieniarskie, w najbliższym sąsiedztwie Bartnego znajdowały się Bodaki, Przegonina i Pstrążne. Wytwarzano tutaj głównie przedmioty użytkowe takie jak koła młyńskie oraz do żaren, brusy, a winnych mniej znaczących ośrodkach jak Wapienne i Folusz – również osełki oraz przetwarzano kamień do różnych celów budowlanych.

Innym niezmiernie ciekawym zagadnieniem związanym z twórczością artystów- kamieniarzy na terenach łemkowszczyzny, są często tu spotykane, pięknie wplecione w miejscowy krajobraz liczne kamienne kapliczki i krzyże. Obiekty te zaliczane są do tzw. Małych form architektury sakralnej.

Garncarstwo

Garncarz przy pracy. Szkic: A. Kusiak.
Modelowanie w glinie znane było człowiekowi od niepamiętnych, prehistorycznych czasów, wcześniej niż garncarstwo ścisłym znaczeniu tego słowa. Garncarstwo było umiejętnością bardziej złożoną, gdyż do modelowania dołącza się proces wypalania, a także zdobienia przy pomocy różnych technik. Wymagało odpowiedniej nauki zawodu oraz posiadania specjalnie wyposażonego warsztatu. Garncarstwo było rzemiosłem uprawianym dla szerszego kręgu odbiorców, zaś umiejętności zawodowe przekazywano najczęściej w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Rzemiosło to było uprawiane na szeroką skale w wielu ośrodkach. Największym z nich w powiecie gorlickim był Biecz. Pierwsze wiadomości źródłowe o bieckich garncarzach posiadamy z lat 1388- 1398, jednak dopiero począwszy od XVI w. zarówno wiadomości archiwalne jak i pozostałości wykopaliskowe dostarczają więcej materiałów do dziejów bieckiego garncarstwa. Oprócz miast rzemiosło to  rozwijało się również na wsiach, na terenie powiatu gorlickiego znajdowało się kilkanaście takich ośrodków. Z ważniejszych należy wymienić Rzepiennik Biskupi gdzie jeszcze w końcu XIX w. pracowało kilka rodzin garncarskich. Innym znaczącym ośrodkiem garncarskim była Stróżówka, gdzie jeszcze z początkiem okresu międzywojennego czynnych było podobno kilkanaście warsztatów garncarskich. Z innych pomniejszych ośrodków warto wspomnieć o Dominikowicach, Szalowej, a także o miejscowościach jak: Łużna, Mszanka, Glinik Mariampolski, Rożnowice, Racławice, Olszyny, Zagórzany ,Bystra, Klimkówka gdzie istniało  po jednym warsztacie
Garncarstwo nie było bardzo dochodowym rzemiosłem co moglibyśmy wnioskować po pozostałych po tym fachu przysłowiach jak np. „Garncarz z błota narobi złota”, aczkolwiek wytwórcy nie żyli w biedzie. Jednak od przełomu XIX i XX w. w skutek napływu fabrycznych przedmiotów, jak również obserwowanej w wielu rodzinach niechęci do kontynuowania tego rzemiosła ulegało on postępującemu zanikowi. Po chwilowym odrodzeniu po II wojnie światowej, począwszy od lat 70. proces nadal postępował. W chwili obecnej tradycyjnym wyrobem produktów glinianych zajmują się stosunkowo nieliczne osoby, wśród których warto wspomnieć o Janie Wiluszu ze Starego Sącza.  


Garncarstwo - wersja rozszerzona

Bednarstwo

Beczka na dziedzińcu Muzeum w Bieczu.
Obfitość i dostępność drewna od wieków sprzyjała rozwojowi rozmaitych rzemiosł drzewnych. Jednym z nich jest bednarstwo, czyli technika ręcznego wytwarzania naczyń i przedmiotów użytkowych z drewna. Na terenie słowiańszczyzny pierwsze wyroby bednarskie były znane już w III – V w. Bednarze pracujący w małych miastach lub na wsi, produkujący na rynek lokalny wykonywali cały asortyment naczyń potrzebnych w okolicy. . Na terenie pogórza gorlickiego głównymi ośrodkami tego rzemiosła były m.in. Nowica, Przysłup, Leszczyny gdzie produkcja wyrobów drewnianych była bardzo silnie zakorzeniona w miejscowej tradycji.  Bednarze w swojej pracy stosowali różne gatunki drewna. Zależało to od przeznaczenia, jakie wyprodukowane naczynie miało spełniać w gospodarstwie. Drewno twarde, sprężyste nadawało się do produkcji beczek, drewno miękkie do maselnic, wiader. Wyroby wiejskich bednarzy znajdowały zastosowanie w wielu dziedzinach gospodarstwa wiejskiego. Służyły zarówno do przechowywania i przygotowania pokarmów jak i do pracy w gospodarstwie rolnym. Miały różne kształty i formy. Od końca XIX w. bednarstwo wiejskie zaczęło powoli upadać, następowało systematyczne ograniczanie produkcji.

Bednarstwo - wersja rozszerzona

środa, 20 sierpnia 2014

Hitler i Mussolini na Podkarpaciu


Bunkier kolejowy Stępina-Cieszyna widok z lotu ptaka.
Zdjęcie z tablicy informacyjnej w bunkrze.
Filią obozu w Szebniach, był obóz pracy przymusowej dla więźniów polskich w Cieszynie. Spełniał on funkcję usługową dla załogi tzw. bunkra Hitlera w Stępinie. Wiosną 1940r. Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych hitlerowskiego Wermachtu wybrało Podkarpacie na lokalizację jednej z wysuniętych kwater dowodzenia, przygotowanych dla kierowania operacją zmierzającą do opanowania ZSRR. Jeden z głównych obiektów zlokalizowano we wsi Stępina. Prace budowlane rozpoczęto w lecie 1940r. Projektowanie i wykonawstwo spoczywało na największej niemieckiej organizacji budowlanej - Organizacji Todta. Dla zamaskowania rzeczywistego przeznaczenia inwestycji, oficjalnie przedsięwzięcie zarejestrowano jako budowa jednego z zakładów dla berlińskiej firmy chemicznej "Askania - Werke". Plac budowy objęty był ścisłą ochroną wojskowo-policyjną i dostęp do wznoszonych schronów żelbetonowych mieli tylko upoważnieni Niemcy. Łącznie zatrudnionych było ok. 3-6 tysięcy ludzi. Budowę zakończono w lecie 1941r. Zespół schronów obejmuje obszar o wymiarach ok. 1000 x 500 m, leżący w dolinie strumienia Stępinka. Do czasów współczesnych zachowało się 7 obiektów o konstrukcji żelbetowej. Cały zespół liczył kilkadziesiąt budynków, wieży strażniczych, bunkrów bojowych i strzelniczych. W skład zespołu wchodziło także kilka budynków drewnianych wraz z willą przeznaczoną dla dowódców najwyższej rangi. Około 600 m. od głównego bunkra znajdowało się trawiaste lądowisko dla samolotów. Zespół dzielił się na dwie grupy budowli: o znaczeniu zasadniczym (obiekty 1 i 2) i uzupełniające (pozostałe). Zespół był całkowicie samowystarczalny i przygotowany na wszelkie działania wojenne.

Wnętrze tunelu kolejowego Stępina-Cieszyna.

Obiekt nr 1 Żelbetowy schron tunelowy dla pociągu o długości prawie 400 m. Usytuowany jest równolegle do rzeki, u stóp pokrytego lasem zbocza. Budowla jest w znacznej części naziemna, ze względu na znaczną długość, ułatwiającą trafienie bombą lotniczą, wyeliminowano prostolinijny narys całej budowli, dlatego schron ma w rzucie poziomym kształt wycinka łuku kołowego o załamaniu około 8o. Schron podzielony jest na trzy sekcje (159 m, 72 m, 152 m), oraz przedsionek o dł. około 10 metrów. W poprzecznym przekroju pionowym budowla ma kształt niesymetrycznego ostrołuku, dla sprowokowania poślizgu trafiających bomb lotniczych. Grubość murów przekracza 2 metry. Według niemieckiej klasyfikacji odporności obiektów fortyfikacyjnych z 1939r., schron zapewniał przebywającym wewnątrz ludziom całkowite bezpieczeństwo przy kilkukrotnym trafieniu w to samo miejsce pocisku artyleryjskiego kalibru 220 mm. Do schronu prowadzi łącznie 9 otworów komunikacyjnych, każdy wyposażony był w śluzę chroniącą przed wybuchem oraz skażeniami chemicznymi i biologicznymi. Wewnątrz schronu znajdowało się szereg pomieszczeń magazynowych i schronowych dla załogi i obsługi pociągu. Schron kolejowy oznaczony nr 1 połączony był podziemnym kanałem ze schronem nr 2, który stanowił jego zaplecze. Budynki oddalone są od siebie o około 80 m. Schron ten podzielony był na kilka oddzielnych bloków, w każdym z nich znajdowały się urządzenia zapewniające funkcjonowanie całego zespołu: grzewcze, zaopatrujące w wodę, produkujące energię elektryczną, filtrujące powietrze. W budynku tym znajdowały się też zapasy wszelkich paliw i materiałów. Pozostałe obiekty (3-7) to budowle pomocnicze - bunkry bierno - bojowe oddalone od kilkudziesięciu do kilkuset metrów od głównego obiektu. Wszystkie o doskonałej odporności na wybuchy o grubości ścian ok. 2 m. Zadaniem ich było ukrycie drużyn piechoty i zablokowanie dostępu do głównych obiektów. Wszystkie zaopatrzone były w stanowiska ogniowe i urządzenia filtrujące powietrze. 

Spotkanie Hitlera z Mussolinimi. W tle schron kolejowy Stępina-Cieszyna.
Zdjęcie z tablicy informacyjnej w bunkrze.
Pomimo iż obiekt zwany jest potocznie przez okoliczną ludność bunkrem Hitlera to sam Fuhrer przebywał tutaj tylko jeden raz. 27 sierpnia 1941 r. swoim pancernym pociągiem Amerika przybył do schronu w pobliskim Strzyżowie, a stamtąd udał się samochodem do tunelu w Stępinie. Tego samego dnia dotarł tu pociąg wiozący przywódcę faszystowskich Włoch Benitto Mussoliniego. Obaj wodzowie spędzili w Stępinie jedną noc, po czym udali się na lotnisko w Krośnie. Stamtąd odlecieli na inspekcję wojsk walczących na Ukrainie. 

Ziemia jasielska i gorlicka - artykuł z roku 1811.


Zachowano pisownię oryginalną. 


Ułomek Topografii Cyrkułu Jasielskiego pisany w roku 1808.



Cyrkuł Jasielski w samem podgurzu karpakiem położony, ma tylko część trzecią na gorach leżącą; graniczy od wschodu z Sanockim, od północy z Tarnowskim, od zachodu z Sandeckim Cyrkułem, od południu zaś z Węgrami, które przedzielają Karpaty.
Oprócz licznych małych strumieni i potoków, które się wzdłuż i szerz całego wiią Cyrkułu, płynie tu 4 rzek właściwie z gór karpackich wytrysuiących. Jasiełka,; Dembowka i Ropa łącząc się pod Jasłem, formuią znaczną rzekę Wisłokę, która w Tarnowskim Cyrkule do Wisły wpada. Wisłok zaś przebiega Cyrkułn począwszy od granicy Sanockiego aż do Rzeszowskiego, w którym ostatnim wpada do Sanu.
Cały Cyrkuł iest wzgórkami okryty, które chociaż mniey od nizin rzecznych tu i owdzie szerszych lub wąższych są żyzne, przecież sowicie rolnika nagradzaią pracę, a osbliwie gdy na mieyce wymuloney po groblach ziemi, gnoiu nawieźć niezanieda. Pszenica, żyto, ięczmień, tatarka (hreczka), konopie i owies wyiąwszy gory, udaią się zupełnie. Kartofle wydaią w dobrych latach 25 razy, w średnich zaś 12 razy tyle, ile posadzono. Oprócz kapusty która na zimowy użytek albo siekaią, albo tylko w porozrzynanych główkach w beczkach kwaszą, a tu i owdzie w ziemi zakopuią, nie sadzą tu żadney inney iarzyny; nawet tak przedtem lubiona sucha rzepa, musiała ustąpić ziemniakom, z których różne są w tym Cyrkule gatunki, a między niemi tak zwane szwaby są naywiększe, z natury swoiey sypkie i mączne, a te naywięcey sadzone bywaią. Zdaie się być niepodobieńśtwem, a przecie iest nayprawdziwszą rzeczą, że nieieden dzierżawca gorzelni, po 1500 korcy takowych zbiera, a wieśniak tuteyszy przez całe 9 miesięcy tym tylko żyie owocem; bo często się zdarza, że go ieszcze w miesiącu Czerwcu, podczas obiadu przy przeszłorocznych kartoflach zastać można. Że przez ten produkt wiele zboża a osobliwie żyta zachowuie się do gorzelni, iest  już rzeczą ważną; że zaś nieiden rok nieurodzayny, który by nam mógł głodem zagrażać, tylko przez kartofle został nieszkodliwym, iest nayważnieyszą rzeczą. Piętnaście teraz lat upływa, iak zaczęto szczęśliwie sadzić tę roślinę; ósm zaś lat miia, iak ią iuż w wielkiey sadzą obfitości. Chociaż nam tyle iuż razy o szkodliwym używaniu kartofli mówiono i pisano, przecież nie dostrzegłem dotąd żadnych z używania onych szkodliwych skutków, lub też zarodu iakich chorób.
W naszych z gór płynących strumieniach, żyią pstrągi; w naszych rzekach znayduią się szczupaki i okonie; Węgorze poławiaią się znaczney ilości w Jasiełce, a w Wisłoku Sumy; iednakże rybołowstwo dzieie się tutay bez żadney sztuki; więcirz i wędka, są wszystkiemi narzędziami, przez które przypadkiem zdarzy się Łapiącemu co schwytać. Raków poławia się tu mnóstwo. Z zwierzyny rzadko kiedy w górach  przytrafi się sarna, na płaszczyznach  zdarzaią się zaiące, kuropatwy i kwiczoły.
Z owoców mamy tu śliwki, wisznie i bardzo smaczne iabłka. Każdy prawie dom rolnika obsadzony iest śliwiną, która przez niektóre lata wielki niesie pożytek; mógłby ón bydź ieszcze większy, gdyby drzewina rzadziey sadzona była. Przy wielkiey obfitości tego owocu, co świeżo się niespotrzebuie, na powidła się obraca, albo też na zimę suszyć się zwykło. Przeszłey iesieni dla znaczney mnogości śliwek, palono z nich wódkę, która chociąż że śliwowicą węgierską równać się nie mogła, iednakże iak na pierwszą próbę dosyć się smacznie udała. Przednieysze gatunki owoców, iako to: gruszki, brzoskwinie, morelle wymarzaią zazwyczay przy 15 i 20tym stopniu zimna, który tu nie iest rzadki.
Winna latorośl, chociaż iuż z różnemi gatunkami próby czyniłem, w żadney okolicy Cyrkuła udać się niemoże; dopiero koło połowy Lipca zwykła kwitnąć, a winogrona chociaż się gęsto pokazywać zwykły, doyżałości nigdy niedochodzą.
Lasy nasze w górach, są prawie wszystkie iodłowe, po wzgorkach tu i owdzie znayduią się buki, rzadsza iest brzezina, dąb, klon, świerszczyna i sośnina.
Roślin aptekarskich dziko rosnących, znayduie się tu 73 gatunków.
Góry nasze po naywiększey części składaią się z kamienia piaszczystego i kizłu; metalurgiści śledząc wnętrze gór naszych, znaleźli rudy żelazne, które iednak dla małey ilości żelaza nienagrodziyby kosztów ani poniesioney pracy.
Wody siarczyste mamy w Pielgrzymce, w Wapiennym, w Piczyńsku, w Potoku i Dęborzynie, ale nigdzie nieznayduiąg się kąpiele; w Wyszwie ma się znaydować kwaśna woda do bardyiowskiey podobna. W Zarnowie znayduie się źrzódło słonei oley górny, płynie w trzech mieyscach państwa Seńkowskiego; używaią go do garbowania skór i smarowania wozów.
Bydła rogategoiest podostatkiem w Cyrkule Jasielskim, iednakże nieiest takowe z paszą w żadney proporcyi; gdyż przy wcześnie nadeszłey zimie, spoźnioney wiosnie, lub tylko przy miernym zbiorze słomy, przychodzi takowa do nadzwyczayney drożyzny tak dalece, że w krótkim czasie iedna krowa ziada drugę, to iest: że trzeba iednę przedać, ażeby drugę utrzymać; na tenczas obdzieraią dachy, dobywaią zgniłey słomy daiąc one za paszę; bydło zatem schnie nadzwyczaynie, niszczeie i zdycha naywięcej z głodu; to co pozostaie, w przyszłym nawet roku pokazuie ieszcze poniesiony brak paszy. Gatunek bydła iest mały, nikczemny mało przynoszący pożytku, czemu błędne chowanie, zła pasza, a ieszcze gorsze pielęgnowanie iest winno.
Chowanie Koni, na żadną niezasługuie uwagę.
Owce są tutay rzadkie, wyiąwszy małą liczbę, którą górale tylko przez lato trzymaią, i to więcey ze względu na mleko, niż na zbieranie wełny.
W tym samym rzędzie idzie tu toż samo chowanie nierogatego bydła; włościanin tyle go tylko przychownie, ile na iego szczupłą wystarczyć może potrzebę.
Cyrkuł Jasielski, którego przestrzeń 50 mil wynosi, a w którym na mile po 3800 ludzi mieszkaią, miał w roku 1802, 183460 mieszkańców. W roku 1807 przy weryfikayi pokazało się 192638, a zatem we czterech latach przybyło 9178 ludzi, że tę przybywaiącą liczbę iedynie szczepieniu ospy przypisać należy, żadney nie podpada wątpliwości; gdyż iak ten dobroczynny wprowadzono Instytut, od roku 1802 do 1807, 22595 dzieciom zaszczepiono ospę; z którychby podług moich postrzeżeń podczas srożenia się ospy naturalney czynionych, czwarta część, a zatem liczba 5648 ludzi była umarła, ponieważ tak się w tym Cyrkule z dziecinną ospą obchodzono, że nayłagodnieyszą w naygorszą przemieniano.
Liczba narodzonych, ma się w proporcyi iak 1 do 24; liczba zaś umierałych, iak 1 do 33. W roku epidemicznym 1806, umierał 29ty człowiek.
Mieszkańców całego Cyrkułu można ze względu na ich życie, ich zatrudnienie, a stąd wynikaiących słabości na 5 klass podzielić: a) na Właścicieli dóbr, b)na Rzemieślników c), na Włościanów, d) Góralów (rusinów) e) Żydów.
a)      Klassa pierwsza iest maiętna i żyie wygodnie; niektórzy oednak mieszkaią w drzewianych, niewygodnych, wiatrom dostępnych domach, podlegaią katarowym reumatycznym i febrowym chorobom, przy topicznem zapaleniu; cierpią na hemoroidy, puchliny, kurcze i inne słabości.
Niektóre z płci piękney hołduią szczególniey modzie, wśród gór śniegami okrytych ubieraią się tak lekko iak włoszki, niekarmią swych dzieci, ale też zato rozlicznych doznawać muszą słabości.
b)      Naywiększa liczba naszych Rzemieślników, składa się z tkaczów:  nieiedna wieś ma takowych do 300. Ci ludzie mieszkaią po naywiększey części ciasno, siedzą bezustaninie, żyią źle pieczonym chlebem, grochem, kartoflami, ięczmienną albo tatarczaną kaszą, mięsa nigdy prawie nie iadaią, a swoie potrawy maszczą skromnie zgorzkłą na wietrze suszoną słoniną; sol iest ich całą przyprawą, zioła aromatyczne niemiecie i korzenia, są im zupełnie obce; w złym stanie zdrowia zostaią, wyglądaią kahektycznie, ich zwyczayne choroby są plucie krwią, kaszel, suchoty, asthma, (ciężkość na piersi) Reumatyzmy, rożne niepożądki w reprodukcyjnym systemacie, puchlina, wrzody po nogach, i różne złe febry.
Pomiędzy innemi naszemi rzemieślnikami, iest bardzo wiele piiaków, którzy swóy dzienny zarobek niosą w ofierze Bachusowi, który nawzaiem właściwych im udziela defektów.   
c) Włościanin ie tutay pospolicie bardzo wiele, bo 4 razy nadzień, a za każdym razem napycha się do rozpęknięcia; kartofle, kapusta, groch, kasza, ciasto praśne, chleb niewypieczony, barszcz, ser, są całą iego strawą. Dziecię iuż wcześnie przyzwyczaiaią do obżarstwa; matka wierzy naymocniey, że jeżeli kałdun 4ma calami nie wyższy od piersi, to dziecie ieszcze się nienaiadło.
Odzież włościanina iest na głowę za ciepła, bo podczas naywiększego upału w lecie, bez czapki baraniey chłop się obeyść niemoże; na nogi zaś za zimna, gdyż i podczas zimy spodnie nosi płócienne. Pomieszkanie iego iest bardzo nędzne, zazwyczay w niskiey  brudney, dymney izbie mieszka cała familia ze swoią chudobą, krowami, świńmi, gęsiami, kurami i królikami pospołu; maleńkie okienka są gliną zasmarowane, front zaś domu cały gnoiem założony. Te izby opalaią się 4razy na dzień, to iest, ile razy ieść się gotuie. Gorąco nieraz dochodzi w tych izbach do 30stopnia nad 0, a mieszkańce ile razy potrzeba wymaga, tyle razy wychodzą na ulicę, gdzie atmosfera przeszło 20stopni zimna dochodzi. Ta raptowna przemiana niedzieie się bezkarnie; zapalenia gardła, piersi, kolki, na które dzieci naywięcey cierpią, dyarrhy, reumatyzmy etc. są zwyczayne tego skotki. Niemniey te złe pomieszkania są źrzódłem febr zaraźliwych, które zazwyczay podczas zimowey pory z powodu ewaporacyi mnóstwa zwierząt i odchodu z tychże, podczas gorąca w izbie w zgniliznę przechodzącego, staią się straszliwsze i zarażaią powietrze, z tąd iak przez lat 23 uważałem, począwszy od Listopada aż do Maia naywięcey bywa chorób epidemicznych; zawsze się zaś zdarza, że skoro ieden w domu zachoruie, tak wszyscy koleią chorować muszą, a to nie z inney iak z tey przyczyny że choroba pierwszego, z powodu wytchniętych szkodliwych przyczyn, drugiego zaraża. Łoże zdrowego równie iak i chorego iest tuż koło ekskrementów współdomowników, albo też na piecu lub przypiecku; lepsze mieysce na ławie koło pieca, iest dla gospodarza przeznaczone.  
d) Goral ruski po większey części pasterskie prowadzi życie; iego dietetyka iest nawet do ciężkiey pracy stosowną; nierobi pańszczyzny; a skoro iego zimne i niewdzięczne pole, które zazwyczaj do dwóch trzecich części ugorem leży owsem iest zasiane, natychmiast leci ze swoiem bydłem o 15 mil  w około na iarmarki, przedaie i kupuie woły przestaiąc na małym zarobku, który na utrzymanie iego familii iest przeznaczony. Na wiosnę kupuie ón w Węgrzech owce, pasie podczas lata na górach, zbiera z nich mleko i przedaie potem podczas iesieni z korzyścią, co równie i ze swoiemi wołami czynić iest przymuszony dla niedostatku paszy na zimę; gdyż ze swoiey podczas lata zebraney słomy, ledwie iednę krowę i kilka kóz wyżywić może.
Pomieszkanie gorala Rusina iest większe i porządnieysze; chudoba iego niezimuie z nim razem w iedney izbie, ile że niezbywa dla niey na ciepłych oborach. Potrzeby życia tego ludu są bardzo małe, dom wszyftkiego prawie dostarcza; całą iego strawą iest mleko kozie, bryndza, żur, kartofle, i chleb owsiany; podczas postów, których ma bardzo wiele, nieużywa nawet nabiału.
Żur iest to pokarm z grubey mąki owsianey, przez rozkis wodą zrobiony. Chleb i cienkie placuszki, codzień się zazwyczaj z mąki owsa na żarnach mielonego piecze razem z otrębami, bo skoro taki chleb dzień ieden poleży, już iest do użycia niezdatny.
Goral ruski szczęśliwy iest w względzie fizycznym. Przestaie na małem, iest trzeźwy przyswoiey strawie, lekki w swoiem ruszeniu, nieuciśniony ciężką pańszczyzną, odziany stosownie do swego klimatu i mieszka przestronno; czy to chłopiec czy dziewczyna, oboie są pastuszkami w krzakach i górach; mężczyzna iest zawsze w ruchu na jarmarkach, kobieta zawsze zatrudniona domowem gospodarstwem, którego ciężar na niey samey polega; nieznaią zatem ci gorale rozlicznych chorób, które polskiego trapią włościanina. Gruzoły na szyi, które u nas są daleko rzadsze niż na wysokich górach, i Nostalgia (tęsknota za domem,) ieżeli w obce strony wędrować musi, są wszystkie słabości, którym podlega. Polska domowa febra, która iedno iest co szpitalna albo więzieniowa, nie spotyka go. Tak zwane erisipelas pustulosum (róża) dwa razy podczas lata widziałem w górach; naypierwey pokazał się na zwierzchnicy dłoni lub na przodzie ramienia pęcherzyk, który rozpalonym, pieniądzem wypiekano, a potem krępowano rękę, ażeby iak się obawiano złe do serca niedochodziło; u naywięcey chorych nastąpiła gangrena, a po niey smierć. Gdy zamiast tego okrutnego środka, inny bardzo prosty podałem nikt więcey z chorych nieumarł.
e) W nędznym stanie zostaiący u nas Żyd, żyie naymizerniey, mieszka i odziewa się naybrudniey – ie cebulę i niesmaczną polewkę z niezdrowym chlebem, na Szabas kawałek mięsa i pieczone Ciasto (kugle). Cacochymia (zepsucie soków) z wszystkiemi swemi skutkami, iest temu ludowi właściwa. W całey Nosolgii (naucę o chorbach ) żadnego tak właściwego mam słowa, któreby tak na swoim mieysu było iak Cacochymia – u żydów, których liczba w całym Jasielskim Cyrkule 5000 niewynosi. Parchy u tego ludu niewykorzenione, gdyż ich dzienna i nocna odzież iest niemi zarażona. Endemiczne choroby, które z położenia mieysc wynikają, nieznane są w całym Cyrkule. Wsie których w całeym Cyrkule  378 liczemy, są nad strumykami albo rzekami położone; domy stoią częścią na wyższych częścią na niższych brzegach i tak są odosobnione od siebie, że każdy ma swoie własne położenie.

Nasze miasteczka powinny bydź w względzie lekarsko–policyinym, za wsie uważane; gdyż w nich nieznayduie się nic takowego, coby właściwie zły wpływ na zdrowie ludzkie mieć mogło. Każdy mieszczanin sam sobie chleb piecze, mięso rzadko iada, wodę sam sobie ze swey studni albo z wspólnego zdroiu nosi. Rzeczy do iedzenia służących nieprzynoszą na targ, dla tego też przeieżdzaiący nicby dla swoiey nie dostał potrzeby. 

Józef Hibl, C.K. Vice – protomedyk kraiowy.

Źródło u autorów.

Opieka medyczna w Cyrkule Jasielskim w roku 1811.

W Jasielskim Cyrkule są ustanowione: 1 Lekarz czyli Fizyk cyrkularny, 1 Chirurg cyrkularny, 1 Akuszerka cyrkularna. Dla miasta Gorlic niedawno także ustanowiony został od Nayiaśnieyszego Pana Chirurg dystryktowy. Miasta Krosno, Bicz i Gieszkowice, maią każde swego własnego Chirurga mieyskiego; miasta zaś Krosno, Kołaczyce, Gorlice, każde swą mieyską Akuszerkę.

Apteka iest r. w Jaśle, a druga w Krośnie.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

Szebnie - ucieczki z obozu

Wobec bardzo ciężkich warunków bytowych w obozie, więźniowie byli gotowi podjąć duże ryzyko byle tylko się stamtąd wydostać. Ucieczka była bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, gdyż schwytanie groziło natychmiastowym rozstrzelaniem. Pomimo to osadzeni dość często wykorzystywali nadarzające się okoliczności, bardzo często już w trakcie transportu do obozu, a później w sprzyjających okolicznościach - najczęściej podczas prac wykonywanych poza obozem. Uciekali przedstawiciele wszystkich narodowości, pojedynczo i grupowo, nieraz po kilkanaście osób. Jedna ze znaczniejszych ucieczek miała miejsce na jesieni 1943 r., kiedy to uciekło 7 Żydów, a między nimi znajomy komendanta obozu Kellermanna  z Berlina, Volkman z rodziną oraz dwie pokojówki tegoż, Hilda Feuerlicht i Margot. Uciekli samochodem, o który wystarał się potajemnie Volkman. Inną zbiorową ucieczkę zorganizowali więźniowie narodowości rosyjskiej wspólnie z Polakiem Trzcińskim. Naprawiali oni przez dłuższy czas obozowy samochód osobowy. Udało im się pod pozorem wypróbowania samochodu wyprowadzić go za bramę obozową i zbiec nim.
Niemcy reagowali początkowo na ucieczki aresztowaniem członków rodzin zbiegów i umieszczaniem ich w obozie. Po jakimś czasie zaostrzyli represje i rozstrzeliwali za jednego zbiega najpierw jednego więźnia, później zaś dwóch i trzech tej samej narodowości co zbieg. Rozstrzeliwaniom tym dla wzbudzenia lęku nadawali formę egzekucji, dokonywanych w obecności wszystkich więźniów. Również ludności cywilnej groziły te same represje za ukrywanie zbiegów. Mimo takiego ryzyka w dużej części nie pozostawali oni obojętni i wielokrotnie zdarzało się, że mieszkańcy okolicznych miejscowości dawali uciekinierom schronienie, ubrania na zmianę czy pożywienie, za co niejeden został rozstrzelany.

 Polski ruch podziemny interesował się losem więźniów przebywających w obozie w Szebniach, a znając ich rozpaczliwe położenie Armia Krajowa z Jasła rozpoczęła w zimie 1943/44 r. przygotowania do ich uwolnienia. W związku z tym przeprowadzono rozpoznanie terenowe, ale aresztowania jej członków przez Gestapo zamiar ten udaremniły.

Obóz w Szebniach

Po pokonaniu Polski, hitlerowcy bardzo szybko przystąpili do budowy na terenie całego kraju sieci obozów. W ich zamyśle niektóre obiekty  miały służyć do eksterminacji miejscowej ludności poprzez ciężką pracę i nieludzkie warunki życia, a określano je mianem obozów koncentracyjnych, inne natomiast nie miały na celu przynajmniej oficjalnie wyniszczenia siły żywej na zajętych terytoriach,  a jedynie służyły zgromadzeniu darmowej siły roboczej i te obiekty nazywano obozami pracy.  Pomimo tych zasadniczych różnic podkreślić należy, że życie w każdym obozie było bardzo ciężkie. Więźniowie zmuszani byli do nadludzkiej pracy od świtu do nocy, przy czym dostarczane im racje żywnościowe były bardzo skromne, co powodowało szybkie wyniszczenie organizmów. Do tego dochodziły niezmiernie surowe warunki  panujące w samych obozach gdzie na małej przestrzeni gromadzono dużą ilość „skazanych”, bez możliwości mycia, ludzie pracowali i spali w tych samych ubraniach, których miesiącami nie zmieniali. Brak podstawowej higieny powodował szybkie rozprzestrzenianie się epidemii różnych chorób wśród których najgroźniejsze były tyfus i czerwonka. Wszystkie te czynniki wpływały na dużą śmiertelność, a do tego dochodziło jeszcze nieludzkie traktowanie ze strony strażników i administracji obozowej.
Na terenach Podkarpacia jednym z największych obozów był obiekt umiejscowiony w Szebniach przy drodze prowadzącej z Jasła do Krosna. Po zakończeniu kampanii wrześniowej wybudowano tam baraki i zakwaterowano niemiecką jednostkę weterynaryjną, która miała zajmować się opieką nad końmi rannymi podczas działań wojennych. W 1941 r. po dokonaniu hitlerowskiej agresji na ZSRR przekształcono to miejsce w obóz dla jeńców radzieckich, który istniał w tej formule do wiosny 1943 r. W szczytowym okresie jego funkcjonowania przebywało tu nawet ok. 6 tys. więźniów radzieckich. Po dokonaniu eksterminacji czerwonoarmistów, w marcu 1943 r. przekształcono obiekt w obóz pracy przymusowej dla miejscowej ludności. Wśród więźniów znajdowali się tam zarówno Polacy jak i Ukraińcy, Łemkowie i Żydzi. Liczba więźniów jest trudna do oszacowania i nie była stała, a w czasie jego funkcjonowania odbyło się kilkanaście transportów więźniów z różnych miejscowości, następował także odpływ więźniów, gdyż część tam osadzonych wywożono do innych obozów, m.in. 4 listopada 1943 r. do Oświęcimia wywieziono ok. 2800 Żydów . Jednak na początku roku 1944 powrócono do koncepcji obozu jenieckiego, liczbę jeńców szacuje się wówczas na ok. 7-8 tysięcy. Wraz ze zbliżaniem się frontu w lipcu 1944 r. większość jeńców popędzono pieszo na zachód, zostawiając na pastwę losu ok. 300 więźniów chorych i kalekich. W sierpniu 1944 r. okoliczna ludność tuż przed wysiedleniem zaopatrywała ich w żywność, lecz gdy powróciła na te tereny już po ustaniu walk, po 9 września 1944 r. obóz był pusty, częściowo rozebrany, a częściowo spalony. Co się stało z pozostawionymi jeńcami, nie udało się dokładnie ustalić.
Obozowi w Szebniach poświęciła jeden ze swoich wierszy Wisława Szymborska:

Obóz głodowy pod Jasłem


Napisz to. Napisz. Zwykłym atramentem
na zwykłym papierze : nie dano im jeść,
wszyscy pomarli z głodu. Wszyscy. Ilu?
To duża łąka. Ile trawy
przypadło na jednego? Napisz.: nie wiem.
Historia zaokrągla szkielety do zera.
Tysiąc i jeden to wciąż jeszcze tysiąc.
Ten jeden, jakby go wcale nie było:
płód urojony, kołyska próżna,
elementarz otwarty dla nikogo,
powietrze, które śmieje się, krzyczy i rośnie,
schody dla pustki zbiegającej do ogrodu,
miejsce niczyje w szeregu.

Jesteśmy na tej łące, gdzie stało się ciałem.
A ona milczy jak kupiony świadek.
W słońcu. Zielona. Tam opodal las
do żucia drewna, do picia spod kory ?
porcja widoku całodzienna,
póki się nie oślepnie. W górze ptak,
który po ustach przesuwa się cieniem
pożywnych skrzydeł. Otwierały się szczęki,
uderzał ząb o ząb.
Nocą na niebie błyskał sierpień
i żął na śnione chleby.
Nadlatywały ręce w poczerniałych ikon,
z pustymi kielichami w palcach.
Śpiewano z ziemią w ustach. Śliczną pieśń
o tym, że wojna trafia prosto w serce.
Napisz, jaka tu cisza.
Tak

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Kołacz dożynkowy

Dożynki na wsi były czasem niezwykłym: nie tylko wytężonej pracy, ale i nagrody która po niej przychodziła. Swych korzeni sięgają czasów pradawnych, bo początków rolnictwa, choć w różnych kulturach znajdujemy je pod różnymi nazwami. Jednak jednym co je łączy była radość z zebranych plonów.






























DOŻYNKI - ZWYCZAJE I OBRZĘDY
CZYTAJ WIĘCEJ



Kołacz dożynkowy:

300 g mąki
150 ml mleka
22 g drożdży
30 g cukru
40 g masła
2 żółtka
1 łyżeczka cukru waniliowego
szczypta soli

ser biały
cukier
rodzynki
1-2 żółtka

1 żółtko+ mleko do posmarowania































Drożdże utrzeć z cukrami. Mleko podgrzać, by było ciepłe, ale nie za gorące. Wymieszać z mąką i drożdżami. Odstawić na 20 min. Dodać sól, żółtka, roztopione masło, wyrobić aż ciasto będzie odchodzić od ręki. Odstawić do wyrośnięcia.
Gdy ciasto podwoi swoją objętość, rozwałkować. Ser rozrobić z żółtkami, dosłodzić do smaku cukrem, dodać rodzynki. Posmarować ciasto i zwinąć, tak jak struclę. Uformować kołacz, posmarować żółtkiem rozmąconym z odrobiną mleka, odstawić jeszcze na 15 min.
Piec na papierze do pieczenia ok. 35-40 min. w temp. 180 stopni.




Dożynki

M. Stachowicz, Dożynki, 1821.
www.muzeumetnograficzne.rzeszow.pl
Czas żniw był najgorętszym i najbardziej nerwowym okresem na wsi. Od zebranych plonów zależało zarówno wyżywienie rodziny, jak i przyszłoroczny zasiew, dlatego też pracować należało szybko, korzystając z dobrej pogody, gdyż jakakolwiek wilgoć, opady lub nie daj Boże, burza z gradem mogła zniweczyć całoroczne wysiłki. Gospodarze i włościanie z niepokojem obserwowali zasiewy, by gdy tylko zboże dojrzeje, ruszyć niezwłocznie do prac. Potrzeba chwili wymagała wykorzystania wszelkiej dostępnej siły roboczej, toteż często zdarzało się, że do pracy przy żniwach szły nawet całe rodziny ziemiańskie.
Pracami rządził określony porządek i nic nie odbywało się przypadkowo. Pierwszy pęk zboża tradycyjnie ścinał dziedzic, rozpoczynając w ten sposób uroczyście czas żniw. W pierwszej kolejności do pracy szli przodownik z przodownicą, którzy w poprzednim roku okazali się najbardziej wydajnymi pracownikami, mieli oni nadawać tempo pracom, by nikt się nie ślamazarzył.
Prace wykonywano sierpem, a od końca XVIII w. zaczęły pojawiać się kosy, przy czym oba narzędzia miały tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jeszcze przed zachodem słońca zboże było skoszone, powiązane w snopy, a snopy ustawione w mendle do schnięcia (mendel – mały stos z pionowo ustawionych snopków zboża, zazwyczaj liczący od 15 do 18 sztuk). Po wyschnięciu mendle zwożono do stodół lub układano w sterty, gdzie miały czekać przygotowane do młócki.
Pracującym przez cały dzień w polu ciężko ludziom dawano do picia zimną wodę, a aby zapobiec infekcjom dolewano po kieliszku wódki nalewanej na piołun, bądź dodawano trochę octu. Gdzieniegdzie przyrządzano specjalny okolicznościowy napój, w ten sposób iż z żyta przygotowywano słód, który wsypywano w naczynie i zalewano dość ciepłą wodą, ale tak aby ziarna tylko zamoczyć, a nie zalać. Gdy żyto puszczało kły, wsypywano je w glinianą beczkę, dodawano trochę drożdży piwnych i zalewano gorącą, ale nie wrzącą wodą, po czym przez 10 min mieszano. Drugiego dnia proceder powtarzano, a trzeciego dolewano wody do pełna i zabijano beczkę na pięć dni. Po tym czasie napój był gotowy, należało jedynie pamiętać by wypić go cały w ciągu dwóch dni, gdyż potem nie nadawał się już do spożycia.
Żniwa kończyły się w momencie uroczystego ścięcia ostatnich pozostałych jeszcze na polu kłosów, które
M.E. Andriolli, ostatnia garść, drzeworyt
Źródło: Tygodnik Powszechny 1881 r.
nazywano różnie: pęp, przepiórka, wiązka, broda, koza, baba. Zazwyczaj ścinali je najbardziej opieszali żniwiarze, wybrani przez współtowarzyszy prac, gdyż ze zwyczajem tym wiązały się wierzenia, iż kto ścina ten ostatek, będzie miał pecha aż do kolejnych żniw. Nie była więc to czynność zaszczytna i dlatego każdy chciał jej uniknąć.
Ostatnie snopy formowano w postać baby, ubierano i zdobiono wstążkami, a w ręce wkładano gałąź, zazwyczaj jarzębiny i leszczyny, z których pierwsza była cenionym lekarstwem w medycynie ludowej, zaś druga była symbolem obfitości i błogosławieństwa Bożego. Gdzieniegdzie w krakowskim nie zadawano sobie trudu formowania baby ze słomy, lecz umieszczano w snopie kobietę, która go wiązała, tak, że wystawała jej tylko głowa. I tak wieziono ją do właściciela, chlustając po drodze na nią wodą co miało zapewnić odpowiednią ilość deszczu w przyszłym roku. Na miejscu, we dworze gospodarza, czekała już na żniwiarzy uczta.
Początkowo dożynki, które miały być podziękowaniem za trud pracowników przy żniwach zwano w naszym kraju wieńcowem, lub okrężnem, od zwyczaju objeżdżania pól po zebraniu plonów. Spotykamy także takie nazwy jak zażynki i wyżynki. Do dziś obchodzone dożynki zaczęto praktykować w Polsce na przełomie XVI i XVII w. w szczycie rozwoju gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej. Początkowo urządzali ją dla żniwiarzy, służby folwarcznej i pracowników najemnych właściciele majątków ziemskich. Była to zabawa, poczęstunek i tańce, które rozpoczynały się od momentu wicia wieńca z ostatniego snopka zboża. W wieniec wplatano kwiaty, mirt, bukszpan, sitowie, świecidełka, wstążki, cukierki, a także wspomniane już gałązki jarzębiny i leszczyny. Następnie wieniec niosła na głowie lub wyciągniętych rękach, czasem przy pomocy innych pracowników, najlepsza żniwiarka. Za nią postępował odświętny orszak żniwiarzy, którzy nieśli ze sobą kosy i sierpy przyozdobione kwiatami. Wieniec taki niesiono wpierw do kościoła, by go poświęcić, a następnie śpiewając pieśni opiewające trud pracy żniwiarzy, do dworu lub właściciela pola. Tam był on uroczyście odbierany od przodownicy, wnoszony do domu i ustawiany na honorowym miejscu, gdzie stał aż do momentu następnych dożynek, a wysypujące się z niego ziarna, które miały zapewnić dobry plon w przyszłym roku, dodawano do następnych zasiewów. Wtedy też zazwyczaj pan prosił przodownicę do pierwszego tańca. Następnie prowadził wszystkich do suto zastawionych stołów na dziedzińcu dworskim lub w stodole, gdzie wszyscy ucztowali, pili i bawili się przy muzyce, często do późnej nocy.
M.E. Adriolli, Do stodoły, drzeworyt 1882 r.
Pod koniec XIX w. za wzorem dworskim, dożynki zaczęli organizować także chłopi, bogatsi dla rodziny i pracowników najemnych, biedniejsi dla najbliższych. Oficjalne obchody dożynkowe zaczęto organizować dopiero w okresie międzywojennym, w czym szczególnie przodowały koła Stronnictwa Ludowego, lokalne samorządy i kółka rolnicze.Obchody te stanowiły wówczas manifest odrębności chłopskiej i dumy.

Wraz z pojawieniem się mechanizacji na wsi  i skróceniem czasu prac polowych, dożynki zaczęto łączyć ze świętem Matki Boskiej Zielnej. To właśnie podczas tych uroczystości święci się dzisiaj wieńce, które już coraz rzadziej mają tradycyjną formę koła bądź korony, a są niejednokrotnie misternymi rzeźbami z darów ziemi. Szczególne uroczystości odbywają się w tych dniach w sanktuariach maryjnych, w miejscach odpustowych. Na uroczystości te ściągają pielgrzymi z wieńcami żniwnymi z różnych miejscowości, starym zwyczajem święci się wówczas także małe bukieciki z kwiatów, ziół, owoców i kłosów, które dawniej służyły do przyrządzania leczniczych herbat lub okadzaniem przed urokami.

Dożynki w miejscowości Ropica Górna (dawniej Ruska), lata 50. XX w.



Bibliografia:
M. Łozińska, W ziemiańskim dworze. Codzienność, obyczaje, święta, zabawy., Warszawa 2011.
B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2009.
M. Ziółkowska, Szczodry wieczór, szczodry dzień, Warszawa 1989.