.

.

PRZERWA WAKACYJNA

Przerwa wakacyjna. Na kolejny nowy post na naszym blogu zapraszamy już w niedzielę 2 września. Za to cały czas niezmiennie zapraszamy na naszą stronę na facebooka, gdzie bez przerwy wakacyjnej publikujemy ciekawostki historyczne.

Śledź nowe posty

piątek, 25 lipca 2014

Kapliczki św. Floriana

Fragment rynku bieckiego. Po lewej kapliczka św. Floriana. 
W tradycji bieckiej bardzo mocno zakorzeniony jest kult św. Floriana, a na terenie miasta znajdują się aż dwie kapliczki jemu poświęcone. Wiele lat temu, gdy Polska była już znana w ówczesnej Europie jako państwo chrześcijańskie, relikwie świętych miały wówczas wielkie znaczenie dla państw i miast. Wówczas to biskup krakowski Gedo wspólnie z księciem Kazimierzem, zwrócili się do papieża z prośbą o relikwie świętego męczennika, który byłby patronem Polski, Krakowa, a także już istniejących miast. Według jednej z opowieści, noszącej znamiona legendy biskup Gedo udał się wtedy do Rzymu i tam serdecznie przyjęty przez papieża, w asyście duchownych udał się do katakumb (podziemny cmentarz pierwszych chrześcijan). Papież miał zwrócić się do biskupa z Krakowa, aby ten wybrał sobie relikwie świętego. Biskup krakowski Gedo jakby natchniony, powiedział głośno, a może sam święty męczennik zgłosi chęć przeniesienia się do Polski, do Krakowa. I wówczas, ku zdziwieniu dostojnych kapłanów, dał się słyszeć głos z jednego grobu. Gdy się doń zbliżyli, okazało się, że jest to grób zamęczonego w IV w. św. Floriana, żołnierza rzymskiego, który co jest prawdopodobne stacjonował z wojskiem rzymskim na ziemiach dzisiejszej Polski. Z wielką czcią w ozdobnej szkatule prochy św. Floriana zostały przewiezione do Polski. Ponieważ Biecz był już wówczas znacznym ośrodkiem terenowej władzy królewskiej i był tu kościół, należy sądzić, że mała cząstka relikwii św. Floriana dostała się Bieczowi. Świadczyłby o tym żywy do niedawna kult tego świętego, oraz rzeźby z jego wyobrażeniem sprzed 500 lat, zachowane w górnej części ołtarza głównego w bieckiej kolegiacie. W Bieczu jak już wspomniano św. Florian ma swoje kapliczki. Pierwszą wybudowano na obrzeżach miasta co najmniej 200 lat temu. We wnęce jej była duża płaskorzeźba z wyobrażeniem św. Floriana gaszącego płonący kościół, a strażacy bieccy dbali o dobry stan te kapliczki. Kapliczka zachowała się do dzisiaj i stoi przy ulicy Tumidajewskiego, co najmniej też dwukrotnie była przenoszona z miejsca na miejsce. W czasie tych przenosin zaginęło wyobrażenie św. Floriana i dziś ta kapliczka znana jest jako kapliczka z bochenkami chleba, a legenda z tym związana nawiązuje do czasów wielkiego głodu i pomoru ludności w Bieczu w XVII w. Opowieść ta istnieje w kilku wersjach, ale każda z nich ma takie samo zakończenie- skamieniały chleb umieszczono w górnej części kapliczki nad latarnią. Był czas wielkiego głodu, ludzie marli z braku żywności. Wielu zostawiało puste domy i udawało się w świat w nadziei, że żebrząc uda im się przeżyć klęskę nieurodzajów. W takim czasie przyszedł żebrak do bogatego domu- folwarku na bieckim przedmieściu, w którym gospodyni wyjęła chleb z pieca. Zgodnie z tradycją, obtarła bochny chleba ściereczką, przeżegnała i nakryła białym płótnem. Zapach chleba rozchodził się po całym domu. Żebrak czując woń świeżo upieczonego chleba, błagał chociażby o kęsek. Ale bogata i skąpa kobieta nie zamierzała z nikim dzielić się chlebem, chociaż obyczaj chrześcijański to nakazywał, tym bardziej, że był to czas wielkiego tygodnia. Wypchnęła słaniającego się z głodu żebraka z domu, krzycząc, że sama nie ma co do ust włożyć. A gdy on wskazał na chleby pachnące, odrzekła, że są to tylko kamienie. Wówczas żebrak na jej oczach rozpłynął się w powietrzu. Nie odszedł, a znikł nagle przed nią. Przerażona tym zjawiskiem kobieta szybko pobiegła do chleba. Podniosła ściereczkę i odkryła, że jeszcze chwilę temu pachnący chleb, zamienił się w zimne kamienie, które tylko kształtem przypominają bochny chleba. Skruszona udała się do kościoła, wiele majątku przeznaczyła na jałmużny dla żebraków. A skamieniałe chleby umieszczono na kapliczce, dla upamiętnienia tego wydarzenia.

św. Florian za szybą na rynku bieckim
W początku XIX w. ufundowano drugą, piękną kapliczkę poświęconą św. Florianowi w rogu rynku bieckiego, w niej umieszczono drewnianą figurę św. Floriana. Z chwilą zorganizowania OSP w Bieczu straż objęła patronat nad kapliczką i dba o nią do chwili obecnej. Wszystkie ważne uroczystości Ochotnicze Straży Pożarnej odbywają się w dniu św. Floriana, a początek biorą od tejże kapliczki. Z tym św. Florianem związana jest opowieść, którą warto podać. Wspominał w latach 70-tych XX w. Józef Ołpiński, który w 1903 r., gdy wybuchł pożar w Bieczu miał 11 lat. W 1903 r. 12 maja w niedzielę przed południem wybuchł pożar w Bieczu. Wówczas mały Ołpiński ze starym Białkowskim był nad rzeką Ropą. Ogromne trzaski, a następnie buchające wysoko ognie przeraziły obydwu. Stary Białkowski postanowił jak najszybciej wrócić do miasta, miał bowiem domek przy rynku na wprost kapliczki św. Floriana. Szybko z pomocą młodego Józka Ołpińskiego, na skróty przybiegli do miasta. Znaleźli się na rynku. Widok był przerażający. Płonęły wszystkie domy na ulicy Grodzkiej, wszystkie w południowej pierzei rynku. Ogromne płomienie niszczyły nowo pokrytą bożnicę. Płonął ratusz, już nie miał dachu, a z okien, jak z oczodołów buchał ogień. Płonęła wieża ratuszowa. Grozy dodawał szalejący wicher, który przenosił płonące żagwie z dachów, z domu na dom. Wyglądało to jakby niewidzialna ręka podpalała coraz to nowe domy. Niesamowity huk, trzaski palących się domów, ogromny żar i ogień zdawało się zewsząd, potęgował ruch ludzi, ratujących co się jeszcze dało. Przy wielkim płaczu i zawodzeniu wynosili dobytek z domów nieobjętych jeszcze ogniem. A stary Białkowski wsparty na młodym Ołpińskim, wyczerpany szybką drogą, stał zdyszany i nie miał sił ratować cokolwiek ze swego domu, mimo, że ten jeszcze nie płonął, ale palił się już dom sąsiedni. Białkowski stał chwilę i nagle jak opowiadał Józef Ołpiński- powoli na oczach wielu doszedł do kapliczki św. Floriana, padł na kolana i modlił się o ratunek dla swojego domu i tych, które jeszcze ogień nie objął. Widząc to Żyd taszczący ogromny tobół zrzucił go, klęknął obok Białkowskiego i nie znając słów modlitwy głośno wołał, Florku ratuj i mnie. I stała się rzecz niesamowita. Ustał wiatr i wszystkie domy od linii kapliczki św. Floriana nie tknął ogień. Ocalał dom starego Białkowskiego. Dziś na jego miejscu jest nowy obiekt, siedziba banku i apteki. Do tego dodać należy, że pożar ten był dosyć tragiczny w skutkach. W dużej mierze zahamował rozwój miasta, które i tak było już nieco podupadłe. Podczas pożaru spłonęło w mieście 50 domów, w tym 20 żydowskich i 30 katolickich, Urząd Podatkowy, Apteka, Bożnica, Budynek Sądowy w dawnym ratuszu, zabytkowy hełm na wieży ratuszowej, a około 600 ludzi zostało bez dachu nad głową. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz