piątek, 25 lipca 2014

Kapliczka na Harcie

Kapliczka na Harcie. Szkic: A. Kusiak
Ciekawym obiektem znajdującym się w Bieczu jest kapliczka usytuowana na przedmieściach zwanych Hartą. Nazwa ta najprawdopodobniej pochodzi od niemieckiego słowa „hart- czyli twardy, nieużyty. Z nazwy tej można wnioskować iż w dawniejszych czasach były tam pastwiska dla biedoty miejskiej do wypasania bydła. Znajdowała się tam również kopalnia. Kapliczka na Harcie zbudowana jest z kamienia i cegły i pochodzi z epoki baroku, jednak trudno ustalić dokładną datę gdyż źródła w tej kwestii podają różne informacje. Z jej powstaniem związana jest natomiast pewna legenda. W dawnych czasach, a więc kilkaset lat temu, gdy Biecz otoczony był szczelnie murami obronnymi, a wjazd do miasta odbywał się przez most zwodzony, następnie przez podwójne bramy. Jedna brama od zachodniej strony zwana była Bramą Wyżną, druga prowadząca od wschodu Bramą Niżną. Bramy otwierano o świcie, zmykano o zmroku. Kupcy a nawet mieszkańcy Biecza, gdy nie zdążyli wjechać do miasta przed zamknięciem bram musieli nocować przed miastem. Dlatego też z jednej, jak i z drugiej strony miasta były duże zajazdy czasem nawet nockowniami lub noclegowniami zwane, aby spóźnieni podróżni mogli zanocować. Oczywiście w zajeździe była karczma, w której można się było posilić, a nawet zabawić. Taki zajazd łącznie z karczmą był po lewej stronie starej drogi na Kraków, idąc w stronę Biecza, po prawej jakieś dwieście metrów dalej wznosi się po dziś dzień góra zamkowa. Zajazd ten od białych ścian zwany białym miał bardzo złą sławę i to nie tylko w tradycji, ale ślady tego można spotkać i w księgach bieckich sądowych sprzed czterystu czy trzystu lat. Zdarzało się, że nocujący w tej karczmie kupcy czy szlachty ginęli bez śladu. Tracili nie tylko pieniądze czy towar, ale i życie. Wprawdzie podejrzewano karczmarza, ale nie mając dowodów nie można go było oskarżyć. Raz zdarzały się, że bogaty kupiec biecki przybył już po zamknięciu bram. Konie z wozami woźnicy odprowadzili do folwarku na Przedmieściu. Sam kupiec zajechał do owej karczmy, gdzie zamówił dużo jedzenia, gdyż zadowolony z handlowej wyprawy, wszystkich obecnych chciał ugościć. Częstował jadłem nawet dzieci karczmarza. Gdy się posilił, a zebrani w karczmie zaczęli się rozchodzić i on poszedł dla przygotowanej dlań izby na nocleg. Ale zanim się położył, zaczął się modlić, dziękując Bogu za pomyślne transakcje kupieckie. Gdy skończył modlitwę, mimo zmęczenia zniknęła senność, a jego ogarnął jakiś niepokój. Chciał otworzyć okno, ale okazało się, że jest mocno zabite. To go przeraziło. Stanęły mu przed oczami różne opowieści pełne grozy o tym miejscu. Postanowił być czujny. Długo w noc chodził po izdebce, odmawiając głośno różne modlitwy, ślubując przy tym, że jeżeli wyjdzie z tej opresji żywy, to w podzięce panu Bogu zbuduje kapliczkę. W tę noc nie kładł się na łóżku. Gdy zaczynało świtać, zrobił kukłę ze swojego ubrania, obciążył ją znalezionym w kącie ciężkim naczyniu i położył na łóżku. W tym samym momencie łóżko zapadło się jakby pod ziemię. Przerażony kupiec zrozumiał, że tym następnym, który miał zginąć bez wieści miał być on. Postanowił się bronić. Zaryglował drzwi i czekał. Niebawem usłyszał ja ktoś próbuje je otworzyć. Słyszał jak dzieci karczmarza prosiły, aby tego pana nie zabijać bo dobry, zawsze im dawał coś do zjedzenia. Zagrożonemu kupcowi udało się nieco rozchylić zamknięte okiennice, akurat w tym momencie gdy drogą przy zajeździe przejeżdżały chłopskie wozy konne do lasu. Zaczął głośno wzywać ratunku. Chłopi zatrzymali wozy, siłą wdarli się do karczmy. Pomogli kupcowi ująć karczmarza i jego pomocnika, a następnie doprowadzić do ratusza. W czasie przesłuchiwania karczmarz z pomocnikiem przyznali się do wielu mordów. Zostali skazani na śmierć. Kat biecki wykonał natychmiast wyrok wieszając skazańców na szubienicach pod lasem. Natomiast kupiec wdzięczny za ocalenie życia,  ufundował kapliczkę trzykondygnacyjną, murowaną w miejscu gdzie okrutny karczmarz grzebał swoje ofiary. Było to po drugiej stronie drogi krakowskiej na wprost zajazdu-karczmy. Wokół tej kapliczki po bitwie pod Gorlicami założono cmentarz wojenny, natomiast samą kapliczkę wieńczył niegdyś krzyż, a we wnękach stały figury drewniane świętych opiekunów podróżnych, a więc św. Mikołaja, św. Krzysztofa i św. Antoniego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz