piątek, 25 lipca 2014

Związki królów i królowych polskich z Bieczem

Pierwsze wzmianki pisane o Bieczu, w których wymienione są kościół i ziemia biecka pochodzą z XI w. Co najmniej od końca XII w. Biecz był kasztelanią do której należały znaczne połacie Podkarpacia. Miasto spełniało ważną funkcję obronną i administracyjno- prawną na południowych rubieżach państwa polskiego. Było również terenową rezydencją panujących. To właśnie na zamku w Bieczu zamieszkiwali książęta i królowie podczas pobytu w tych okolicach. W 1228 r. został dokumentem wydanym w tym zamku w Bieczu przez Konrada Mazowieckiego potwierdzony ustny układ z 1226 r. o sprowadzeniu Krzyżaków do Polski. W XIII w. Biecz był własnością księżnej Kingi, a następnie Wacława II króla czeskiego.
Władysław I Łokietek,
        źródło: Wikipedia
W tradycji zasiedziałych rodów bieckich szczególnie ulubioną postacią jest Władysław Łokietek. Do dzisiaj w Bieczu w tradycji utrzymuje się, że Władysław Łokietek szczególnie doceniał strategiczne znaczenie Biecza. Po zajęciu go w 1304 r. zostawił w nim swoją załogę, a w miejsce drewnianego zameczka zbudował murowany z obronną basztą i murami we wschodniej części wzgórza miejskiego, tam gdzie stoi do dzisiaj szpital fundacji św. Jadwigi królowej. Jeżeli przyjąć to za rzeczywistość, to całkiem prawdopodobne jest, że gdy wybuchł bunt w Krakowie, Sandomierzu, Wieliczce, Tyńcu przeciwko Władysławowi Łokietkowi w 1310/1311 r. monarcha ten przybył do Biecza ze swoim dworem i kancelarią, osiadł w zamku niedawno zbudowanym i stąd z pomocą wiernych rodów prowadził przygotowania do walki z buntownikami i zastanawiał się nad formalnym przeniesieniem tutaj stolicy na czas walki o zjednoczenie kraju. Znaczącą Część drużyny Władysława Łokietka stanowili mieszczanie i chłopi. Prowadząc walkę o zjednoczenie Polski z Biecza król pozyskał pomoc także z Węgier. Wiosną 1311 r. wyruszył z licznym wojskiem do Krakowa bez trudu go zajął i ponownie w nim osiadł. A wiadomość o tym, że Biecz przez kilka miesięcy był stolicą Polski zachowała się tylko w tradycji. Także tradycja przypisuje Władysławowi Łokietkowi fundację kościoła pod wezwaniem Bożego Ciała. Odnosi się do niewątpliwie tylko do prezbiterium, bowiem dalsza część kościoła zbudowana została później. Możliwe jest również, że miasto dopiero co podnoszące się po najeździe tatarskim, postanawia uczcić wielkie zwycięstwo swojego ulubionego króla nad krzyżakami pod Płowcami z 1331 r. budową wspaniałego kościoła.
Królowa Jadwiga.
Źródło:http://gorlice-jadwiga.rzeszow.opoka.org.
Królowa Jadwiga upodobała sobie Biecz i często w nim przebywała. Ze wszystkich królów i królowych w Bieczu przebywających, a było ich sporo- jedna Jadwiga wryła się w pamięć wdzięczną mieszkańców i w niej do dzisiaj żyje w wielu legendach i opowieściach. Pobyty królowej Jadwigi w Bieczu miały miejsce już od pierwszego dnia jej przybycia do Polski, bowiem Biecz leżał na szlaku handlowym prowadzącym od Przełęczy Dukielskiej do Krakowa. W samym mieście był dwór królewski murowany i obronny. Zatem po przekroczeniu granicy królewna Jadwiga z licznym orszakiem dostojników i służby węgierskiej jej towarzyszącym, także z mnogimi panami małopolskimi, którzy jechali ją witać na granicy, po przebyciu ponad 40 km przybyła do Biecza. Tutaj była wita z serdecznością jako wnuczka Władysława Łokietka, jako przyszły król polski. Przyjazd Jadwigi miał miejsce  latem 1384 r. O godne przyjęcia monarchini zadbał Spytek z Melsztyna, wojewoda krakowski i starosta biecki wspólnie z kasztelanem bieckim Paszkiem. Proboszcz biecki ks. Jan Janisław wraz z innymi duchownymi czynnie uczestniczył w tym radosnym wydarzeniu. Zapewne Biecz wywarł na młodziutkiej królewnie korzystne wrażenie, skoro później jako królowa chętnie do tego miasta przybywała. Omawiając powiązania królowej Jadwigi z Bieczem, należy podkreślić, że miasto to i cała Ziemia Biecka należały do dóbr stołowych królowej tzn. wszelkie dochody z tych wsi i miast wpływały do skarbca królewskiego i przeznaczone były do dyspozycji Jadwigi na utrzymanie dworu, a także na jałmużny i różne fundacje przez nią czynione. Najdłuższy pobyt w Bieczu miał miejsce w 1394 r. kiedy to wraz ze swoim mężem królem Władysławem Jagiełło przebywała na terenie Ziemi Bieckiej przez kilka tygodni. Również po powrocie do Krakowa nie zapomniała o najbiedniejszych w Bieczu i w porozumieniu z rajcami bieckimi wydała w Krakowie 26 lipca 1395 r. dokument dotyczący fundacji szpitala i kościoła św. Ducha w Bieczu. Wspomnieć należy że szpitale nie do końca pełniły takie funkcje jak w dzisiejszych czasach, były one bardziej przytułkiem dla starców, sierot, kalek i jednostek nie mających żadnych źródeł utrzymania. Ponieważ budową szpitala zainteresowana była sama królowa oraz rajcy i mieszczanie bieccy, niebawem po uzyskaniu zezwolenia i określeniu lokalizacji obiektu, rozpoczęto budowę. Związana jest z tym zachowana do dzisiaj legenda o stópce św. Jadwigi. W czasie pobytu w Bieczu królowa zawsze tak kierowała rozkładem zajęć aby mogła udać się na plac budowy fundowanego przez siebie
Władysław II Jagiełło
źródło: http://www.starynamyslow.pl
szpitala i kościoła. Królowa wraz z dworem w towarzystwie rajców bieckich szła na plac budowy i długo obserwowała jej postępy. W czasie takiej wizyty, gdy już budowa fundowanych obiektów dobiegała końca, a kamieniarze wykonywali obramienia okienne, portale drzwiowe i inne kamienne detale wykończeniowe, królowa podziwiając budowlę, pracę kamieniarzy, zauważyła, że nie wszyscy kamieniarze z radością pracują. Jeden z nich był bardzo smutny, na kuty przez niego kamień spadały jego łzy. Królowa widząc to, ręką wstrzymała towarzyszące jej osoby, i sama podeszła do kamieniarczyka, lekko położyła mu dłoń na ramieniu i spytała o powód zmartwienia. Kamieniarczyk podniósł głowę i patrząc na pełną dobroci królową opowiedział jej o swojej rodzinie, szczególnie o chorej matce, której życie mógłby uratować gdyby miał pieniądze. Święta Jadwiga królowa zdjęta litością, nie mając go czym obdarować naprędce odpięła z królewskiego trzewika złotą klamrę i podarowała owemu kamieniarczykowi aby miał za co ratować swoją chorą matkę. Odpinając klamrę oparła nogę na kamieniu, który obrabiał smutny Kamieniarczyk. Ten zaś z wdzięczności wykuł w tymże kamieniu odbicie trzewiczka królowej. Następnie umieścił w portalu czyli obramieniu drzwi wejściowych do kościoła św. Ducha, aby wszystkim wchodzącym do tego kościoła przypominał o dobrej i miłosiernej królowej, która ufundowała kościół i szpital dla ubogich w Bieczu. Tu należy wyjaśnić, że w średniowiecznej Europie był zwyczaj, że w portal czy innych widocznych miejscach wmurowywani wykutą stopę fundatora, a więc przypadek biecki nie jest wyjątkiem. Ponieważ pracę przy budowie szpitala postępowały bardzo szybko, jeszcze za życia królowej rozpoczął on czynną opiekę nad ubogimi, gdyż w wielu opisach historycznych są wzmianki o pobytach św. Królowej Jadwigi w szpitalu, lecz na to nie ma dokumentów źródłowych. Zachowała się legenda, która jest jedną z najbardziej znanych  tego typu opowieści związanych z Bieczem : św. Jadwiga królowa w czasie jednego z pobytu w Bieczu, wizytowała szpital ubogich. Towarzyszyli jej oprócz dworzan także rajcy bieccy i prepozyt zarządzający szpitalem. Królowa wizytowała najpierw pomieszczenia na parterze, znajdując dobre słowa dla ubogich tam przebywających. Następnie udała się na piętro, gdzie były dwie duże sale wypełnione chorymi, których było prawie czterdziestu. Na końcu Sali pod ścianą, na której wisiał duży krzyż z Chrystusem ukrzyżowanym, królowa zobaczyła leżącego na łóżku bardzo chorego człowieka, nieopatrzonego. Człowiek ów był ogromnie wychudzony, cały w ropiejących strupach. Leżał spokojnie, tylko oczy jego jakby prosiły o pomoc. Św. Jadwiga widząc tak opuszczonego nieszczęśnika, odwróciła się i rzekła do służby szpitalnej: Dlaczego nikt go nie opatrzył, przecież ten człowiek wymaga pomocy. Usłyszała odpowiedź: ten człowiek tak cuchnie, iż nikt nie jest w stanie go opatrzyć. Wówczas królowa poleciła, aby podano jej wodę, płótna i maści gojące. Zanim ktokolwiek zorientował się co uczyni królowa, miłosierna monarchini sama obmyła rany chorego. Następnie namaściła go maściami gojącymi i obwiązała czystymi płótnami. Okryła czystym
Władysław III Warneńczyk
       źródło: Wikipedia.
nakryciem. A wykonywała te czynności bez najmniejszej odrazy. Gdy je zakończyła, umyła dłonie, odłożyła fartuch, odwróciła się do towarzyszących osób i oznajmiła, że wszystko da się zrobić w imię miłosierdzia bożego. Gdy to mówiła, chory obmyty i opatrzony nagle stał się zdrowym człowiekiem. Ciało jego stało się piękne, oblicze dziwnie jaśniało , tylko oczy jego nie zmieniały się. Nieprzyjemna woń zniknęła, a sala wypełniła się przyjemnym zapachem jakby lilii czy fiołków. Królowa zauważyła tę zmianę. Zbliżyła się ponownie do łóżka i pochyliła nad uzdrowionym, pytając kim jest. Człowiek ów cały promieniejący nadludzką jasnością, uśmiechnął się tylko do niej i znikł. Św. Jadwiga zrozumiała, że postać chorego i opuszczonego przyjął sam Pan Jezus. Obecni chorzy na Sali, towarzyszący królowej dworzanie, rajcy miasta Biecza i służba  szpitala szeptali tylko: cud, cud. Zaś królowa padła przed wizerunkiem ukrzyżowanego i modliła się długo, a z nią wszyscy obecni. Także wszyscy chorzy, którzy byli świadkami tego wydarzenia modlili się, każdy na swój sposób. Po długiej modlitwie królowa w skupieniu wyszła ze szpitala a za nią towarzyszące jej osoby. Był to jej ostatni pobyt w tym szpitalu. Łóżko na którym leżał cudownie uzdrowiony chory, przechowywano przez wieki jako cenną relikwię i żaden chory już na nim nie leżał. A szpital jako przytułek dla biednych trwał od XIV w. aż do 1950 r. Łóżko- relikwia zaginęło w czasie działań wojennych  1914-1918 r., kiedy to wojska austriackie i rosyjskie poczyniły wielkie spustoszenie. Dodać należy, że budynek ten przetrwał do czasów współczesnych i jest to najstarszy zachowany wolnostojący szpital w Polsce. O wielkim miłosierdziu królowej Jadwigi dla mieszkańców Biecza świadczy również inna zachowana legenda: szła raz królowa Jadwiga do bieckiej fary na nabożeństwo. W prezbiterium u góry, po lewej stronie miała swoje ulubione miejsce do modlitwy. Miejsce to z herbem królewskim do dzisiaj istnieje. Było też podziemne przejście z zamku do kościoła. Było ono ratunkiem aby w czasie najazdów i oblężenia Biecza schronić się za murami miasta. Przejście to prowadziło przez łąki podmokłe i uległo zniszczeniu. Otóż idąca królowa z służkami zobaczyła kobietę z czwórką małych dzieci. Kobieta głośno płakała, a dzieciska jej wtórowały. Królowa jak zawsze uczulona na ludzkie nieszczęście nakazała zapytać się kobiety o przyczynę tak wielkiego żalu. Doniesiono jej, że pochowała męża, ojca tych dzieci i wraca z cmentarza. Mąż był drwalem i podczas ścinki drzewa w strzeszyńskim lesie, spadające drzewo zabiło go na miejscu. Królowa skinęła na idących aby się zbliżyły. Kobieta z dziećmi upadła do ich nóg, a dobrotliwe oczy królowej spotkały się z dużymi czarnymi oczętami dziesięcioletniej dziewczynki imieniem Honoratka. Mała z szacunkiem podniosła skraj szaty królewskiej i ucałowała. Patrząc w oblicze królowej powiedziała nieśmiało: chciałabym być tak piękna jak najjaśniejsza Pani i nosić tak kosztowne odzienie. Wzruszona do łez królowa pogładziła bujne włosy sieroty i rzekła: Będziesz moją podopieczną! Wzięła Honoratkę na dwór i pokierowała jej losem, a rodzinie zapewniła godziwe życie.
Dotychczasowe opowieści związane ze św. Jadwigą królową, przez wielu za legendy uznawane, wiążą się z czasami kiedy żyła św. Jadwiga. Są to ślady pamięci wydarzeń sprzed 600lat, żywe do dzisiaj, zachowane w tradycji rodzimej Biecza. Jednak również w czasach współczesnych, królowej Jadwidze przypisuje się cudowne interwencje w historii miasta. Znana jest opowieść, którą pamiętają jeszcze starsi bieczanie. Było to pod koniec II wojny światowej w styczniu 1945 r. Do Biecza zbliżał się front rosyjski. Od kilku tygodni słychać było odgłosy zaciętych walk. Zaminowane Jasło zostało przez okupanta niemieckiego wysadzone w powietrze. Wielotysięczne miasto legło w gruzach niemal całkowicie. Liczni mieszkańcy Jasła mieszkali w Bieczu jako wysiedleni. Grupę wysiedlonych powiększali przybysze ze wschodu i poznańskiego, którzy jako wojenni wysiedleńcy od początku wojny znaleźli miejsce w Bieczu. Liczba mieszkańców miasta przekraczała 5 tys. Po popołudniu 16 stycznia 1945 r. niemieckie władze okupacyjne podały do wiadomości przez megafony, że cały Biecz jest zaminowany i przeznaczony do wysadzenia. Wszystkim mieszkańcom miasta nakazano, by rano w dniu następnym tj. 17 stycznia opuścili miasto i udali się do podstawionych pociągów na stacji kolejowej. Każdy mógł zabrać ze sobą tylko określoną wagowo paczuszkę. Noc z 16 na 17 stycznia 1945 r., tę ostatnią noc, jak się wydawało mieszkańcom Biecza w ich mieście różnie przeżywano. Ogólnie panowała rozpacz i przygnębienie. Prawie wszyscy płakali. Rano niemal wszyscy mieszkańcy Biecza udali się do kolegiaty. Modlono się głośno. Słowa modlitwy często zamieniały się w szloch. Ludziom wydawało się, że są w tej wspaniałej świątyni po raz ostatni. Że po raz ostatni widzą Chrystusa zdejmowanego z krzyża  w ołtarzu głównym. Wiedzieli, że miasto jest zaminowane. Wiedzieli, że Niemcy  z precyzją realizują swoje zamierzenia, czego przykładem było Jasło. Należało się liczyć, że to samo spotka Biecz. A co z ludźmi? Gdzie wywiozą ich niemieckie pociągi czekające na nich na stacji kolejowej. Przez tłum ludzi, z trudem przeciskał się ówczesny proboszcz biecki, ks. Bogumił Stawarz, aż dotarł do ambony. Gdy stanął na niej, głosem spokojnym przemówił do swoich wiernych. Mówił, aby nie rozpaczali, aby byli dobrej myśli. Mówił, że całą noc trwał na modlitwie i że miał widzenie, a mianowicie ukazała mu się św. Jadwiga królowa i oznajmiła, że i tym razem ochroni Biecz i jego mieszkańców. Nakazała aby nikt nie opuszczał miasta. Nikomu z mieszkańców nic się nie stanie. Po tych słowach zapanowała niezmierna cisza. Proboszcz ponownie powtórzył, aby nikt nie opuszczał miasta, aby swój los powierzyć za wstawiennictwem św. Jadwigi królowej Bogu. Następnie modlił się głośno i żarliwie wraz ze wszystkimi obecnymi w kościele. W końcu udzielił absolucji czyli rozgrzeszenia wszystkim. Na zakończenie ponownie mówił o swoim widzeniu, o tym, że św. Jadwiga dobra królowa, która przez wieki opiekowała się Bieczem i tym razem go ocali przed zniszczeniem. Mówił głośni  aby wszyscy go słyszeli: niech nikt nie opuszcza miasta. W jego mowie była tak wielka wiara, że licznie zgromadzeni mieszkańcy Biecza uspokojeni bardzo powoli wychodzili z kościoła. Zaludniły się ulice miasta. Niemal wszyscy, a więc parę tysięcy ludzi zastosowało się do zaleceń proboszcza i pozostało w swoich domach, nie udali się do pociągów, które miały ich wywieźć w nieznane. Tylko kilka osób wsiadło do pociągu tego styczniowego ranka. Od wschodu i południa słychać było kanonadę. Zbliżał się front. Niemal równocześnie z bombardowaniem stacji kolejowej, od zachodu do Biecza wkroczyło wojsko sowieckie. Pociąg z uchodźcami nie ujechał nawet jednego kilometra i też został zbombardowany. Na kościół w którym nadal modlił się proboszcz, spadła
Jan II Kazimierz Waza
                źródło: Wikipedia
500kg bomba, przebiła dach i zatrzymała się na żebrowym sklepieniu, nie czyniąc więcej szkody. A mieszkańcy Biecza ufni Bogu, jak ich przodkowie w minionych wiekach modlili się do św. Jadwigi i wierzyli, że jej objawienie się proboszczowi jest gwarancją, że jej opieka nad miastem i nimi jest rzeczywista. I stało się tak jak mówił proboszcz. Miasto ocalało, nikt z mieszkańców nie zginął. Oddziały sowieckie pojawiły się w Bieczu, zupełnie z innej strony niż oczekiwali Niemcy, szły bowiem starymi drogami, według map jeszcze sprzed rozbiorów Polski, to tak zaskoczyło Niemców, że uciekając wycofali się z Biecza, nie realizując planowanego zniszczenia miasta przez wysadzenie w powietrze zaminowanych wcześniej obiektów. Miasto zostało zajęte przez Sowietów. W tym samym dniu saperzy rozminowali miasto. Następnie rozbroili bombę na sklepieniu kościelnym.
Ponieważ królowa Jadwiga jest zawsze obecna w sercu bieczan, w 2007  r. została Honorowym Patronem Miasta i Gminy Biecz. 

Również i Władysław Jagiełło gościł w Bieczu, aż 22 razy. Przebywał tutaj zarówno ze swoją małżonką królową Jadwigą jak i po jej śmierci. W 1394 r. przybył na ziemię biecką wraz z wielkim księciem litewskim Witoldem, któremu towarzyszył jego dwór książęcy Litwinów. Tutaj to Władysław Jagiełło zaprosił Witolda na polowanie na grubego zwierza, którego nie brakowało w lasach ziemi bieckiej. Z zarejestrowanych rachunków wynika, że Jagiełło wyjeżdżając z Krakowa, nie planował uczestnictwa w łowach i dlatego dopiero na miejscu w Bieczu szyto dla niego odzienie łowieckie. Zapewne polowano na niedźwiedzie, które brano na oszczep,  a także na żubry w okolicach dzisiejszej Turzy. Łowy odbywały się z psiarnią, bowiem król zadowolony z udanych łowów, po ich zakończeniu w Bieczu wynagrodził psiarza i psiarczyków królewskich. Po śmierci królowej Jadwigi to właśnie na zamku w Bieczu w 1401 r. Władysław Jagiełło zaręczył się z Anną Cylejską, co zresztą królowa Jadwiga radziła mu na łożu śmierci. W 1411 r. wydał on w zamku bieckim pełnomocnictwo delegacji polskiej udającej się na zjazd w Szramowicach. W Bieczu w 1414r. naradzał się on też z ponad stu osobową grupą posłów, której przewodniczył Mikołaj Trąba arcybiskup gnieźnieński, udający się na sobór do Konstancji. Ostatni raz Jagiełło przebywał w Bieczu w 1431r. jako 80-letni starzec. W 1439 r. Władysław Warneńczyk wraz z bratem Kazimierzem zawarli w Bieczu układ z zakonem joannitów. W tym samym roku tylko w kilka
miesięcy później również w Bieczu Władysław Warneńczyk spotkał się z królem węgierskim. Ostatni pobyt królewski w Bieczu wiąże się z postacią króla Jana Kazimierza. Mając zaufanie do miasta, które nie poddało się Szwedom, wracając w 1656 r. ze Śląska, przybył do Biecza, gdzie w dowód wierności mieszczaństwo wręczyło mu pokaźną sumę pieniędzy oraz wiele srebrnych naczyń. Również i inni panujący odwiedzali Biecz. Tutaj w latach 1349-1369 przebywał jedenastokrotnie Kazimierz Wielki, w 1371 r. gościła tu Elżbieta, królowa Węgier i Polski, a w 1376 r. przebywał tu jej mąż Ludwik Węgierski, król Węgier i Polski. W mieście przebywała również czterokrotnie królowa Zofia, ostatnia żona Władysława Jagiełło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz