.

Jak co roku, wraz z nastaniem czerwca udajemy się na przerwę wakacyjną. Kolejny nowy post na naszym blogu pojawi się w niedzielę, 3 września. Jednocześnie cały czas zapraszamy na naszą stronę na Facebooku, gdzie przez cały letni okres niezmiennie będziemy prezentować ciekawostki historyczne związane z regionem, jak zdjęcia, ogłoszenia prasowe, itp.

Śledź nowe posty

piątek, 25 lipca 2014

Kapliczki św. Floriana

Fragment rynku bieckiego. Po lewej kapliczka św. Floriana. 
W tradycji bieckiej bardzo mocno zakorzeniony jest kult św. Floriana, a na terenie miasta znajdują się aż dwie kapliczki jemu poświęcone. Wiele lat temu, gdy Polska była już znana w ówczesnej Europie jako państwo chrześcijańskie, relikwie świętych miały wówczas wielkie znaczenie dla państw i miast. Wówczas to biskup krakowski Gedo wspólnie z księciem Kazimierzem, zwrócili się do papieża z prośbą o relikwie świętego męczennika, który byłby patronem Polski, Krakowa, a także już istniejących miast. Według jednej z opowieści, noszącej znamiona legendy biskup Gedo udał się wtedy do Rzymu i tam serdecznie przyjęty przez papieża, w asyście duchownych udał się do katakumb (podziemny cmentarz pierwszych chrześcijan). Papież miał zwrócić się do biskupa z Krakowa, aby ten wybrał sobie relikwie świętego. Biskup krakowski Gedo jakby natchniony, powiedział głośno, a może sam święty męczennik zgłosi chęć przeniesienia się do Polski, do Krakowa. I wówczas, ku zdziwieniu dostojnych kapłanów, dał się słyszeć głos z jednego grobu. Gdy się doń zbliżyli, okazało się, że jest to grób zamęczonego w IV w. św. Floriana, żołnierza rzymskiego, który co jest prawdopodobne stacjonował z wojskiem rzymskim na ziemiach dzisiejszej Polski. Z wielką czcią w ozdobnej szkatule prochy św. Floriana zostały przewiezione do Polski. Ponieważ Biecz był już wówczas znacznym ośrodkiem terenowej władzy królewskiej i był tu kościół, należy sądzić, że mała cząstka relikwii św. Floriana dostała się Bieczowi. Świadczyłby o tym żywy do niedawna kult tego świętego, oraz rzeźby z jego wyobrażeniem sprzed 500 lat, zachowane w górnej części ołtarza głównego w bieckiej kolegiacie. W Bieczu jak już wspomniano św. Florian ma swoje kapliczki. Pierwszą wybudowano na obrzeżach miasta co najmniej 200 lat temu. We wnęce jej była duża płaskorzeźba z wyobrażeniem św. Floriana gaszącego płonący kościół, a strażacy bieccy dbali o dobry stan te kapliczki. Kapliczka zachowała się do dzisiaj i stoi przy ulicy Tumidajewskiego, co najmniej też dwukrotnie była przenoszona z miejsca na miejsce. W czasie tych przenosin zaginęło wyobrażenie św. Floriana i dziś ta kapliczka znana jest jako kapliczka z bochenkami chleba, a legenda z tym związana nawiązuje do czasów wielkiego głodu i pomoru ludności w Bieczu w XVII w. Opowieść ta istnieje w kilku wersjach, ale każda z nich ma takie samo zakończenie- skamieniały chleb umieszczono w górnej części kapliczki nad latarnią. Był czas wielkiego głodu, ludzie marli z braku żywności. Wielu zostawiało puste domy i udawało się w świat w nadziei, że żebrząc uda im się przeżyć klęskę nieurodzajów. W takim czasie przyszedł żebrak do bogatego domu- folwarku na bieckim przedmieściu, w którym gospodyni wyjęła chleb z pieca. Zgodnie z tradycją, obtarła bochny chleba ściereczką, przeżegnała i nakryła białym płótnem. Zapach chleba rozchodził się po całym domu. Żebrak czując woń świeżo upieczonego chleba, błagał chociażby o kęsek. Ale bogata i skąpa kobieta nie zamierzała z nikim dzielić się chlebem, chociaż obyczaj chrześcijański to nakazywał, tym bardziej, że był to czas wielkiego tygodnia. Wypchnęła słaniającego się z głodu żebraka z domu, krzycząc, że sama nie ma co do ust włożyć. A gdy on wskazał na chleby pachnące, odrzekła, że są to tylko kamienie. Wówczas żebrak na jej oczach rozpłynął się w powietrzu. Nie odszedł, a znikł nagle przed nią. Przerażona tym zjawiskiem kobieta szybko pobiegła do chleba. Podniosła ściereczkę i odkryła, że jeszcze chwilę temu pachnący chleb, zamienił się w zimne kamienie, które tylko kształtem przypominają bochny chleba. Skruszona udała się do kościoła, wiele majątku przeznaczyła na jałmużny dla żebraków. A skamieniałe chleby umieszczono na kapliczce, dla upamiętnienia tego wydarzenia.

św. Florian za szybą na rynku bieckim
W początku XIX w. ufundowano drugą, piękną kapliczkę poświęconą św. Florianowi w rogu rynku bieckiego, w niej umieszczono drewnianą figurę św. Floriana. Z chwilą zorganizowania OSP w Bieczu straż objęła patronat nad kapliczką i dba o nią do chwili obecnej. Wszystkie ważne uroczystości Ochotnicze Straży Pożarnej odbywają się w dniu św. Floriana, a początek biorą od tejże kapliczki. Z tym św. Florianem związana jest opowieść, którą warto podać. Wspominał w latach 70-tych XX w. Józef Ołpiński, który w 1903 r., gdy wybuchł pożar w Bieczu miał 11 lat. W 1903 r. 12 maja w niedzielę przed południem wybuchł pożar w Bieczu. Wówczas mały Ołpiński ze starym Białkowskim był nad rzeką Ropą. Ogromne trzaski, a następnie buchające wysoko ognie przeraziły obydwu. Stary Białkowski postanowił jak najszybciej wrócić do miasta, miał bowiem domek przy rynku na wprost kapliczki św. Floriana. Szybko z pomocą młodego Józka Ołpińskiego, na skróty przybiegli do miasta. Znaleźli się na rynku. Widok był przerażający. Płonęły wszystkie domy na ulicy Grodzkiej, wszystkie w południowej pierzei rynku. Ogromne płomienie niszczyły nowo pokrytą bożnicę. Płonął ratusz, już nie miał dachu, a z okien, jak z oczodołów buchał ogień. Płonęła wieża ratuszowa. Grozy dodawał szalejący wicher, który przenosił płonące żagwie z dachów, z domu na dom. Wyglądało to jakby niewidzialna ręka podpalała coraz to nowe domy. Niesamowity huk, trzaski palących się domów, ogromny żar i ogień zdawało się zewsząd, potęgował ruch ludzi, ratujących co się jeszcze dało. Przy wielkim płaczu i zawodzeniu wynosili dobytek z domów nieobjętych jeszcze ogniem. A stary Białkowski wsparty na młodym Ołpińskim, wyczerpany szybką drogą, stał zdyszany i nie miał sił ratować cokolwiek ze swego domu, mimo, że ten jeszcze nie płonął, ale palił się już dom sąsiedni. Białkowski stał chwilę i nagle jak opowiadał Józef Ołpiński- powoli na oczach wielu doszedł do kapliczki św. Floriana, padł na kolana i modlił się o ratunek dla swojego domu i tych, które jeszcze ogień nie objął. Widząc to Żyd taszczący ogromny tobół zrzucił go, klęknął obok Białkowskiego i nie znając słów modlitwy głośno wołał, Florku ratuj i mnie. I stała się rzecz niesamowita. Ustał wiatr i wszystkie domy od linii kapliczki św. Floriana nie tknął ogień. Ocalał dom starego Białkowskiego. Dziś na jego miejscu jest nowy obiekt, siedziba banku i apteki. Do tego dodać należy, że pożar ten był dosyć tragiczny w skutkach. W dużej mierze zahamował rozwój miasta, które i tak było już nieco podupadłe. Podczas pożaru spłonęło w mieście 50 domów, w tym 20 żydowskich i 30 katolickich, Urząd Podatkowy, Apteka, Bożnica, Budynek Sądowy w dawnym ratuszu, zabytkowy hełm na wieży ratuszowej, a około 600 ludzi zostało bez dachu nad głową. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz